ONA:
Życie i działalność zawodowa Maksymiliana Faktorowicza to historia tak interesująca i intrygująca, że jestem przekonana, że jak ktoś w końcu zdecyduje się ją przenieść na duży ekran – będzie murowanym sukcesem. Właściwie zastanawiam się dlaczego nikt tego do tej pory nie zrobił…Dobrze Wam się wydaje, bohater, o którym dziś napiszę, urodził się w Polsce, a dokładnie w Łodzi w 1877 roku. Był jednym ze sporej gromadki dzieci, który jednak nie marzył o pracy w przemyśle włókienniczym, tylko któremu bardzo podobała się działalność twórcza, artystyczna. Mając osiem lat zaczął pracować u pewnego aptekarza, świadcząc również usługi z zakresu prymitywnej stomatologii. To, co jego rówieśników odrzucało i odpychało, absolutnie zafascynowało młodego chłopaka. Rok później zaczął uczyć się u najlepszego łódzkiego perukarz i producenta kosmetyków, by po kolejnych czterech latach wylądować w Berlinie, a następnie w Moskwie. Kto by pomyślał, że układanie włosów, tworzenie peruk i robienie makijaży stanie się nie tylko jego zawodem, ale i początkiem marki, która do dziś jest sprzedawana na całym świecie. Ale zanim do tego doszło, młody Faktorowicz na chwilę musiał zatrzymać się w Carskiej Rosji. Początkowo pracował w Teatrze Bolszoj, męcząc się z rozemocjonowaną i próżną bandą śpiewaków, by w końcu jego talent został zauważony przez rodzinę głowy państwa. Mimo, że miał już swój maleńki sklepik, dwór uparcie żądał jego usług, a sam Faktorowicz na każde kiwnięcie pędził do pałacu, by spełniać kaprysy i zachcianki ulubieńców władcy. Za swoją pracę otrzymywał sowite wynagrodzenie, mógł się rozwijać i generalnie tonął w przepychu, mając jednocześnie dostęp do najlepszych produktów, ale on bardzo pragnął skupiać się na tym, co jego. „Wystarczyło, że o coś poprosiłem, a natychmiast to dostawałem – ale żyłem jak niewolnik’ – wspominał. A potem pojawił się kolejny problem. Pewnego dnia do sklepiku Maksa weszła drobna, ciemnooka dziewczyna – Estera. Jako członek świty carskiej nie miał szans, na ożenek z miłości, tylko ze skojarzenia, ale on przepadł zupełnie. W tajemnicy para znalazła rabina, który udzielił im ślubu, a to oznaczać mogło tylko kłopoty. Gdy na świecie zaczęły pojawiać się dzieci, strach o potajemne małżeństwo był ogromny. Bał się, że straci rodzinę. Dodatkowo antysemickie głosy dochodziły do władzy, co było kolejnym problemem i ryzykiem. Maks wiedział, że jego wpływy na dworze były spore, jednak czuł, że i one mogą się skończyć. Stres go zżerał, zaczął podupadać na zdrowiu i tracić na wadze. I wtedy wpadł na pomysł, by wykorzystać to jako pretekst, i przy pomocy pewnego przyjaciela, generała, uknuł misterny plan, który raz na zawsze uratuje go i jego rodzinę przed najgorszym. Wspierając się żółtawym podkładem, sfingował nieco swoją chorobę, otrzymując w ramach rekonwalescencji prawo do pobytu w sanatorium, do którego miała dotrzeć pozostała część rodziny. Gdy generał przekazał Esterze plan, ta pognała do sklepiku, zabrała tyle rzeczy, ile mogła, by po czasie dołączyć do męża. Faktorowiczowie pod osłoną nocy, w gęstym lesie, obsypanym śniegiem zmierzali do portu, w którym parowiec Molka III szykował się do rejsu do Ameryki. Maks miał pieniądze i z radością opłacił bilety, wspominając później, że dobrze, że wówczas nie istniały paszporty…
Faktorowicz narodził się ponownie, już jako Max Factor, przyszły twórca kosmetycznego imperium i człowiek, który nie tylko zrewolucjonizował film od kulis, ale każdej z nas dał możliwość wydobycia z siebie piękna, podrasowania go. Jego życie było absolutnie ciekawe i totalnie inspirujące. Jego przepis na sukces to skromność i wnikliwe obserwowanie tego, co dzieje się dookoła. Był profesjonalistą, który wsłuchał się w potrzeby rynku i nie zatrzymywał się, nawet gdy trafiał na problemy i gdy życie rzucało mu kłody pod nogi. Fred E. Basten w książce „Max Factor. Człowiek, który dał kobiecie nową twarz” przedstawił arcyciekawą historię artysty, ale i fachowca, biznesmena, ojca i męża. Ta historia wciąga, wzrusza i inspiruje. Dla mnie, kobiety, którą kręci i film, i make-up, była to opowieść na jedno posiedzenie. Jest bardzo dobrze napisana i nie da się od niej oderwać.
Bardzo polecam. I naprawdę mam nadzieję, że ktoś kiedyś historię Maxa Factora ktoś przeniesie na ekrany kin.
