ON:
Lubię mocne kino. Horrory i thrillery, które działają na moją psychikę (chyba ostro ją ryją bo po 22:00 nie wchodzę sam na strych), są filmami przyciągającymi mnie jak butelka jabola żulka Mietka. Co widzę nowy trailer, to już się ślinię i oglądam go z zagryzionymi do bólu wargami. Tak już jest, że boimy się tego, co jest nieznane, co nam zagraża, co wpajane jest nam od dziecka, że jest złe i straszne. Po coś nas te matki i babki straszą tymi wszystkimi dziadami, babajagami, skrzatami itd. Trzeba jednak wziąć pod uwagę, że w każdej nawet zmyślonej historyjce i bajaniu – jest ziarenko prawdy. Skąd Howard Phillips Lovecraft brał pomysły na swoje opowiadania grozy? Może jednak coś naprawdę czai się za progiem? Ile razy w ciemnym pokoju coś przemyka nam koło ramienia lub czujemy dziwny chłód? Może to tylko nasza wyobraźnia i spaczone opowiadaniami i przestrogami mózgi, które płatają nam figle? A może już jesteśmy w „Paszczy szaleństwa” tylko jeszcze o tym nie wiemy?
Ostatnio Paulina ma fazę na takie kino (mimo, że nie lubi się bać), więc postanowiłem jej pokazać film „The Collector”, bo uważam go za jedno z lepszych dzieł grozy. Psycholi różnorakich było wielu, ale ten jest dość wyjątkowy. Nie każe nam poświęcać kawałka swojego ciała, aby przeżyć, nie lata z piłą łańcuchową, nie chce nas zjeść, bo lubuje się w ludzkim mięsie. Ten psychol po prostu kolekcjonuje sobie ludzi. Zabija tych, którzy są dla niego bezużyteczni, zostawia sobie wybranych. Według jakich zasad ich kategoryzuje? Tego nie wie nikt, nikt nam nie wyjaśnia jakie też są jego motywy. Czy to, co robi spowodowane jest tym, że jak był mały to zły pan włożył mu marchewkę w tyłek lub wszystkie dzieciaki śmiały się z jego ryja? Nie wiadomo. Pan „zbieracz” ma za to pewną taktykę – zawsze zostawia jedną osobę, która będzie przynętą na następną rodzinę/osoby. Ten „wybrany” pokaleczony, niemiłosiernie wymęczony, zostanie zamknięty w czerwonej skrzyni, która będzie umieszczona w kolejnym mieszkaniu. Właśnie tak zaczyna się film. Lekko wstawione małżeństwo wraca do domu. Ona idzie na górę, on bierze kieliszki i wino z kuchni. Coś przykuwa jego uwagę. Wykręcone żarówki. Nie ma czasu zastanowić się co się dzieje, gdyż lepsza połowa woła go na górę do sypialni. Tam, na środku pokoju, stoi wielki kufer. Na nim zaś leży karteczka z napisem „Do kolekcji”. Z wnętrza kufra rozlega się stukanie. Przerażony właściciel domu otwiera pakę i w tym momencie… Widzimy dom, przy którym krząta się grupa robotników. Jednym z nich jest Arkin, taki spec od wszystkiego. W ciągu kilku, może kilkunastu minut dowiemy się o nim kilka rzeczy. Ma kilkuletnią córkę, jego żona to jakaś szemrana kombinatorka, wisząca kasę podejrzanym zakapiorom, a sam facet był w kiciu. Chcąc ratować „dupsko” swojej kobiety (ale bardziej córki, którą widać kocha bardzo), postanawia spotkać się z facetem od szemranych interesów i pogadać o pracy, która pomoże mu szybko zdobyć kasę. Miało być „żydowskim targiem”, lecz stanęło 40/60. A za co? Za obrobienie sejfu rodziny, u której Arkin robił remont przez ostatnie dni. Pan domu jest dziany, a w jego sejfie spoczywa wielki jak pięść rubin. Nasz bohater ma czas do północy. Start!
To będzie prosta szybka akcja. Arkin zna dom, właścicieli nie będzie, bo dziś mieli wyjechać na kilkutygodniowe wakacje. Szybki włam do domu, od razu do sypialni, gdzie za lustrem jest sejf. I w tym momencie kończy się sielanka, a zaczyna pełna napięcia gra, pomiędzy włamywaczem, a psychopatą, który także upatrzył sobie ten sam dom. Nie chcę zdradzać co będzie dalej, a będzie naprawdę dużo się działo. Ten film ma w sobie coś takiego, co trzyma w napięciu do jego ostatnich chwil. Wszystko to zasługa prowadzenia kamery oraz genialnego oświetlenia, które nadaje mroku temu obrazowi. Oglądałem go już 3 razy i za każdym razem tak samo mocno go przeżywam. Od razu mówię, że jest tutaj dużo luk i błędów logicznych, ale nie zwrócicie na nie uwagi (może dopiero po zakończonym seansie), nie zepsują wam one całego obrazu. Ten film to nie jest typowy horror, mimo że ma wiele jego cech, to raczej bardzo mocny thriller shlasher. Ja polecam, uważam, że w natłoku głupkowatych horrorów, będących obecnie na rynku, to pozycja, która zaspokoi rządze każdego fana mocnego kina.
