ONA:

Bracia Hoeberowie – Erich i Jon, którzy są scenarzystami z jeszcze niezbyt dużym dorobkiem, zaserwowali widzom coś genialnego i nie aż tak oklepanego, jak mogłoby się wydawać. Ich najpopularniejszymi „dziełami” są scenariusze do filmów o szpiegach. „Gdzie tu innowacja?” – zapytacie. Ano ta grupa szpiegów jest… w słusznym wieku i na emeryturze. „RED”, czyli „Retired, Extremely Dangereous”, ujął mnie bardzo. To taki rodzaj sensacji, który lubię najbardziej, plus główną rolę powierzono Bruce’owi Willisowi. Wieść o tym, że kręcona jest druga część przygód niebezpiecznego emeryta i jego przyjaciół bardzo mnie ucieszyła. Zatem – do dzieła.

Posiadając w domu emeryta wiem, jak ciężkie i zawalone rzeczami do zrobienia to życie staje się, gdy przestajesz chodzić do pracy. Cały dzień musi być zorganizowany od A do Z, włączając w to poobiednią hodowlę słoninki na kanapie. To trzeba zrobić, to załatwić, a lista „to do” jest dłuższa niż moja w najbardziej newralgicznym okresie roku. Podobnie jest u Franka Mosesa, który nie dość, że na stare lata zakochał się w Sarah, to jeszcze właśnie wydano na niego wyrok śmierci, a gdzieś w Rosji ukryta jest bomba z tak zwanym „pierdolnięciem”. Najgroźniejsza, najbardziej spektakularna, o ile w stosunku do opisu tego typu broni można użyć takiego przymiotnika. Ale Frank ma przy swoim boku nie tylko piękną i zadziorną kobietę, którą jego były zawód kręci, ale i przyjaciela, Marvina (John Malkovich). Razem zaczynają zabawę, która może się skończyć źle, bo albo ich zabiją, albo nie zdążą odnaleźć bomby i wtedy nie tylko oni polegną.

Jak jest? Jest i sensacyjnie, i komediowo – czyli idealne połączenie wszystkiego, czego ja najbardziej oczekuję od filmów po przyjściu z pracy, gdy zmęczona padam na kanapę i jedyną „aktywność”, którą wykonuję, to podnoszenie szklanki w odpowiednio zmieszanym drinkiem. „RED 2” daje mi to, a zabawa przy tym filmie jest przednia. Nie jest to kolejna durna komedia o szpiegach, tu ta tajemnica jest nieco bardziej zamotana, a osadzenie w głównych rolach „starszego” pokolenia, nadaje temu filmowi dość intrygującej świeżości, co przecież jest cholernym paradoksem. Bo właściwie, co może robić emerytowany szpieg? Czy tęskni za pościgami, za strzelaniem i ciągłym ryzykiem? Za przygodami, kolejnymi akcjami i tym, że może zniknąć, gdy tylko chce? Bohaterowie są już w takim wieku, tyle widzieli i tyle „załatwili”, że nie muszą być poprawni. Zżarli zęby w boju, a każdy nowy w tej branży, może się od nich uczyć i podziwiać. W ich czasach nie byli z wszystkich stron wspierani technologią i zabawkami, musieli opierać się na instynkcie. Okej, są analogowi, ale nadal dają radę.

Ciężko mi się doczepić do czegokolwiek. Rytm, w jakim prowadzony jest, z taką domieszką sarkazmu i ironii, a także dobrego, cierpkiego humoru, odpowiada mi jak cholera. Aktorsko? No kurde! Willis i Malkovich – to raz. Ani pierwszy, ani drugi nie znudzi mi się chyba nigdy. Bruce jak zawsze jest zawadiacki, a to, jak on patrzy na swoją filmową kobietę, sprawia, że mi jajniki wraz z macicą i całą resztą części frywolnych, wykręcają się na lewą stronę. A John? Strasznie podobają mi się jego kreacje, gdy wchodzi w takie role. Mary-Louise Parker jest uroczą zawadiaką, a Helen Mirren zimną suczą, która od wielu lat w mordowaniu i uwodzeniu jest równie skuteczna. W drugiej części przygód emerytów w boju, ekipę aktorską wzmacnia Anthony Hopkins, który ma tu bardzo fajną rolę oraz Catherine Zeta-Jones – nadal apetyczna i uwodzicielska. Słowem: śmietanka. Technicznie: mistrzostwo świata. Ten film jest bardzo komiksowy, a efekt dodatkowo wzmacnia bardzo dynamiczny montaż, który skupia wzrok widza. Muzyka dopełnia efektowność.

