Crash

ON:

Każdego z nas podnieca coś innego. Jedne żądze wydają się nam zboczeniami, a dla innych to smakowita zabawa. Coś, co przekracza granicę, zawsze było tabu, a gdy dochodzimy do pewnego momentu możemy się zatracić i nigdy już nie wrócimy na uprzednio wybraną ścieżkę. Dewiacje różnego rodzaju, od tych najlżejszych, do przeraźliwych zboczeń, towarzyszą człowiekowi od początku jego istnienia. Erotyka i pornografia wzajemnie się przeplatają, a coś, co w jednej kulturze wydaje się być tabu, w innej to zwyczajna zachcianka. Near Death Experience w skrócie NDE to temat dzisiejszej rozprawy erotycznej.

Przekraczanie barier w każdym aspekcie naszego życia wynika przeważnie z nudy. Nadal pozostają pewne wąskie grupy doświadczeń, które niosą za sobą ogromne ryzyko i jednocześnie diabelnie mogą podniecać. Podobno dlatego Michael Hutchence oraz David Carradine spotykali się ze śmiercią, aby zaspokoić swoje pożądanie. NDE jest tematem wielu dzieł, nie tylko filmów, także książek i płyt. To właśnie granica pomiędzy życiem i śmiercią jest tą jedyną niewiadomą, której przekroczenie może przynieść strach oraz ekstazę.

Od NDE bardzo blisko do fascynacji wypadkami samochodowymi, niebezpieczną jazdą oraz seksualności, która idzie w parze z chromem i stalą. Szybkie i piękne auta mogą doprowadzić do ekstazy, prędkość także. Co w przypadku, gdy połączymy obie te rzeczy? Co gdy wsadzimy do szybkiego samochodu znudzonego życiem człowieka? Na to pytanie stara się odpowiedzieć David Cronenberg w „Crash”. Ten bazujący na książce Ballarda obraz, to faktycznie jazda bez trzymanki. Wyrachowana, zimna i przyprawiająca o dreszcze podróż do wnętrza ludzkiej psychiki i na granicę ekstazy. Skupiając się na znudzonym współżyciem małżeństwie Ballardów reżyser stara się zrozumieć gdzie leży linia pomiędzy wszystkimi naszymi zmysłami.

Gdy James Ballard przeżywa wypadek samochodowy, w którym ginie kierowca drugiego auta, nawet nie spodziewa się, że żona zmarłego będzie jedną z osób, która wprowadzi jego znudzone małżeństwo do bardzo „wysublimowanego” towarzystwa. Poznani przez nią Vaughan oraz Gabrielle zwierzają się z podniety, którą uzyskują dzięki połączeniu człowieka i maszyny, a połączenie to ma miejsce tylko w jednym momencie, w czasie wypadku. Ballardowie dają się wciągnąć w tę chorą grę, która wydaje im się podobać, ponieważ choć raz w ich seksualnym życiu pojawia się coś, co nie jest rutyną.

Cronenberg przeniósł na ekran powieść bardzo niełatwą – dzieło, które w kilku miejscach zapomina o dobrym smaku. Kontrowersje wokół „Crash” narastały, a w ostatecznym rozrachunku film ten podzielił krytyków. Jedni kultowego reżysera wsadzili do worka z tanią sensacją i wulgarnym seksem, zaś drudzy wychwalili za trafne zdiagnozowanie chorób trapiących współczesnego człowieka. Jak jest naprawdę? Trzeba to ocenić samemu. Trzeba jednak uważać, bo to kino nie dla każdego.

ONA:

Na liście filmów erotycznych, które chcieliśmy zrecenzować, było siedem pozycji – po jednej na każdy dzień tygodnia, bo wierzcie mi, jakbym miała spędzić jeszcze chociażby jeden wieczór, przy reżyserowanym kopulowaniu, to chyba bym zwiędła. Wśród wybranych pozycji był film „Marzyciele”, którego nigdy nie widziałam i którego kilkukrotnie mi polecano. Ale wyleciał, niestety, bo Dawid zaproponował „Crash: Niebezpieczne pożądanie”. Chyba za dużo było ckliwego i zawoalowanego erotyzmu, bowiem film Davida Cronenberga to klasyczne rżnięcie na dziesiątki sposobów! Szkoda tylko, że zupełnie nie wiem o czym jest ten film…

No ok, trochę przesadzam. Nie mam zamiaru wchodzić tu jakoś głęboko w fabułę, bowiem  szczerze powiedziawszy – niewiele z niej zrozumiałam. Chodzi o seks i samochody. Najlepiej połączone w tym samym czasie. Bohaterów kręci prędkość, wypadki – dosyć tragiczne w skutkach, ale także nie unikają cielesnych podniet i właściwie tu chyba każdy z każdym uprawiał jakiś rodzaj „miłości”. Tu naprawdę jest wszystko. Kiedy pojawiły się sceny homoseksualne, powiedziałam Dawidowi, że gdy zaczną się zwierzęta, to ja wychodzę, a on przez miesiąc będzie ze mną wieczór w wieczór oglądał „Mamma mia!”

Świat, w który wprowadzają nas bohaterowie, jest dziwny, jest pokręcony, jest totalnie inny, alternatywny i przypomina jakiś koszmar senny, z którego nie umiesz się wybudzić. Seksu jest tu mnóstwo, ale jest on również szalenie dziwny, bardzo zwierzęcy, a nie w takim dzikim znaczeniu, tylko po prostu – brzydki. Nie mam szczęścia, jeśli chodzi o kino „inne”. Takie „alternatywne” podejście na ogół strasznie mnie męczy, a „nietuzinkowość” w moim przypadku oznacza powolnie pęczniejącą irytację. To dla mnie film klasy B – przeciętni aktorzy, grający jakby od niechcenia, wolne, wręcz smędzące się tempo i brak jakiegokolwiek punktu zaczepienia. Podejrzewam, że w 1996 roku, kiedy to dzieło wchodziło do kin, było wielkie zadęcie, bo to naprawdę kontrowersyjny temat, ale ta „kontrowersja” opiera się tu wyłącznie na pojedynczych scenach. Dla mnie dużo „mocniejszym” dziełem jest „Showgirls”, o którym będziemy pisać jutro. To też jest klasyk z gatunku B, aktorstwo jest tam przerysowane i dość słabych lotów, ale jest historia, która porywa. W „Crash” zabrakło wszystkiego. Ale przynajmniej można było zobaczyć „seks” w różnych formach, kombinacjach, układach.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Autor: Marudy

Podziel się postem
468 ad