Marudzenie – blog popkulturowy

Piszemy o popkulturze – grach, filmach, książkach i muzyce

KSIĄŻKI

Piotr Gociek – “Czarne Bataliony”

ON:

Polska fantastyka jest i ma się bardzo dobrze. Piszą i ci starej daty, i ci młodzi, ba – piszą nawet młodsi ode mnie i robią to dobrze. Kolejne wydawnictwa wrzucają na nasze półki książki, które klasyfikują się mniej lub bardziej do kategorii zwanej fantastyką. Do tej grupy zaliczyć można także Piotra Goćka z jego „Czarnymi Batalionami”.

Błękitna okładka nijak nie powie nam co znajdziemy w środku. Ten zbiór opowiadań różni się nie tylko sposobem wydania, ale i zawartością. Może dlatego, że Gociek nie jest typowym „fantastą”. Bardziej znany jest jako publicysta i dziennikarz, niż autor opowieści fantastycznonaukowych. „Czarne bataliony” składają się z historii, które w żaden sposób nie są ze sobą połączone. Każda z nich jest inna i opowiada o rzeczach ważnych, czasem smutnych i gorzkich, czasem strasznych. Brak tutaj trzymającego całość za pysk twardego „core”, bowiem przeskakiwanie po epokach, światach, bohaterach potrafi czasem zmęczyć. Z drugiej strony opowiadania mają do siebie to, że nie musimy czytać ich w określonej kolejności i jeśli jakieś nam nie podejdzie, to po prostu opuszczamy je lub zostawiamy na później.

U Goćka warto zwrócić uwagę przede wszystkim na:

„Opowieść Wowy” – to smutna opowieść o superbohaterach, rosyjskiej elicie, która po upadki ZSRR stała się bezużyteczną bronią, która z nieznanych powodów traci swoje supermoce. Z jednej strony chęć odzyskania dawnej chwały, z drugiej smutek, stagnacja, melancholia i niedowierzanie w to, co się stało. Gdzie te czasy, gdy kraj, ojczyzna były mocarstwem? Czy one jeszcze wrócą?

„Czarne bataliony” tytułowa mikropowieść, to alternatywna wizja Świata, w którym to Rosja podbija kolejne kraje, a później praktycznie całą planetę. Każde z podległych państw, zredukowane jest do liczby, cyfry zapisanej w annałach. Oznacza ona w jakiej kolejności wcielono ziemię do Imperium Rosyjskiego. „Bataliony” skupiają na obywatelach podbitych ziem, na ich odbiorze totalitaryzmu, próbie odnalezienia się w nowych realiach, gdzie przemoc i mord są na porządku dziennym.

Jest też całkiem niezły „Czołg”, opisany trochę z innej perspektywy. Z jednej strony przerażeni dorośli uciekający spod buta okupanta, a z drugiej strony dziecko, którego obiektem fascynacji stał się czołg. Ogromne, stalowe ciele, które zawsze stało w tym samym miejscu, z lufą uniesioną pod kątem 30 stopni.

Inaczej jest w „Dniu oligarchy”, pełnym absurdu opowiadaniu o panu Fulczyku, który bogaty jest do obrzydliwości. Dnia pewnego postanawia jednak rozdać swój majątek tym, którzy go potrzebują. On swoje, a bliscy, którym zależy na kasie – swoje. Można powiedzieć, że mamy do czynienia z satyrą na współczesny kapitalizm.

Piotr Gociek nie pisze źle, choć czasem ciężko mu się wbić w moje gusty jeśli chodzi o styl i sposób opisywania rzeczywistości. Jednakże warto sięgnąć po „Czarne Bataliony”, bowiem to dobry zbiór opowiadań.