ONA:
Film „The Collector” jest mocny. Za każdym razem, gdy komuś opowiadam jego fabułę, ludzie lekko krzywią się. Owszem, leje się tu dużo keczupowej krwi, pojawiają się sylikonowe jelita, ale nie jest to ten sam typ grozy, który można znaleźć chociażby w „Piłach” (które, nota bene uważam za beznadziejne, służące jedynie jako inspiracja dla wszystkich potencjalnych psycholi). „The Collector” jest solidną dawką napięcia, które trzyma do samego końca. I właśnie z powodu końca – warto go obejrzeć. Ale po kolei.
Arkin, który poza tym, że ma dziwne imię, córkę i byłą żonę, ma na karku odsiadkę. Ale teraz chce zacząć nowe życie. Niestety, matka jego dziecka wplątała się w jakieś dziwne układy i potrzebuje pieniędzy. Arkin ma je zdobyć. Oczywiście, nie wchodzi nawet w rachubę to, że mógłby zrobić to legalnie. Po co? Po co się męczyć, jego pracodawca ma w sejfie solidny kawałek czerwonego kamyka. Rubin jakiś, czy coś… I zupełnie przypadkiem niedługo domownicy wyjeżdżają, więc szkoda taką okazję zmarnować. Pod osłoną nocy postanawia okraść szefa. I właściwie, wszystko idzie po jego myśli… Do czasu. Nagle zaczyna słyszeć dźwięki, przypominające skradanie się. Nie jest w domu sam. Okazuje się, że grasuje tam niezły psychol, który przerobił dom na jedną, wielką, niebezpieczną i właściwie śmiercionośną pułapkę. Każdy krok, każdy ruch – to ryzyko utracenia jakiegoś członka, na przykład palców, ucha, czy tam głowy. Co więcej! Poza Arkinem i psycholem w domu okazuje się być ciągle rodzina szefa! Michael nie widzi już na jedno oko, jest cały zakrwawiony, jego żona siedzi w wannie, ma skrępowane ręce, a świat przysłania jej jakiś materiał, który ma przybity to skroni zszywkami. Starszej córki nie ma – randkuje, natomiast młodsza gdzieś zgrabnie się ukryła. Nasz drogi Collector ma w planie zabić wszystkich członków rodziny, poza jedną osobą. Dlaczego? Ten, komu uda się przeżyć jego zabawę, zostaje zamknięty w czerwonym pudle i posłuży jako przynęta, podczas gry z kolejną rodziną…
Arkin jest przerażony, ale nie traci głowy. Próbuje pomóc rodzinie, ale nie kończy się to dla małżeństwa zbyt dobrze. Starsza córka, gdy już wróci ze swoim chłopaczkiem do domu, też kończy dość marnie. Arkin chce za wszelką cenę uratować małą Hannah, ale to wcale nie jest łatwe. Tak jak już wspomniałam – dom stał się śmiercionośną fortecą, pełną ostrych narzędzi, z zabitymi dechami oknami i zablokowanymi drzwiami. Razem z blondwłosym aniołkiem ucieka, zwodząc psychola, ale on depcze im po piętach…
Napięcie rośnie. Bohaterowie walczą z nadciągającą okrutną śmiercią z rąk Collectora. Film jest mocny od pierwszych scen, a te na samym końcu urywają głowę. Film jest mroczny, jest wręcz bestialski i obrzydliwy. Pełno w nim krwi, bebechów, pełno scen, które opisać może chyba tylko słowo „rzeźnia”. Ale jest fajny. Zaskakuje – to go broni i odróżnia od całej reszty horrorowej papki, którą wyrzyguje nam fabryka snów.
I jedno mnie nurtuje. Jak przygotować małe dziecko, do roli w horrorze? Czasami są to role niezwykle irytujące (i właściwie, w przypadku „The Collector” taka właśnie była mała Karley Scott Collins), ale czasami zabijają realizmem. Hm…
„The Collector” jest niezły. Ja ciągle odkrywam tematy horrorów, na szczęście Dave podrzuca mi coraz to lepsze kawałki. Zacieramy łapki, bo ponoć w planach jest część druga…
