ONA:

O wyższości książek Clarksona nad innymi świadczy fakt, że zjada się je ot, tak. Bierzesz do ręki kolejną knichę, całkiem sporą, z pstrokatą okładką, z której zerka na Ciebie autor i czytasz. Czytasz, śmiejesz się w duchu albo całkiem głośno, narażając się na dziwne spojrzenia towarzyszy. 

Jedna z lepszych promocji ever przytrafiła nam się, gdy mieliśmy możliwość kupienia pięciu książek (ebooków) Clarksona w cenie jednej. Natychmiast wylądowały one na naszym iPadzie i zaczęły towarzyszyć w podróżach, nudnych szkoleniach, w poczekalniach. I w łóżku, do podusi. Ale dość szybko zauważyłam, że zalewanie się łzami ze śmiechu na 30 minut przed planowanym snem, źle na ów sen działa. Felietony napisane przez współautora najpopularniejszego programu motoryzacyjnego są mega dowcipne i bardzo ciekawe. Opisuje on zwykłe życie, ale robi to w sposób ciekawy, lekko prześmiewczy, z dozą ironii (również autoironii), sarkazmu. Nie ma dla niego świętości. Śmieje się i kpi z wszystkiego, co jest bez sensu. Jest niepoprawny, ale bezczelnie pokazuje absurdy, które spotyka na każdym kroku. Jego obserwacje są trafne, zauważymy to momentalnie. Każdy z nas prędzej czy później stwierdzi, że koleś mówi prawdę. Nawet, jeśli dotyczy to tylko instrukcji obsługi. Jego riposty i podsumowania są ekstremalnie trafne i jeszcze bardziej abstrakcyjne. Ale wszystko ma tak wysoki poziom dobrego humoru, że wybaczamy mu wszystko. Oczywiście, są gorsze momenty, które przypominają nieco marudzenie starszego pana, który za bardzo nie ogarnia albo nie odnajduje się w obecnym świecie. Nie zapominajmy jednak, że Clarkson to Anglik, a oni zwykle są hmmm… bardziej powściągliwi. 

Uwielbiam jego rady życiowe. Mama mi całe życie powtarzała, że mądrość starszych jest bardzo cenna. Nie miała co prawda na myśli pana Clarksona, ale faktycznie – to działa. Jego patrzenie na świat jest przerysowane, jest stereotypowe, przesadne. Ba, jest okrutnie egoistyczne! I to jest najpiękniejsze. On narzeka w sposób brutalny, pociskając kolejne metafory z kosmosu. Uwielbiam to, jak opisuje swoje relacje z żoną i dzieciakami, jak rozpisuje się na temat innych narodów i krajów, wyśmiewając tamtejsze obyczaje, podczas gdy sam pije herbatę o jednej porze. Uwielbiam, gdy staje się maczo-mordercą i samcem alfa, ale przecież żaden facet nie lubi, gdy musi kogoś poprosić o radę.

Książki Clarksona to zbiory jego felietonów, cykle esejów, które ktoś złożył w całość. Nie ma tam fabuły. Bohaterem jest on sam i jego życie, które zaskakuje na każdym kroku. To jego punkt widzenia, jego zdanie, jego obserwacje. To również jego wredny charakter, ale co z tego, skoro powleczony jest tak rewelacyjnym żartem i dowcipem. I wygląda na to, że chyba jestem fanką angielskiego żartu. Bo Clarksona to już na bank! Polecam, nieważne którą część… Najlepiej wszystkie!