ONA:

Słowo, które w sposób idealny może opisać film „Tajne przez poufne” to groteska. Nie jest to kino ciężkie, ale nie jest to też typowa komedia. To połączenie inteligentnego i czarnego humoru, kryminału, z dodatkiem kina satyrycznego i śmiejącego się z wszystkich.

Ale po kolei. Najpierw trzeba poznać bohaterów i relacje między nimi.

Zacznijmy od ciacha w ciele Clooney’a. Harry Pfarrer jest typowym facetem z kryzysem wielu średniego i zdecydowanym przerostem własnego ego. Pomijając to, że lubi sobie czasem skonstruować jakąś zabawkę erotyczną, zdradza swoją żonę na prawo i lewo (szukając lachonów głównie w internecie). Sypia również z Katie Cox (w tej roli chyba najbrzydsza aktorka ever, czyli Tilda Swinton), która szykuje się powoli do sprawy rozwodowej ze swoim mężem – Osbournem. Ozzy Cox (John Malkovich) to tajny agent CIA, który ląduje na przymusowej emeryturze. Ma wrażenie, że jego życie to ciągłe pasmo porażek – małżeństwo się sypie, z pracy się go pozbyli. Zostaje mu tylko alkohol i pisanie wspomnień o swojej byłej pracy. Niewierna żona, szykując się do wojny rozwodowej, nagrywa owe wspomnienia na płytę, którą później gubi w siłowni. Małe zielone pudełko z danymi trafia w ręce Chada (genialny Brad Pitt) i Lindy (Frances McDormand, prywatnie żona jednego z braci Coen). Chadowi marzy się jakaś szpiegowska akcja, bo po tym jak zobaczył co skrywa na sobie nośnik, stwierdził, że to okazja na zarobienie sporej sumki i mały szantaż na Ozzym. Razem z Lindą knują, zapominając, że czasy zimnej wojny są już za nami. Ale Linda też ma chrapkę na szybkie pieniądze. Jej z kolei marzy się nowe ciało, prosto spod skalpela geniusza chirurgii plastycznej, ale to kosztuje. Zanim zarobi/zdobędzie hajs, podbijanie swojej samooceny musi robić za pomocą portali randkowych. Tam spotyka Harry’ego… Całość dopełniają również Richard Jenkis, który gra szefa Lindy i który się w niej skrycie podkochuje, ale niestety, dla naszej zwiotczałej bohaterki jest nudziarzem, a także pracowniczy CIA – David Rasche (oficer) i J. K. Simmons (dyrektor). Ich rozmowy o wszystkich wydarzeniach, w które wplątali się bohaterowie są rewelacyjne.

Bohaterowie są zupełnie różni, ale każdy jest nieco przerysowany. Harry to babiarz, który swoje przeciętne życie koloryzuje ile się da, a naiwne babony łykają wszystko. Fuj. Katie to lodowata bryła, a Ozzy to jeden wielki wkurw. Ale co się mu dziwić – frustracją napełnia go każda minuta życia. Chad jest po prostu głupi, a Linda próżna, ale w tej najgorszej formie próżności. I włóżmy pomiędzy nich kwestię miłosno-romansowe i szpiegowsko-polityczne, a otrzymamy niebezpieczną mieszankę wybuchową. A lont już ćmi…

Film jest świetny. Po prostu. Cała konwencja jest cierpko-dowcipna, ale ogląda się to szalenie przyjaźnie. Można powiedzieć, że w końcu to naprawdę komediowa komedia. Trzeba jednak uważać, by nie pomieszać wątków, ale panowie z CIA wyjaśniają je na bieżąco (doprowadzając do salw śmiechu). Całość to zgrabna satyra na wszystkie inne żałosne filmy szpiegowskie, ale kryją się tu również ważne emocje, którymi targani są bohaterowie.

Widziałam kilka razy i wracam do tego filmu często, bo daje radę!

ON:

Bracia Coen to panowie specjalizujący się w specyficznym kinie dramatyczno-sensacyjno-obyczajowo-komediowym. Wiem jak to brzmi, jak wesoły bełkot pijanego szewca, ale ciężko mi zawsze zaszufladkować ich obrazy. Np. „Fargo” (chyba ich pierwszy widziany przeze mnie film) – niby dramat, niby kryminał, ale znajdziemy w nim elementy czarnego humoru. „Big Lebowski” to komedia kryminalna, ale jakaś taka dramatyczna. Mniejsza z tymi gatunkami, panowie niezależnie co stworzą – trzymają dość wysoki poziom i są uznawani za światową czołówkę reżyserską. To, co nakręcą, nie zawsze jest łatwe w odbiorze, nawet komedie przez nich serwowane nie dotrą do wszystkich. Po prostu specyficzne kino.

