ONA:

Koleś w średnim wieku siedzi na środku jeziora w łódce i najpewniej chce łowić ryby. Okolica jest bajeczna, przepiękna, spokojna. Nagle coś zaczyna się dziać. Słyszymy typowe „tąpnięcie” i na tafli pojawia się gigantyczny wir, który wciąga bohatera. Szybki zjazd kamery pod wodą. Wraz ze wstrząsem uwolnione zostają żądne krwi, wściekłe i głodne piranie. Panie i panowie, dziś „Pirania 3D”.

Właściwie tytuł powinien brzmieć „Pirania 2D”, ale skrót – niech nikt się nie łudzi – dotyczy wymiarowości obrazu. Dwa de: do dupy.

Zmiana scenografii. Widzimy dosyć solidną grupę młodych osób, którzy właśnie beztrosko bawią się na wiosennej przerwie gdzieś w okolicach jeziora. Słońce, woda, zimne browary, dupeczki i totalna beztroska. Są tańce na łódkach, jest głośna muzyka, małe miasteczko „ożywa” na kilka dni. W kolejnym ujęciu poznajemy młodego chłopca, Jake’a. Chłopak ma gigantycznego pecha, bo raz – jest synem szeryfki, a dwa – ma szlaban i zamiast szaleć z rówieśnikami, musi niańczyć swoje młodsze rodzeństwo. I nagle dostaje propozycję, której nie powinien powiedzieć „Nie, nie mogę, mam inne zobowiązania”. Który zdrowy nastolatek zaprzepaściłby szansę na dzień z kilkoma solidnymi cyckami? Przekupił więc rodzeństwo by zajęło się same sobą, a on ląduje na łódce z dziewczynami z programu Wild Wild Girls. A niewiele dalej piranie zaczynają zabawę… Om nom, nom.

Dawid mnie namówił, żebym obejrzała tę produkcję To, że coś zostało nagrane na taśmie, że ma reżysera, scenariusz i aktorów nie świadczy o tym, że można nazwać to „filmem”. Mój pierwszy zarzut dotyczy całej potencjalnej horrorowatości tego czegoś. Najbardziej dennym sposobem straszenia ludzi w horrorach jest „dziubanie” w ich spokój za pomocą hałasu i nagle pojawiających się straszydeł na ekranie. Sorry, ale to jest reakcja psycho-fizyczna, to instynkt, to natura, a nie budowanie napięcia i groźnego klimatu. Idźmy dalej. Tytułowe piranie wyglądają żałośnie i karykaturalnie. Do teraz nie wiem, czy ten film miał straszyć, czy wzbudzać pożałowanie tępym i żałosnym humorem. Moim mistrzem jest scena, kiedy jedna z rybek odgryza solidnych rozmiarów penisa, zżera go po czym beka. Dziękuję, nie mam więcej pytań. Krew jest keczupowa, dramatyzm nie przypomina niczego (poważnie, przez dłuższą chwilę zastanawiałam się do czego metaforycznie mogłabym to porównać, nic mi nie wyszło) i mamy na zmianę zżerane ciała i cycki.

Chciałam obejrzeć część drugą tego dzieła, ale zabrakło mi sił. Może kiedy indziej.

Jedno jest pewne. Przy suto zakrapianej imprezie, gdzie wódka leje się strumieniami, a ogóry i śledzie czekają na spożycie, film ten może być całkiem nieźle strawny. W każdym innym wypadku doprowadza to politowania. Szkody na mózgu są nieodwracalne.

Dla fanów gatunku. I dla masochistów. A, no i do tych wszystkich, którzy nie widzieli jeszcze cycków.

ON:

Nie mam zamiaru za bardzo rozpisywać się o fabule „Piranii 3D”, bo to film słaby, głupi, i pełen błędów (a ja jestem po małej wiśniówce, która jeszcze nikomu nigdy nie zaszkodziła), ale pomimo tego zaliczam go do klasyki horrorów klasy „B”. Uwielbiam takowe kino. Dla mnie „Pirania” jest wyjątkowa. Dziwi mnie, że znajdują się aktorzy grający w takich gniotach i jeszcze na nich zarabiający ciężkie pieniądze. Chyba najbardziej zabolał mnie Christopher Lloyd, wcielający się w postać pana Goodmana, podstarzałego biologa. Od wielkiego „Back to the future”, do dzieła o krwiożerczych rybach prowadziła go daleka droga.

Nie będę oszukiwał – „Pirania” jest gniotem, który może powodować skurcze serca, palpitacje i krwotok z każdego otworu ciała, tak z d..y także. Trzeba tamować krew wyciekającą z nosa i tą wyciekającą z ekranu telewizora, bo to, co się dzieje podczas tej opowieści bywa żałosne. Ale pomimo tego – dla każdego fana będzie to dzieło wybitne. Ja się zaliczam do tych osób, dla których dialogi, gra aktorska, kolejne sceny i cycki są idealnym połączeniem. Przecież tylko osoba o ogromnej wyobraźni mogła wpaść na pomysł, jaki tutaj znajdziemy. Po trzęsieniu ziemi, gdzieś z podziemnego jeziora wydostają się prastare piranie i terroryzują one lokalne pokazy miss mokrego podkoszulka. Wiadomo, boobsy lubią wodę, a jak woda to jezioro. Rybeczki dość szybko zasmakują w mięsie biuściastych panienek, napakowanych kolesi i innych smacznych kąsków. Do walki z tymi krwiożerczymi bestiami stanie okoliczna pani szeryf, jej syn Jake oraz wiele osób. Będzie krwiście i z jajem. Nie braknie odgryzionego penisa (w pełnej krasie), będą szkielety, poszatkowane trupy i dialogi na poziomie słabego pornola. Znajdziecie tutaj wszystko, co powinno znajdować się w takim obrazie. Wiadomo od początku kto zginie jako pierwszy, kogo zgarną rybki na końcu i jaki będzie finał całej historii. Zakończenie od razu przygotowuje nas na powtórkę, którą będzie „Pirania 3DD”, dzieło jeszcze lepsze pod każdym względem, w którym zagra wspaniały, wybitny  David Hasselhoff.

Każdy maniak kina grozy powinien obejrzeć „Piranię 3D”, bo to dzieło, które za kilka lat będzie leżało na naszych półkach koło „The Blob”, „Aligatora”, „Oni żyją” i wielu innych „klasycznych” tytułów. Zatem jeśli kochacie trupy, krew, gore i slashery, to musicie zapoznać się z dziełem Alexandre’a Aja. Przecież spod jego rąk wyszły genialne wręcz „Lustra” i bardzo krwawe „Wzgórza mają oczy”. Bierzcie flaszkę, zganiajcie znajomych, zamówcie pizzę i odpalajcie „Piranię 3D” – to combo gwarantuje genialną zabawę.

PS. Minister Zdrowia i opieki społecznej ostrzega: „Oglądanie filmu może powodować niesmak, problemy z przełykaniem, sraczkę, wymioty i dezaprobatę”.