James Swallow – “Ucieczka Eisensteina”

ON:

– Wiedziało kim jestem. Powiedziało, że widzi jutro. Że wszystko, co wyznaję, umrze – prychnął Garro. – Ale ja jestem Astartes. Ja nie wyznaję niczego. Nie wielbię żadnych fałszywych bóstw, tylko rzeczywistość Imperialnej Prawdy.”

Fabryka Słów zrobiła wielką niespodziankę polskim fanom świata Warhammera 40000 i postanowiła wydać całą „Herezję Horusa”. Najnowsza część, która zawitała do Polski, nosi tytuł „Ucieczka Eisensteina” i jest czwartym tomem cyklu opowiadającego o największej zdradzie w galaktyce. Warto dodać, że 6 maja w księgarniach pojawi się kolejna część o zdradzie, pod tytułem „Fulgrim”.

Jakiś czas temu miałem okazję przeczytać pierwsze tomy „Herezji” w oryginale i zaskoczyła mnie jedna rzecz, gdy popatrzyłem na okładkę polskiego wydania. Nie pasował mi bowiem tytuł, który w oryginale brzmi „The Flight of the Eisenstein”. I po chwili zrozumiałem, co tłumacz miał na myśli w ten sposób tłumacząc tytuł. Całość bowiem opowiada o misji, jaką podejmuje kapitan Nataniel Garro, dowódca gwiezdnej fregaty Eisenstein. Musi on dostarczyć na Terrę ostrzeżenie przed Horusem oraz jego legionami, które oddały się chaotycznemu zepsuciu. Sam początek książki to wprowadzenie do świata WH40K, takie lekkie przypomnienie z kim i czym mamy do czynienia. Zobaczymy jak wygląda hierarchia w imperialnej armii, kto pociąga za sznurki, a kto jest marionetką. Pojawiają się nowi bohaterowie i będą oni mieli swój wkład w obronę wartości, a także w zdradę Imperium. Nie chcę spojlerować, bo warto samemu przeczytać kolejne tomy cyklu. Książka ma słabszy początek oraz zakończenie, za to jej środek jest naprawdę smakowitym daniem dla każdego fana świata Warhammera 40K. Mówię tak, ponieważ poza kolejnymi potyczkami i krwawymi walkami, mamy do czynienia z intrygami i rozstawianiem pionów na galaktycznej szachownicy. Mimo tego „słabszego zakończenia”, czekamy z zapartym tchem na to, co będzie się działo dalej.

Pierwszy tom serii napisał Dan Abnett, człowiek, który powołał do życia „Duchy Gaunta”, fantastycznie napisaną historię o gwardii wyrzutków. Jego „Czas Horusa” otwierający cykl i wprowadzający do początków herezji, jest chyba najlepszym z całości. Nie oznacza to, że kolejne napisane przez Grahama McNeilla, czy też Jemesa Swallowa są złe, są po prostu inne. Wiadomo, każdy pisarz ma swój własny styl.

Bardzo podoba mi się to, o czym wspomniałem już kiedyś. Czytając polskie tłumaczenie książki nie musimy się obawiać „kfiatków” w stylu „latacz Landa” i to dobrze, bo polski fandom przyzwyczaił się do anglojęzycznych nazw i barbarzyństwem byłoby je spolszczać.

Książkę czyta się dobrze i na pewno jest obowiązkową pozycją każdego fana świata Warhammera 40K. Jeśli ktoś jeszcze nie miał okazji zapoznać się z literaturą, która powstała aby zobrazować wydarzenia galaktycznej wojny, to najlepiej jak zacząłby od tomu pierwszego lub od wspomnianych wcześniej „Duchów Gaunta”.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Autor: Marudy

Podziel się postem
468 ad