„Tajne przez poufne” to film, którego wcześniej nie widziałem, a Paulina zachwaliła go podczas przeglądania półek w czerwonym sklepie na M. Skusiła nas też cena – 7zł. No kurde, jak dobre, to grzech nie kupić. Tak więc film wraz z trzema innymi zagościł w naszym domu. Muszę od razu ostrzec, że jest to komedia, która wymaga skupienia. Poza tym nie znajdziecie tu gagów o pierdzeniu, sikaniu i dzieciach, za to będzie pełno fucków i słów pochodnych. I właśnie ten film na tych przekleństwach buduje swoją całą atmosferę. Poza tym, dla mnie to film jednego, genialnego aktora. To, co ze swoją rolą zrobił John Malkovich, jest po prostu perełką. Wyobraźcie sobie podstarzałego pracownika CIA, który traci pracę. Facet ma na karku już trochę latek, gównie zajmował się analizą, miał jakieś tam dostępy do danych, ale nie były to dane, które zagrażają krajowi, więc robiąc cięcia wytypowali go jako jako pierwszyego do odstrzału. To, co Pan Osbourne Cox (Malkovich) robi w scenie, gdy dowiaduje się o zwolnieniu, jest po prostu ge-nial-ne! Zachwyt w jaki popadam jest uzasadniony, naprawdę. No ale ok. Cox traci pracę, wraca do domu, a w nim czeka na niego jego zdradliwa żoneczka Katie (Tilda Swinton). Słowotok w jaki wpadła nie pozwala na ujawnienie przez męża informacji o stracie pracy. Bla, bla, bla, moi znajomi, moja praca, moje życie. Dlaczego kundlu nie kupiłeś sera? Przecież zaraz mają pojawić się znajomi! I przyjeżdżają, m.in. parka Sandy („mam romans z kolegą z pracy podczas wyjazdów służbowych”) i jej mąż Harry („cześć Cox, pukam twoją żonkę na waszej łodzi”). Oczywiście były agent CIA nie ma o tym zielonego pojęcia. Ogólnie jest on najbardziej pokrzywdzoną osobą w całym tym galimatiasie… Po całym spotkaniu, które wyglądało jak „lizanie się po ptaszkach” aby nikomu nie było źle – wszystkim źle było. Pani Cox dowiaduje się od męża, że ten stracił pracę. „Co, będziesz moim utrzymankiem?” On postanawia wyciągnąć na wierzch wszelkie brudy ze swojej pracy i napisać o tym książkę. Kochana „zdradzam cię z innym” żonka ma zamiar się go porzucić, ale najlepiej zrobić to za plecami męża, niech strona zainteresowana dowie się na końcu. Za namową adwokata przetrzepuje mu kompa. Dane, które zdobywa jakimś dziwnym trafem zostają znalezione w jednej z okolicznych siłowni/klubu z fitnessem. Teraz na scenę wchodzą kolejni aktorzy zdradziecko-szpiegowskiej farsy. Linda „jestem brzydka, mam małe cycki” Litzke, jej kumpel Chad „hej nie mam mózgu, ale noszę dres” Feldheimer oraz ich szef Ted „kocham potajemnie Lindę” Treffon. Linda i Chad wpadają na pomysł zaszantażowania właściciela płyty. Zdobywają jego nr telefonu i dzwonią do niego późną nocą, aby wyciągnąć z niego kasę. Na co? Na cycki Lindy. Znowu popisowa scena Malkovicha, który fakami rzuca na lewo i prawo. Wszystko zaczyna się coraz bardziej gmatwać. Płyta z danymi tafia do rosyjskiej ambasady, a CIA ma wszystko w dalekiej dupie. Okazuje się, że każdy śpi z każdym, a CIA po prostu sprząta bałagan, bo po co mają się martwić wyciekiem jakiś nic nieznaczących danych. A za chwilę pojawiają się pierwsze trupy.

„Tajne przez poufne” to naprawdę kawał dobrej szpiegowskiej komedii, która potrafi zaskoczyć i rozśmieszyć. Film Coenów oglądało się świetnie. Polecam, bo ten szpiegowsko-zdradziecki przekładaniec smakuje naprawdę nieźle.