Maciej Orański – „Abba w Polsce”

ONA:

„Polska epoki gierkowskiej – lat siedemdziesiątych XX wieku – to był kraj zupełnie innych ludzi. Innych, bo żyjących w innym wymiarze, w świecie ostro poszatkowanym politycznie i ekonomicznie, ale też ludzi żyjących w niby-wolnym kraju, w którym wolno było naprawdę niewiele” – tymi słowami Maciej Orański wita nas w swoim ostatnim „dziecku”. To nie jest zwykła książka, ani tym bardziej album wyłącznie ze zdjęciami. „ABBA w Polsce” to owszem dokument dotyczący wizyty szwedzkiego zespołu w naszym kraju, ale to też poniekąd historia o tym, że „potrzeba” muzyki w człowieku jest ogromna…

Ciężko mi pisać o życiu w latach 70tych ubiegłego wieku, bo ja nawet w dalekich planach nie funkcjonowałam. Moi rodzice byli dzieciakami, nawet się nie znali… Niemniej muzyka z tamtych czasów jest mi najbliższą z wszystkich, które do tej pory powstały. Dawid się ze mnie śmieje, że jestem totalną muzyczną konserwą, która zamknęła się w kilku tożsamych gatunkach, kilku wykonawcach i tyle. To prawda. Jestem muzyczną konserwą, bo to, co świadomie wybrałam, satysfakcjonuje mnie totalnie. Oczywiście, świetnie by było pójść na koncert idola, którego kochasz od zawsze. Świetnie by było usłyszeć Jego głos na żywo, wyczekiwać na kolejną płytę, czytać o skandalach, bo to przecież rock and roll. Niestety. I właśnie to jest to, co mam wspólnego z młodymi Polakami z tamtych czasów. Oni też mieli cholerne trudności z „dostępem” do ulubionej muzyki. Kiedy słyszę opowieści moich rodziców i ich równolatków o „polowaniu” na kawałki, mam gęsią skórkę. I myślę, że dla współczesnych 45-cio, 50-cio latków ten album będzie świetną formą cofnięcia się w czasie. A przy tym jest pięknie wydaną publikacją, która cieszy zmysł wzroku.

„Abba w Polsce” to zapis najważniejszego wydarzenia muzycznego lat 70-tych ubiegłego roku. To dokument nie tylko o tym jak to się stało, że szwedzki zespół pojawił się w tym śmiesznym, półdzikim kraju, kto się ku temu przyczynił i jak to wszystko wyglądało. Wszystko poparte jest wypowiedziami osób, które do dziś są autorytetami i żywymi przykładami na to, że muzykę można kochać totalnie i podporządkować jej całe życie. To też kompendium wiedzy o samym zespole. Mamy tu trochę ciekawostek, trochę wypowiedzi i zdjęć. Czytając i oglądając tę publikację łapiemy się na pewnej refleksji. Muzyka i cały przemysł fonograficzny cholernie mocno się zmieniły. Abba uwiodła świat swoją skromnością i profesjonalizmem. Niekwestionowane gwiazdy, które nie miały w sobie nic z gwiazdorstwa. Ale gdy zaczynali śpiewać – dawali ludziom radość. I robią to do dziś. Bez pawich piórek, bez zbędnego blichtru, horrendalnych wymogów i  Jest coś w tym zespole, co przyciąga, nawet po tylu latach. Gdyby było inaczej, musical „Mamma mia!” nie byłby takim sukcesem, a młodzi ludzie nie darliby pysków do Abby na SingStarze.

Mam w rękach ten album i zachwycam się nim od pierwszej, po ostatnią stronę. Ma klimat. Łączy historię z nowoczesnością. Jest dopracowany w każdym szczególe. Warto go mieć w swojej kolekcji. Dla jednej osoby z Was mamy egzemplarz tego albumu. Wystarczy, że w komentarzu pod tym wpisem napiszecie swój ulubiony kawałek Abby i w kilku słowach/zdaniach wyjaśnicie, dlaczego właśnie ten. Na zgłoszenia czekamy do końca poniedziałku (14.10.2013, godz. 23:59).

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Autor: Marudy

Podziel się postem
468 ad
  • Wojciech Sachaj

    „Money, Money, Money”. Dlaczego? bo jest prawdziwy, a w dzisiejszych czasach wszystko kręci się wokół pieniędzy

  • Ciapciaczek

    Mój ulubiony kawałek Abby to „People need love” (http://www.dailymotion.com/video/x1vs6s_abba-people-need-love_music).
    Piosenka ma tak przyjemny rytm, że nogi same rwą się do tańca. Do tego utrzymana
    jest w radosnym klimacie, a smaczku dodaje podział poszczególnych kwestii na
    głosy damskie bądź męskie, które łączą się w refrenie. Sama treść piosenki też
    mnie urzeka. Czyż to nie prawda, że ludzie potrzebują miłości, nadziei,
    zaufania, wiary w pomocną dłoń? Będąc kochanym łatwiej jest udźwignąć życie. Zwłaszcza
    podoba mi się fragment drugiej zwrotki, który można przetłumaczyć w ten sposób:
    ” Kwiaty na pustyni potrzebują kropli deszczu tak, jak kobieta potrzebuje
    własnego mężczyzny.” Myślę, że są to piękne słowa, które bronią się same.

    • Paulina Wawrzyczek

      Cześć! „ABBA w Polsce” leci do Ciebie :) Prześlij nam swoje dane i adres na dawid@marudzenie.pl :)

      • Ciapciaczek

        Dziękuję :) Bardzo się cieszę. Zaraz odezwę się na maila :)

  • Joanna Sobczak

    Zdecydowanie mogę powiedzieć, że moim ulubionym kawałkiem Abby jest „Lay all your love on me”. Dlaczego dokładnie ta piosenka? Pewnie zauroczona jestem fragmentem o strzelaniu do siedzącej kaczki. Pewnie też za każdym razem jak słyszę tę piosenkę, to mam przed oczami sceny z filmu „Mamma Mia”. Nie najgorszy tekst (uwierzcie, zdarzało mi się lubić o wiele bardziej durne), ciekawa linia melodyczna, do tego dodać skojarzenie z oglądanym filmem (który co prawda do arcydzieł nie należy, no ale krytykiem nie jestem)… i wychodzą całkiem miłe doznania podczas słuchania :)

  • Mariusz Goławski

    Moim ulubionym utworem jest „The winner takes it all”. Uważam ją za jedną z najlepszych i najpiękniejszych piosenek Abby. Usłyszałem ten kawałek po raz pierwszy kilka lat temu w radiu i do tej pory nie mogę się nadziwić, jak genialny i ciągle aktualny jest jego tekst.

  • Beata Porębska

    Od dawna uwielbiam „Dancing queen”. Przed każdą imprezą nuciłam ją przed lustrem i skutecznie przekonywałam samą siebie, że najwyższa pora przeistoczyć się w wampa i zaszaleć na parkiecie. Mam też do niej duży sentyment z racji tego, że miłością do tej piosenki zaraziła mnie moja mama, która podobnie jak ja słuchała ją w swojej młodości. Aktualnie imprez w życiu mniej, ale piosenkę nadal nucę, chociażby przy zmywaniu garów… A co!