ON:
Rodzina Addamsów zrodziła się w głowie pana Charlesa Addamsa pod koniec lat 30-tych ubiegłego stulecia. Początkowo występowali jako bohaterowie rysunkowych historyjek i przez ponad 50 lat bawili czytelników New Yorkera. Specyfika wymyślonych postaci, ich charakter oraz klimat opowieści doprowadził do tego, że bardzo szybko zagościli oni nie tylko w mediach drukowanych, ale także w animowanych i filmowych. Seriale i bajki miały swoją rzeszę wielbicieli, którzy nie przepuścili żadnego odcinka. Jednak największym dziełem w jakim zagościli, były dwie części ich kinowych przygód wyreżyserowanych przez Barry’ego Sonnenfelda, znanego między innymi z tego, że powołał na świat „Man in Black”
Addamsowie to specyficzna rodzinka żyjąca w wielkim, starym domu. To taki dom z horrorów, gdzie obrazy patrzą na Ciebie ze ścian, jedzenie ucieka samo z talerza, zwłoki zakopywane są na cmentarzu za posesją, a w podziemiach są lochy, w których na pewno mieszka jakieś świństwo. Rodzina składa się z głowy domu – Gomeza, jego trupio-ślicznej małżonki Mortici, przerażającej córki Wendesday, trochę głupkowatego syna Pugsleya oraz babci. A i jeszcze z domownikami pomieszkują: wielki odźwierny Lurch oraz Rąsia. Zycie ich płynie sobie na spokojnym czerpaniu radości ze śmierci, cierpień i ogólnego rozkładu. To tacy wielbicie turpizmu tylko, że bardziej. Dzieci są aspołecznymi jednostkami, bawiącymi się krzesłem elektrycznym, gilotyną czy innymi wymyślnymi narzędziami tortur i gwałtu. Jedyne zmartwienie jakie pojawia się czasem pośród rozmów między domownikami, to zaginiony wiele lat wcześniej wujek Fester – brat Gomeza. Poszukiwania nic nie dają, a rozpacz za członkiem rodziny (mimo, że takie to wspaniałe uczucie) jest ogromna i potrafi popsuć nawet najlepsze dni. Trzeba dodać jeszcze jedną rzecz, może nie do końca widać to po członkach rodziny, ale Addamsowie są obrzydliwie bogaci, jednak dobra doczesne nie są im bardzo bliskie. Za to ostrzy sobie na nie zęby kilka osób, które szukają sposobu na pozbawienie majątku mrocznej rodziny. Jednym z nich będzie podstawienie sobowtóra Festera, aby ten wkupił się w łaski rodziny i zdobył klucze do skarbca, mieszczącego ogromne ilości złota. Czy uda im się ta sztuka?
Minęło dwa lata od przygód jakie mogliśmy zobaczyć w pierwszym filmie Sonnenfelda. Na ekrany kin trafia „Rodzina Addamsów – wartości rodzinne”, będąca luźną kontynuacją obrazu z 1991r. Morticia zdążyła urodzić małego Gomeza, o którego starsze rodzeństwo jest bardzo zazdrosne. Wierzą, że jak na świat przychodzi nowy potomek, to jedno ze starszych musi umrzeć. Problemy z pociechami doprowadzają do tego, że rodzice postanawiają zatrudnić opiekunkę, mającą trzymać dzieciaki w ryzach. Po wielu próbach i straconych nadziejach pojawia się Debbie Jellinsky, kandydatka wręcz idealna. Wszystko wydaje się być w porządku, ale dzieciaki czują pismo nosem, coś jest nie tak. Niania widząc, że Wendesday i Pugsley mogą pokrzyżować jej misterny plan, postanawia wysłać rodzeństwo na letni obóz. Trzeba przyznać, że będzie to dla nich szkoła życia. Pani Debbie w tym czasie okręci sobie dookoła palca wuja Festera.
Oba filmy są lekkimi komediami z tym, że w drugiej części pojawia się większa ilość chamskiego złośliwego humoru, który tak dobrze do Marudów przemawia.
„- Wendesday jest teraz w wieku kiedy myśli się tylko o jednym.
– O chłopcach?
– Nie o ludobójstwie.”
To tylko przykład z czym będziemy mieli do czynienia. Addamsowie są świetnie zrealizowani, naprawdę bardzo dobrze dobrano aktorów do granych przez nich ról. To kolejny z filmów z lat młodości, do którego z chęcią wracam raz na jakiś czas. Fajny odmóżdżacz.
ONA:
Mam nieodparte wrażenie, że gdybyśmy zdecydowali się z Dejwem na rozmnożenie się i założenie tfu, rodziny, to klimatem byłaby ona podobna do Addamsów. Wręcz jestem tego pewna! Na całe szczęście, pozostawiliśmy ten temat w sferze wiecznego gdybania, ale przecież nie będziemy tu opowiadać o naszych anty-rozmnożeniowych planach.
