Marudzenie – blog popkulturowy

Piszemy o popkulturze – grach, filmach, książkach i muzyce

FILMY GRY

Riddick

ON:

Po raz pierwszy pojawia się w „Pitch Black”. Twardziel widzący w ciemnościach, groźny przestępca i morderca, kierujący się własnym kodeksem moralnym, twór chorego systemu i legendy, której nawet nie zna. Gdy wraz z garstką rozbitków stara się przetrwać atak bezokich potworów, nie spodziewałem się, że kilka lat późnej ponownie zwita na ekrany kin, a potem także komputerów i konsol. Dziś będzie o postaci przez jednych uwielbianej, a przez innych znienawidzonej – Riddicku.

Jako fan takiego typu fantastyki, nie miałem problemu z wczuciem się w klimat filmów z nieustannie uciekającym kosmicznym więźniem. Okazało się, że „Pitch Black” było tylko preludium do całej serii produkcji o tej maszynie do zabijania. Dość szybko zdajemy sobie sprawę z tego, że Richard B. Riddick posiada coś, co można nazwać genem przetrwania. Jego narracja, szorstka i chłodna, a jego często zamykające się w dwóch zdaniach wypowiedzi zawierają więcej sensu i przekazu, niż całe karty scenariusza.

We swpomnianym „Pitch Black” szybko okazuje się, że tak groźny przestępca jak on ma zasady, których nie łamie. Nie zabije dziecka, osoby bezbronnej, a nawet często potrafi okazać większą empatię niż najwrażliwsze jednostki. W pierwszej opowieści widać było masę niedociągnięć, film często przypominał serial „Nowa Ziemia” i bardzo odstawał od kinowej produkcji, ale wystarczyły cztery lata, aby ponowne pojawienie się na ekranie zabójcy w goglach stało się możliwe. Ridick jest kosmicznym wędrowcem i samotnikiem. Pomiędzy „Kronikami Riddicka” a „Pitch Black” pojawiają się dwie produkcje, które mają nam przybliżyć tą tajemniczą postać. Jedną z nich jest animacja „Kroniki Riddicka: Mroczna Furia”, a drugą gra komputerowa „Kroniki Riddicka: Ucieczka z Butcher Buy”. Ujawniają one kilka ważnych i ciekawych informacji, między innymi jak to się stało, że bohater ten może widzieć w ciemnościach, a jego oczy są wrażliwe na światło dzienne. Dodatkowo możemy co nieco domyślić się o jego pochodzeniu. Oczywiście, to drobiazgi, ale dają nam jakąś wiedzę. Na więcej pytań odpowiedzą wspomniane wcześniej „Kroniki”. To one skupiają się wyłącznie na panu R. Wcześniej był tylko tłem do opowiadanej historii, miał być alternatywą dla potworów, które znajdowały się na planecie. Dzieło to kończy się jednak dość dwuznacznie i wiadome było, że powstanie kontynuacja tychże przygód. Tak oto reżyser David Twohy wraz z Vinem Diselem kontynuują opowieść i starają się nam pokazać jak najwięcej. Trochę jednak za mało, aby w pełni usatysfakcjonować fana i widza zarazem. „Riddick”, będący pociągnięciem historii z „Kronik”, jest skąpy w postacie. To w 80% opowieść samego zabójcy i dopiero pod koniec filmu pojawiają się przeciwnicy, którzy nie wiedzą, co tak naprawdę ich czeka. Jednak koniec końców udaje się wybrnąć z koła, jakie zatoczy historia i w całkiem ciekawy sposób połączyć ją z „Pitch Black”. Za ten zabieg należy się całkiem pokaźny plus.

Richard B. Riddick jest postacią, która aż prosi się o jej rozwinięcie i poprowadzenie jej w dalsze rejony galaktyki. Wątek związany z jego pochodzeniem, to morze bez dna i odpowiednie jego podanie może otworzyć drogę wśród gwiazd. Gdyby tylko Twohy i Disel unikali głupich wpadek, które potrafią odrzucić nowych, niezaprawionych widzów od ekranu, to mielibyśmy dzieło wyjątkowe, tak mamy do czynienia z dobrym kinem sci-fi, ale skierowanym do fanów gatunku.