Mam niespotykanie silne wrażenie, że cała ekipa podczas tworzenia tego filmu po prostu dobrze się bawiła. I ja, siedząc przed ekranem, również.

PS. „RED 3” już w przyszłym roku!

ON:

RED” to trzy tomowy komiks, który ukazał się pomiędzy 2003 a 2004 rokiem. Ta graficzna opowieść skupiała się na postaci Franka Mosesa, agenta służb specjalnych. W 2010 roku pojawiła się adaptacja filmowa, a w rolę Mosesa wcielił się Bruce Willis. Film odstawał od tego co można było znaleźć w komiksie, ale nie wyrządziło to szkody, wręcz przeciwnie – dodanie pewnych elementów zbudowało dodatkowy klimat.

Minęły trzy lata i do kin trafiła kontynuacja opowieści o Mosesie i grupie jego przyjaciół – podstarzałych szpiegów.  Część pierwsza bawiła i dostarczała ogromne ilości dobrego, chamskiego humoru, obawiałem się, że kontynuacja nie będzie mogła dotrzymać poziomu części pierwszej, ale całe szczęście udało się jej to bardzo dobrze.

RED 2” zaczyna się tam gdzie skończył się “RED“. Moses udaje się na zasłużoną emeryturę. Uwija swoje gniazdko z piękną, młodą Sarą, znaną bardzo dobrze z poprzedniej historii. Widać ogromną różnicę ich charakterów oraz dróg, którymi chcą podążać. Frank pragnie domku z ogrodem, kosiarki i blendera, a młoda partnerka, posmakowawszy „pracy” agenta, pragnie pobawić się w szpiega. Nie jest im jednak dane, aby porozmawiać o oczekiwaniach co do drugiego partnera, gdyż na horyzoncie pojawia się Marvin Boggs. Malkovich po raz kolejny fenomenalnie wciela się w rolę byłego agenta, oszołoma i świra. Nadpobudliwy, głośny, przepełniony tylko sobie znanymi fobiami, informuje Franka i jego dziewczynę, że ktoś czyha na ich głowy. Oczywiście „F” zlewa temat, uważając, że Marvin jak zwykle przesadza, po czym autko kumpla leci do bozi, na skutek wybuchu bomby. Teraz pojawia się pytanie, kto chce ich śmierci?

Znów pojawia się stara gwardia, która zapewniała dobrą zabawę w pierwszym “RED”. Między innymi mamy tu Victorię i Ivana. Ona – MI6, on – wywiad rosyjski, para, która pokonała nawet zimną wojnę. Nieuniknione jest pojawienie się nowych postaci, mających na celu urozmaicenie całej opowieści, no i oczywiście pojawi się ten zły, niedobry, który pociąga za wszystkie sznurki.

“RED 2” jest sympatycznym, rozrywkowym kinem akcji, jest śmiesznie i wybuchowo, całość z przymrożeniem oka pokazuje od kuchni szpiegowskie życie. Jak dla mnie bardzo dobra kontynuacja, nie brak tutaj niczego, bowiem film wpasowuje się w konwencję wręcz idealnie. Jeśli nie mieliście okazji obejrzeć części pierwszej, to polecam seans obu filmów za jednym posiedzeniem. Dzieło to idealnie nadaje się na takie wieczory jak dziś. Polecam.