„The Addams Family” to dla mnie pozycja obowiązkowa, jeśli chodzi o filmy z lat 90. Nie mogę wprost uwierzyć w to, że to dzieło ma ponad 20 lat. Wracam do niego stosunkowo często, bo bawi mnie niesamowicie i nieprzerwanie odkąd skończyłam 5 lat. Historia nieco dziwacznej rodzinki zawsze powoduje u mnie salwy śmiechu. A bohaterowie? Cóż… Role zagrane są tak strasznie dobrze, tak okrutnie przerysowanie, że aż miło. Addamsowie to: Morticia (Anjelica Huston), Gomez (Raul Julia), Wednesday (Christina Ricci), Pugsley (Jimmy Workman) oraz wujek Fester (Christopher Loyd). Mamy również Babcię, Lurcha i kuzyna To. No i Rączka. I ten barwny korowód powiedzie nas przez dziwne sytuacje, wmieszane w codzienność. Addamsowie nie są przeciętnymi Kowalskimi, czy tam Nowakami. Mieszkają w domo-zamczysku, który wygląda jak zapuszczony dwór, wszędzie znajdują się pułapki i narzędzia tortur, nie boją się śmierci, ba – wręcz z niej kpią. Dzieciaki bawią się elektrycznym krzesłem, babcia przygotowuje zupę z trupa, a Lurch na przerażających organach wygrywa straszne melodie. Taki jest pierwszy obraz rodzinki. Nieco głębiej skrywają się zupełnie przeciętne uczucia, takie jak miłość, oddanie, dbanie o bliskich. Morticia i Gomez wpatrzeni są w siebie jak gekony w muchy, widać między nimi ogromne seksualne przyciąganie, które okazują sobie na każdym kroku. Kochają również swoje pociechy, próbując wychować je na ludzi, aczkolwiek mogą bawić się jedzeniem. Pugsley to delikatnie mówiąc – pierdoła, natomiast Wednesday rządzi. Jej ostre, mroczne poczucie humoru nadaje smaku całej historii, a niewzruszona twarz nie okazuje innych uczuć poza totalnym olewaniem i obojętnością. Tyle o bohaterach, przejdźmy do historii…
W pierwszej części, nakręconej w 1991 roku, Addamsowie żyją sobie spokojnie w swoim zamczysku. Ale Gomez cierpi, bo po kłótni sprzed kilku lat, jego brat Fester opuścił dom. No sfochał się i tyle. Addams za wszelką cenę chciałby cofnąć czas, by nie dopuścić do takiego biegu zdarzeń. Aż tu nagle, ni stąd, ni zowąd, do drzwi puka zaginiony braciszek. Oczywiście, nic nie jest takie proste jak można pomyśleć. Pojawienie się zguby to dość skomplikowany spisek, uknuty przez podłe jednostki, by położyć łapę na fortunie klanu. Ale zakręcona rodzinka nie jest wcale głupia. Oczywiście, najpierw dzieciaki coś zwęszyły… Na szczęście historia kończy się dobrze, acz zaskakująco.
W drugiej części znowu główny wątek krąży wokół Festera i znowu ktoś chce ukraść dobytek Addamsów. Tym razem jest to Czarna Wdowa, czyli kobieta, która uwodzi milionerów, by w noc poślubną ich zabić i upozorować wypadek. Jako, że Fester intensywnie marzył o kobiecie, która go pokocha i ściągnie z niego dziewictwo, dość szybko krągłości Debbie zaćmiły mu zdroworozsądkowe spojrzenie na świat. Niestety, biedna Debbie zapomniała, że dość ciężko uśmiercić osobę z rodziny Addamsów. Dlatego musiała się z mężulkiem pomęczyć nieco dłużej, niż w przypadku poprzednich mężów. Założyła mu na głowę peruczkę, kupiła za jego pieniądze wielką posiadłość, którą wypełnia pastelami i zabroniła mu kontaktów z rodziną. Finał może być tylko jeden… Szczególnie, że to film „familijny”…
Za co kocham Addamsów? Za groteskowość, przerysowanie i tak dziwne charakterki, jak mój. Ciężko mi wybrać moją ulubioną postać, ale chyba na czele stoi Wednesday – łączy nas pokrewieństwo dusz. Christina Ricci grając tą rolę miała 11 lat, a zrobiła to jak niejedna dorosła profesjonalistka. Tak jak wspomniałam wcześniej, obsada jest rewelacyjna. Gomez i Morticia są rewelacyjni, a ich żądza wylewa się z każdego pora. Uwielbiam mimiki aktorów, ich gesty, zachowania. A dialogi między nimi, między nimi a zwykłymi śmiertelnikami są po prostu zabawne. Strasznie podobał mi się myk polegający na przetransponowaniu tej niezwykłej rodziny na typową, z zachowaniem smaczków, np. koła do łamania, czy cyjanku. Obie części powalają, w odróżnieniu do tej ostatniej, z 1998 roku, która jest tak strasznie żałosna, że wstyd w ogóle o niej wspominać.
Polecam, można się odmłodzić o 15 lat.
