ON:

„Niebo nad portem miało barwę ekranu monitora nastawionego nastrojonego na martwy kanał”

Wydawnictwo MAG zrobiło mi chyba największą niespodziankę, jakiej mogłem pragnąć. Stworzyło serię książek niezwykłych – tytułów klasycznych, zahaczających o pozycje kultowe, czasem wręcz legendarne. Część z tych pozycji jest trudno dostępna lub po prostu nie były one wydawane w naszym kraju. Pierwszym pakietem, jaki pojawił się w serii zwanej „Artefakty”, były trzy pozycje: „Trawa” Sheri S. Tepper, „Wszyscy ludzie na Zanzibarze” Johna Brunnera i „Trylogia Ciągu: Neuromancer, Graf Zero, Mona Liza Turbo” Gibsona. To właśnie ta ostatnia pozycja jest dla mnie kultową i godną polecenia każdemu, kto uwielbia Cyberpunk.

Wydanie, które zaserwował MAG zasługuje na pochwałę. Twarda okładka, kartki szyte, świetna oprawa graficzna, za którą stoi Dark Cryon. Czego chcieć więcej?

Kto nie zna Gibsona, ten nie zna Cyberpunka. No dobra – można powiedzieć, że jest jeszcze Stephenson i Sterling. No i przecież Noon także pisze w tym klimacie. Racja, nazwisk związanych z CP jest wiele, ale to tak naprawdę William Gibson zwany jest ojcem gatunku. To on przewidział wiele rzeczy, opisał nowinki techniczne, które dopiero teraz pojawiają się w naszym życiu i to on tak naprawdę wprowadził pojęcie VR.

„Trylogia Ciągu” to tak naprawdę trzy książki, które są przemyślanie napisane i powiązane ze sobą. Czytając kilka polskich recenzji spotkałem się z opinią, że Gibson pisze bardzo chaotycznie, przez co narracja kuleje i że jego opisy czasem po prostu burzą całą strukturę. Nie mogę się z tym zgodzić. Jego styl związany jest ze światem, który opisuje i zupełnie inaczej to wygląda z „Rozpoznaniu Wzorca”, który skupia się zupełnie na innym problemie, niż sensacyjno-cyberpunkowy „Neuromancer”, czy też „Graf Zero”.

To, co dzieje się w „Trylogii”, wymaga specjalnego języka -języka Ciągu. Swoją dorogą czym jest Ciąg? To ulica miasto, to miejsce będące schronieniem dla jednych i śmiertelną pułapką dla innych. W Ciągu przeżyją tylko ci, który mają płynny chrom w żyłach. Jednym z takich ludzi był Case. Młody DJ konsoli, kowboj cyberprzestrzeni, który uczył się od najlepszych i przez to był najlepszy. Niestety, pewnego dnia postanowił przywłaszczyć sobie coś, co nie należało do niego. Dość szybko jego klient stał się jego katem, a rosyjska neurotoksyna wyłączyła go na zawsze z cyberprzestrzeni. Case starał się teraz pośredniczyć, łapać kasę gdzie się da, aby spokojnie przeżyć, bo wiadomo – życie w Ciągu kosztuje. Chłopak szukał pomocy w Chiba City, ale tam też nie było leku na to, co stało się z jego układem nerwowym, z jego głową. Ale potem się coś zmieniło, Case dostał zlecenie…

Gibson w trzech książkach pokazuje w czym tak naprawdę jest najlepszy. Jego wizja świata zbudowana na podwalinach tego, co możemy nazwać brudem społecznym. Ciężko tutaj szukać bohaterów na wskroś pozytywnych, bo nawet ci, którym kibicujemy, przeważnie są draniami i łachudrami. Świat Gibsona to korporacje kierujące większością rzeczy, to przypakowani ochroniarze, przekoloryzowani członkowie gangu, cyberprzestrzeń, sieć i nielegalne wszczepy. To wszystko to jednak dopiero czubek góry lodowej, która jest ogromna i za którą kryje się zupełnie inny, nieznany świat.

„Trylogia Ciągu” to książka po którą sięgnąć warto i która na pewno nie zawiedzie.