ON:

To, co działo się na Wschodzie w roku 1917, jest dla mnie wielką niewiadomą, szarością zasypaną pyłem z pogorzelisk, zmieszanym ze skruszonymi ludzkimi kośćmi. Babka opowiadała mi tylko o tym, co działo się na Ukrainie, która była tak blisko od naszej granicy. Opowiadała o ziemi lwowskiej, która należała do polaków, o pięknych budynkach, stajniach i połaciach, które w ciągu lat zostały zadeptane przez kolejne zastępy żołnierzy. Niezależnie spod jakiej wywodzili się bandery, mieli na celu tylko jedno – iść na przód, mordować, gwałcić i plądrować. Można powiedzieć, że każdy kraj jest sobie winien swojej historii. Można, ale czy jest w tym tak wiele prawdy?

Gdy otrzymałem z wydawnictwa Znak propozycję zrecenzowania książki „Żona enkawudzisty. Spowiedź Agnessy Mironowej” autorstwa Miry Jakowienko, serce zabiło mi szybciej, bowiem lubię literaturę, która stara się rozprawić w rosyjskim reżimem. Nic jednak nie przygotowało mnie na to, w jaki sposób książka ta została napisana. Autorka  stworzyła z wywiadu, z tytułowej spowiedzi dzieło, które czyta się lepiej niż nie jedną powieść sensacyjną. Wymieszanie gatunków sprawia, że czasem łapałem się na tym, iż wydawało mi się, że czytam coś z biblioteki Suworowa. Pióro Miry Jakowienko jest lekkie, co pozwala na „połykanie” kolejnych stron. Moje pierwsze podejście zakończyło się po 150 stronach.

Wspomniany na wstępie 1917 rok był tym, który tak naprawdę otwiera wyznania Agnessy Mironowej. Wojna domowa i rewolucja miały mocny wpływ na to, jak kształtowała się tamtejsza Rosja. Młode kobiety takie jak ona nie miały zbyt wielu wyjść i przeważnie kończyły jako żony oficerów, żołnierzy lub chłopów. Do Mironowej uśmiechnął się los – przynajmniej tak można było sądzić w tamtym okresie. Poznany przez nią Iwan Aleksandrowicz Zarnicki stał się kandydatem na męża. Oczywiście zawirowania społeczne i polityczne stawały na przeszkodzie w ich wspólnym „szczęściu”, ale koniec końców wszystko udało się zorganizować i młodzi zamieszkali razem. Wszystko wydawało się piękną bajkową opowieścią, która będzie trwała wiecznie. Niestety, rosyjska maszyna bardzo szybko pożera swoje dzieci. Tak też było w przypadku Zarnickiego. Odstawiony na bok, coraz częściej szkalowany i oczerniany, został zdegradowany do rangi zwykłego urzędnika. W tym czasie na horyzoncie pojawił się ktoś nowy. Przystojny, ambitny i rządny władzy czekista Siergiej Mironow. To dla niego Agnessa porzuca męża i oddaje się mu cała. Mironow staje się narzędziem w ręce najwyższych oficjeli, jego kariera nabiera rozpędu i przypada na lata 1937-1938. Gdy za progiem ich drzwi umierały setki ludzi, ona i jej mąż mieli się bardzo dobrze. Dla żony enkawudzisty były to lata syte, pełne zabaw i dobrobytu. Niestety, sielanka kończy się w chwili, gdy staje się on niewygodnym dla władz człowiekiem. Jego śmierć była tak samo gwałtowna, jak jego kariera i wybuchła tylko na chwilę, by zabłysnąć oślepiającym światłem.

Jako żona enkawudzisty Agnessa zostaje aresztowana i zesłana do Gułagu, który udaje się jej przeżyć, a po uwolnieniu zderza się z realiami, które są odmienne od tych, do których była przyzwyczajona.

Książka Miry Jakowienko jest literaturą faktu, która jest tym bardziej wartościowa, że opowiada o losie kobiety stojącej po dwóch stronach barykady. Wpierw wyniesiona na piedestały i wielbiona przez członków NKWD, a później stłamszona, upodlona i zniewolona. Ten proces idealnie pokazuje realia ówczesnej Rosji. Na każdego bowiem znajdzie się paragraf.

„Żona enkawudzisty. Spowiedź Agnessy Mironowej” jest powieścią wyjątkową, która na długo pozostanie w pamięci czytającego. Polecam.