ONA:

Stephanie Plum rządzi i to się nie zmienia! 

Nie do końca ogarnięta bohaterka już praktycznie kultowych powieści Janet Evanovich, potrafi zauroczyć, rozbawić do łez, a jej przygody wciągają. To typowo babska lektura, przy czym jest zgoła inna niż te wszystkie romansidła, typu och i ach, osadzone albo w wiktoriańskiej Anglii, albo na słonecznej plaży, gdzie hojnie obdarzony przez naturę Jose wachluje jakąś bogatą niunię wachlarzem. No, miejmy nadzieję, że jest to wachlarz. Oj nie. Wrażliwym kobietom, które wierzą w szczęśliwe zakończenia, miłość do grobowej deski i które widzą się jedynie jako cichy i praktycznie niewidzialny dodatek do swojego mężczyzny, odradzam z miejsca czytanie przygód Śliweczki. Jej przygody są pasują zdecydowanie do tej drugiej części babskiego gatunku.

 Moja przygoda z tą nieporadną łowczynią nagród zaczęła się od tomu szóstego, którego pożarłam bez wytchnienia. Potem złapałam jakąś zwiechę i następna książka była częścią ósmą, choć na półce czeka część pierwsza. W między czasie obejrzałam też film, który niczego mi nie urwał – zdecydowanie wolę papierową wersję Steph. I jeśli ktoś jeszcze nie zna tej postaci, to w kilku zdaniach: Śliwka to urocza brunetka, która próbuje sobie jakoś poukładać życie. Ma już za sobą rozwód, bo jej ślubny, któremu powiedziała „Tak!” chyba tylko po to, by zaspokoić oczekiwania społeczne, wpadł pomiędzy nie te uda, w które powinien. Ma piźniętych rodziców i zwariowaną babcię, która chyba zapomniała ile ma lat, bo zachowuje się dosyć nietypowo. Ma też chomika, który jest jej absolutnym przyjacielem. I zajmuje się „łowieniem” nagród, co dla amatora nie jest zbyt rozsądnym zajęciem. Ale paradoksalnie – Stephanie czasami nawet zalicza jakiś sukces, chociaż w większości przypadków, cierpią na tym jej samochody. No i tym sposobem powoli dochodzimy do dwóch najważniejszych elementów śliwkowej układanki, przy czym i jeden, i drugi powinien znaleźć się w okolicach podbrzusza + jeszcze niżej. Otóż nasza bohaterka nie żyje jak zakonnica, oj nie. Jej „uczucia” i żądze ciągle lawirują pomiędzy dwoma kolesiami, przy czym panów różni prawie wszystko, poza tym, że są idealni i powodują szybszy przepływ krwi po strategicznych organach. Ale wróćmy do jej zajęcia. Jako łowczyni idzie jej różnie. Czasem coś jej wyjdzie, czasem nie, ale jest zdeterminowana. Tym razem jej dawna sąsiadka poprosiła ją o pomoc i o tej sprawie jest tom ósmy. Steph musi znaleźć kobietę i jej córkę, a jest to niestety skrajnie trudne, bo panie rozpłynęły się jak cukier w kubku z gorącą herbatą. No nie ma ich i tyle. Za to pojawia się coraz więcej trupów (jeden siedział nieżywo w domu naszej bohaterki) i nawet życiu Steph grozi niebezpieczeństwo. Ale mając u boku dwóch TAKICH facetów, każda z nas próbowałaby wpaść w jakieś tarapaty, by potem porzucić na chwilę półpancerz twardzielki i zamruczeć „Ratuj mnie!”.

Największą zaletą książek Evanovich o Stephanie Plum jest to, że niezależnie od której części nie zaczniemy, szybko podłapujemy klimat. Jest dynamicznie i bardzo dowcipnie. Steph to bohaterka, której nie sposób nie polubić, ponieważ jest skrajnie ludzka. Popełnia błędy, działa pod wpływem emocji, ma momenty, kiedy nie myśli racjonalnie. Trochę zbyt często ktoś grozi jej śmiercią, trochę zbyt szybko się upija i trochę zbyt często niszczy auta, ale to wszystko to pikusie, drobnostki, które sprawiają, że bohaterka jest uroczą i niepoprawną niedorajdą. Ja to kupuję bez dwóch zdań i mam zamiar dorobić się całego kompletu przygód zdolnej inaczej łowczyni.

Polecam wybitnie. To świetne, szybkie czytadło, które wciąga i bawi, idealne na leniwy dzień, na siedzenie w poczekalni (przy czym można parskać śmiechem). Jednocześnie zupełnie odradzam film – jest ckliwy strasznie.