Marudzenie – blog popkulturowy

Piszemy o popkulturze – grach, filmach, książkach i muzyce

KSIĄŻKI

Pamela Keogh – „Jackie czy Marylin. Ponadczasowe lekcje stylu”

ONA:

Nie wiem od czego zacząć, żeby nie wyszło, że jestem sfrustrowana. Ba, jestem. Do tego ogarnia mnie totalna wściekłość za każdym razem kiedy zerkam na książkę, która leży obok mnie. Rok 2013 był bardzo dobry, jeśli chodzi o książki, które wpadły mi w ręce. Nowy rok za to zaczynam od gniota totalnego, skierowanego do tego do – wybaczcie, ale napiszę do bez ogródek – do głupich bab. 

A wszystko zaczęło się od Kasi Tusk, którą bardzo cenię jako blogerkę. Jestem absolutnie świadoma tego, że jej Make Life Easier stał się firmą, ale mi to zupełnie nie przeszkadza. Podziwiam upór, podziwiam hardość charakteru i solidne „wyjebanie” na falę hejtu, który od początku jej działalności jej towarzyszy. Nie ukrywam, że czytam jej bloga regularnie, bo lubię, po prostu. A teraz jestem zła, bo dałam się nabrać na reklamowe pitu-pitu. Otóż panna Katarzyna pewnego listopadowego dnia napisała takie słowa: „Książka “Jackie czy Marilyn? Ponadczasowe lekcje stylu” przybliża nam sylwetki, styl i filozofię życia tych dwóch niesamowitych kobiet. Czytając kolejne rozdziały, łatwo jest zauważyć, że główne bohaterki miały ze sobą wiele wspólnego (w końcu kochały tego samego mężczyznę – Johna Kennedy’ego), a ich drogi życiowe mogą być nauką dla nas. Jak znaleźć szczęście, gdy życie doświadcza nas tragediami? Czy czytając o ich sukcesach i porażkach możemy się czegoś nauczyć? Do której z nich jest nam bliżej? O tym musicie się przekonać” same” (http://www.makelifeeasier.pl/film-i-literatura/jackie-marilyn). Zachęciły mnie te słowa, szczególnie teraz, ponieważ mam jakąś niebezpiecznie dziwną manię czytania o MM i JKO wszystkiego, co mi w łapy wpadnie. A że miałam kod rabatowy na zakupy w wydawnictwie Znak, to…

„Jackie czy Marylin. Ponadczasowe lekcje stylu” autorstwa Pameli Keogh to poradnik. Łudziłam się, że będzie to bardziej biograficzna książka, w której zderzone zostaną oba podmioty epiczne, a tu mam przed oczami pozycję typu Bravo Girl, tylko dla młodych kobiet. Już spis treści mnie zelektryzował: Jak stać się kobietą tajemniczą, Jak naśladować styl Jackie i Marylin. Potem jakieś pieprzenie o seksapilu, o randkach, zalotach, ba – nawet o małżeństwie i prowadzeniu domu. Zdruzgotana zaczęłam wertować kartki. Czy ja właśnie kupiłam poradnik?! Ja?! PORADNIK?! Drżącą ręką przerzuciłam strony. Wstęp okazał się jedyną częścią tej „książki”, która spełniła moje oczekiwania. Tam nieco pisze o obu paniach, o ich życiu itp., ale i tu zaczynają się złote myśli autorki, która koniecznie chce upchnąć nas w MM albo w JKO: „Jeśli idziesz na rozmowę o pracę – Jackie. Jeśli idziesz do Vegas – Marylin. Jeśli wybierasz się na rozmowę o pracę w Vegas – przewaga Marylin ze szczyptą Jackie”. Taaak, przez ponad 300 stron czeka na nas takie pieprzenie. Autorka wmówiła sobie, że musi poukładać głowy wszystkich kobiet na świecie. Ten bzdetny poradnik nazywa „przewodnikiem dla retro-nowoczesnych kobiet”, za pomocą którego uporządkujemy całe nasze życie: od stylu, przez mieszkanie i szafę, na randkach skończywszy. Wierzcie mi, potem jest coraz lepiej. Potem czeka na nas quiz. Pytanie nr 4: „Co robisz, kiedy jesteś zestresowana?” I wybór możliwych odpowiedzi: a) idziesz na spacer po plaży, b) medytujesz, c) dolewasz sobie dżinu do herbaty. No i jestem trochę w dupie, bo: najbliższą plażę mam ponad 600 km od domu, medytować nie umiem i nie piję ani dżinu, ani herbaty, chociaż odpowiedź „c” najbardziej mi się spodobała. Wg Keogh na nią też postawiłaby Marylin. Czyli 1:0 dla platynowej blondyny! Ale idźmy dalej! Pytanie 10: „Twoja matka” i wybór: a) przeraża cię, b) zostawiła ci wszystkie swoje akcje giełdowe, c) skrycie bardziej od ciebie kocha twoją młodszą siostrę. No przecież zdechnę! Wybieram d) jest najlepszą mamą na świecie. W pytaniu o pieniądze odpowiedzi trącą o żałość, bo przecież póki mam francuskiego szampana w lodówce jest ok (mam rosyjskie wino musujące i też jest ok). Ale moim mistrzem jest trzynastka: „Wybierając się na pierwsze spotkanie z przyszłą teściową” i oczywiście 3 opcje do wyboru: a) nawracasz się na judaizm, b) odkurzasz swój francuski, c) nie zakładasz bielizny. Jeśli drzemie w Tobie więcej MM niż JKO, to postawisz na odpowiedzi „a” i „c”. Rozwiązałam ten test wyjąc ze śmiechu. Najgorzej, bo miałam odpowiedzi typu „Jackie” tyle samo, ile odpowiedzi typu „Marylin”, co autorka prawie dowcipnie podsumowuje, że najpewniej oszukiwałam, albo jestem Umą Thurman. Brawo Pamelo! Oficjalnie jesteś idiotką! Zanim skutecznie zdiagnozowałam się, którą z pań jestem bardziej, doszłam pewnych smutnych wniosków. Nie jestem ani jedną, ani drugą. Jackie odpada, bo kupuję ciuchy w H&M. Marylin odpada, bo mam tatuaż na lędźwiach. Ale spokojnie. Autorka zadbała i o takie jak ja, pisząc wymijająco, że są szanse na to, by odkryć w sobie i MM, i JKO. To na cholerę babo wydałaś tę książkę?!

Keogh daje nam dwie możliwości wyboru: albo jesteś mądra, albo ładna. Albo elegancka, albo seksowna. Albo spontaniczna, albo zorganizowana. Albo brunetka, albo blondynka.

Wybaczcie, ale takie zero-jedynkowe podejście do życia zupełnie mnie nie zadowala, ani tym bardziej nie interesuje. Książkę odkładam na „półkę wstydu”, obok Greja i Tłajlajta.