Wielki Mur – recenzja

Wielki Mur - recenzja

No i mam to moje ciągłe nieczytanie opisów filmów. Czasami rzucam tylko okiem na „mniej więcej” fabułę + kto to robił + kto gra, a potem okazuje się, że dostaję takiego gniota, że aż mnie boli w kichach.

Wielki Mur – recenzja

No dobrze, może trochę się rozpędzam, ale – bardzo błędnie – założyłam sobie, że to będzie kino… historyczne. Mniam, mniam! Historia, biografie – Papi uwielbia! A czego Papi nie lubi? Fantasy.

I co dostała Papi? NA PEWNO NIE HISTORIĘ!

Ten film powstał w 2016 roku. I wydawać by się mogło, bo przecież mamy wiele potwierdzeń na tę teorię, że rendery już całkiem spoko się mają i nie trzeba ciulać widza, że w ciemności czai się coś więcej, poza niedoróbkami. A guzik. Tu na dzień dobry mamy mgłę i mrok, jako elementy, które ukrywają wszystko to, czym nie zajęli się specjaliści od efektów.

Potem zaczynasz zdawać sobie sprawę, że to dzieło… no ni chu-chu, nie ma zbyt wiele wspólnego z faktami. To pieprzone fantasy. Ludzie vs. potwory. Fabuła po najmniejszej linii oporu. Durnostki i błahostki. Nuda. Efekciarstwo i pierdzenie widzowi w twarz. Bohaterowie tak słabi, że jedyne, co zapamiętujesz, to niesmak, że ktoś o szanowanym nazwisku i reputacji, gra w takim… czymś. Rozumiem, że to kino dla funu i radości, ale ja zdecydowanie wolę Transformersy.

A, to może wreszcie napiszę o czym to jest!

Więc mamy Wielki Mur, elitarny oddział wojowników oraz potwory. Wielki Mur ma być ostatnią barierą, która trzyma ludzkość przy życiu, bo te potwory… no cóż, chcą nas zeżreć. A Matt Damon strzela z łuku jak taki brzydszy brat Legolasa.

Poza tym, ten film wygląda, jakby robili go stażyści. Bez oczu.

Tagi: Wielki Mur – recenzja, filmy,recenzja recenzje filmów, marudzenie, blog popkulturowy, blog marudzenie
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Autor: Paulina W

Podziel się postem
468 ad