ONA:

Opowieść o Piotrusiu Panu, chłopcu, który potrafił latać i nigdy nie dorosnąć, jakoś niezbyt trafiała do mnie. Ja marzyłam o dorosłości, a teraz, kiedy ją mam – przeklinam ją totalnie. Teraz wiem, że Nibylandia powinna być moim życiowym celem, a nie jakieś tak karierki, rachunki, podatki. W 1991 roku Steven Spielberg nakręcił swoją wersję tej historii i co by o niej nie mówić – daje ona do myślenia. Bo jak to śpiewał Sojka:
Pieniądze, ach, pieniądze,
wielkie, wielkie żądze,
kariera, sława, blaski,
oklaski, ach, oklaski –
to tylko są obrazki. 

Peter Banning (Robin Williams) jest absolutnie zapracowanym człowiekiem, który nie ma czasu na nic, poza obowiązkami. Szczególnie mocno uderza to w jego relacje rodzinne. No cóż, dzieci wychowują się bez ojca. Nie dotrzymuje on obietnic, nie widzi ich postępów, nie uczestniczy w ważnych dla nich momentach, ale nie dlatego, że nie chce, tylko dlatego, że praca, praca, praca. A to spotkanie, a to narada, a to ważny telefon. Bla, bla, bla – wiecznie coś. Szczególnie mocno cierpi na tym jego syn, Jack, który zupełnie nie może liczyć na słowo swojego taty. Peter, chcąc nieco „wynagrodzić” swojej rodzinie te wszystkie złamane obietnice, zabiera ich do swojej „babci” – do Wendy (Amber Scott). Kiedy starowinka po dekadzie nieobecności widzi Petera, mówi mu, że stał się piratem. On oczywiście zupełnie nie kojarzy o co jej chodzi. Aż pewnej nocy w tajemniczych okolicznościach zostają uprowadzone jego dzieci. Wszystko wskazuje na to, że porwał je kapitan Hook (Dustin Hoffman). Peter nie za bardzo potrafi połączyć to wszystko w całość, ale wtedy pojawia się Dzwoneczek (Julia Roberts), mała, skrzydlata wróżka, która wszystko mu wyjaśni. Tylko czy Peter zamknięty w czterech ścianach swojej kariery wierzy w małe, skrzydlate wróżki?

Co się dzieje z nami, kiedy dorastamy? Kiedy przekraczamy tę magiczną granicę pt. „dojrzałość”? Pełnoletność to jedno. Dorosłość – to coś zupełnie innego. Zapominamy się. Zapominamy o marzeniach, pragnieniach – owszem, one są, ale zupełnie inne. Materialne. Przemawia przez nas cyniczny pragmatyzm. Zapominamy o Nibylandii, stajemy się piratami. Mówimy „Wróżki nie istnieją!”, a za każdym razem, kiedy padają te słowa – jedna z nich umiera. Dajemy się wtoczyć w jakieś ramy, w jakieś tłamszące nas, ograniczające struktury – w obowiązki, ciasne garnitury, w oczekiwania. A jeśli resztki z naszej „Nibylandii” ostatnimi siłami próbują coś wskórać, inni piraci patrzą na nas z politowaniem i parskają „Dorośnij wreszcie”. Tylko po co?

„Hook” to nie jest zachwycająca produkcja. To film z ’91 roku i to widać. Linki, nieudolnie nakładany obraz – całość przypomina bardziej spektakl w teatrze, niż zapierającą dech w piersi magię kina. Ale jeśli po seansie jedna osoba – z tych „dorosłych” pobiega boso po deszczu, zje nieumyte jabłko prosto z drzewa, skoczy na „bombę” do jeziora, albo po prostu – uśmiechnie się do nieznajomego – to dobrze. To oznacza, że nad wewnętrznego pirata można jeszcze pokonać.

ON:

Nigdy nie byłem fanem „Piotrusia Pana”. Jedyny fantastyczny i prawdziwy to ten narysowany przez Loisela, no i może ten od Baranowskiego. Tym bardziej musiałem się lekko przemóc, aby przebrnąć przez dwugodzinną opowieść w reżyserii Spielberga. Zabierając się za tydzień z Robinem Williamsem mogłem spodziewać, iż ta produkcja pojawi się na naszej liście.

Jeśli nie mieliście okazji spotkać się nigdy z przygodami Piotrusia, to film Spielberga będzie dobrym początkiem nowej znajomości. W idealny sposób łączy on wątki książkowe i filmowe, a poza tym bajecznie opowiada o straconym dzieciństwie, które tak często odkładamy do teczki pełnej dokumentów.

Peter Banning jest menadżerem w wielkiej firmie, wszyscy jedzą mu z reki, a on sam jest typowym człowiekiem sukcesu, przywiązanym do telefonu i faxu. Zdarza się, że nie spędza czasu z dzieciakami, bowiem ważniejsza jest praca i kontrahenci. Tak było w przypadku meczu baseballowego jego syna, który koniec, końców nagrywany był na wideo przez pracownika Petera.

Peter i jego rodzina mieszkają w USA, ale muszą przyjechać do UK, bowiem tam odbędzie się uroczyste otwarcie szpitala na cześć babci – Wendy. Pobyt w Wielkiej Brytanii jest całkiem przyjemny, tyle, że babcia stara się przekonać małego chłopca mieszkającego wewnątrz Petera, by wyszedł na zewnątrz. Nie jest to takie proste, bowiem mężczyzna broni się rękami i nogami, aby zostawić idealnie poukładane życie i oddać się wyobraźni. Na „pomoc” przychodzi Kapitan Hook, grany przez Dustina Hoffmana. Ten trochę demoniczny i trochę szalony pirat postanawia porwać dzieciaki Petera, aby ten przekonał się do powrotu, aby wrócił do Nibylandii. Nie jest to jednak tak proste. Mężczyzna chce zemścić się na ojcu dzieci i nie patrzy jakimi środkami dojdzie do celu.

„Hook” jest piękna opowieścią, współczesną wersją klasycznej książki, która podbiła serca czytelników na całym świecie. Jednocześnie smutna i piękna zarazem. To jedna z tych historii, które chwycą za serca nie tylko dzieci, ale i dorosłych, bowiem zdadzą sobie oni sprawę z tego, jak wiele potrafią tracić przez swoje zabieganie. To trochę opowieść jak „Goonies”, która nawet za 20 lat będzie wspaniałym przykładem na kunszt filmowy, szkołę, która tworzy plastyczne pejzaże, zbudowane z prawdziwych elementów, a nie opierające się na efektach komputerowych. Wejście do świata Piotrusia Pana może równać się z odwiedzinami w studiu nieżyjącego już Jima Hensona, gdzie świat rzeczywisty miesza się z tym zmyślonym, w którym każdy z nas czasem chciałby pozostać, bo tam można schować się przed złem codzienności.