ON:

Ray Wilson to ciekawy facet. Przez wiele lat wydawał solowe albumy, raz na jakiś czas wraz ze Stiltskin tworzy płytę, a zdarzyło się i tak, że w swojej karierze nagrał CD wspólnie z Genesis – było to po odejściu z zespołu Phila Collinsa. Stiltskin jest projektem bardzo rockowym, często podchodzącym pod progresywne granie, zaś solowe dzieła Reya to gitarowe dźwięki. Jest jednak jeden podwójny krążek, którego słuchanie powoduje, iż ciarki przechodzą nam po plecach. To dwupłytowy album zatytułowany „Ray Wilson & the Berlin Symphony Ensemble GENESIS Classic – Live in Poznań”.

To, co dzieje się na tych dwóch krążkach, doceni każdy fan Genesis. Niestety, pomimo, iż to wydawnictwo urywa tyłek, przy samych kostkach ma się nijak do koncertu, na którym nagrano tą płytę. A to, co w ten dzień działo się na scenie, sposób w jaki zagrano wiele znanych z repertuaru GENESIS utworów, na długo pozostanie w pamięci tam obecnych.

Całe szczęście, ktoś wpadł na pomysł, by nagrać to wydarzenie i wydać je w postaci dwupłytowego dzieła. Uważam, że jest to jedno z najlepszych koncertowych wydawnictw, jakie pojawiło się na rynku. Połączenie rockowych dźwięków i klasycznych instrumentów zabiera nas w malowniczą podróż poprzez kolejne epoki muzyki stworzonej przez GENESIS i Ray’a Wilsona. To specyficzne the „best of”, pokazujące jak wspaniałe utworzy tworzyli kolejni twórcy. Genesis to przecież Peter Gabriel, Steve Hackett, a także Phil Collins, to także brzmienia rockowe i progresywno-rockowe, wypracowywane przez lata, których początek datowany jest na wczesne lata 70-te. Ciężko wybrać najlepsze utwory z całej płytoteki zespołu, ale trzeba przyznać, że Reyowi udało się to wybornie. Zaczynające album „Turn It On Again” to przecież kawałek z „Księcia”, który pojawił się w roku moich narodzin czyli w 1980-tym. Era Collinsa, to chyba najbardziej „przebojowe” czasy dla zespołu. Ray wziął na warsztat ten kawałek i zdefiniował go na nowo, co wyszło bardzo dobrze. Kolejne utwory, to mieszanka twórczości zespołu. Mamy więc „That’s All” z 83-go, ale i „Carpet Crawlers” z gabrielowskiej ery. Nie może zabraknąć tutaj „Congo”, które było hitem na „Calling All Stations” oraz „Another Cup Of Coffee”. Wszystkie utwory oczywiście w nowych aranżacjach. Ray plus smyczkowy kwartet robią z dźwiękami co im się żywnie podoba, przez to całość rzuca na kolana. Słuchając tego koncertu mamy wrażenie, że era GENESIS się nie zakończyła i trwa nadal w najlepsze. Właściwie tak chyba jest, bowiem Ray i jego muzycy praktycznie non stop są w trasie koncertowej.

Plusem tego koncertowego krążka jest także jego spójność. Kolejne utwory przenikają się nawzajem, a Wilson często opowiada historie z nimi związane. Ten story-telling, to swoiste tło do przedstawienia, jakie odbywa się na scenie. Artysta przytacza anegdoty, dzieli się opowieściami ze swojego prywatnego życia oraz z czasów, kiedy poszczególni członkowie grali w zespole.

„Ray Wilson & the Berlin Symphony Ensemble GENESIS Classic – Live in Poznań” to praktycznie dwie godziny najlepszego rockowo-klasycznego grania ostatnich lat. Fenomenalny koncert został świetnie przełożony na CD i DVD, dzięki czemu mamy okazję raz jeszcze posłuchać i zobaczyć jak wyglądała ta impreza. Kolejne minuty uciekają, a my mamy szsnsę zapoznać się z twórczością zespołu, którego utwory powstawały jeszcze zanim byłem małym plemnikiem.

Nigdy nie przepadałem za koncertowymi albumami, ale całe szczęście pojawiają się takie perełki jak opisywanie dziś dzieło. „Ray Wilson & the Berlin Symphony Ensemble GENESIS Classic – Live in Poznań” polecam każdemu, nie tylko fanom GENESIS, to kawał dobrego grania.