Marudzenie – blog popkulturowy

Piszemy o popkulturze – grach, filmach, książkach i muzyce

FILMY

Unbreakable

ONA:

Właściwie, kim jest superbohater?

David Dunn jest tak przeciętny i szary, jak większość ludzi zamieszkujących naszą planetę. Ma żonę i kłopoty małżeńskie, ma dzieciaka, z którym chce spędzać jak najwięcej czasu. Ma pracę, ma swoje problemy. Jednego nie ma. Nie ma problemów ze zdrowiem. Nie łamie się, nie choruje. Ba, jako jedyny przeżywa katastrofę pociągu. Z wypadku samochodowego, który miał miejsce w jego młodości wychodzi bez draśnięcia, a jego przyszła żona ma połamane nogi. A on na to nawet nie zwracał uwagi.

Każdy superbohater musi mieć kogoś, kto ma podobne cechy do niego, ale kto jest jego przeciwieństwem.

W końcu David, pokierowany trochę przez Elijaha, zaczyna zauważać swoje „uzdolnienie”, swoją unbreakableność. Elijah jest pasjonatem komiksów, więc odpowiednio nakręcił Davida. Do tego, ma on wrodzoną chorobę genetyczną, która powoduje, że ma bardzo kruche kości. Jakby były ze szkła. Czy faktycznie David jest superbohaterem? Jaka jest zatem jego słabość i kim jest wróg? Tajemnica się coraz bardziej pogłębia…

Oglądając ten film, praktycznie od początku mam wrażenie, że główny bohater zaraz zginie. A on ma się coraz lepiej. Nasz bohater faktycznie wchodzi w skórę superhobatera i w swoim płaszczu przeciw deszczowym z napisem Security walczy o dobro.

Film jest trochę przegadany, momentami wieje nudą, ale zwrot akcji na samym końcu był, przynajmniej dla mnie, dość zaskakujący.

Więc niech będzie. Ale szału nie ma.

Kolejny przykład na to, że kilka zgrabnych nazwisk może zdziałać cuda i ściągnąć do kin rzesze fanów. Podoba mi się za to pomysł i cała idea. No i Bruce Willis, ale o tym po raz kolejny nie muszę wspominać.

PS. Dawid opowiedział mi o tym filmie tak: “Wiesz, to taki film, w którym Samuel L. Jackson gra murzyna.”

ON:

Kocham komiksy. Opowieści obrazkowe od małego budziły u mnie ogromne zainteresowanie i radość. To na serii o Ais nauczyłem się czytać, Funky Koval pokazał mi korporacje przyszłości, Punisher zemstę, a Mandela Marvano i Hadelmana brutalność wojny. Komiks związany jest z kulturą i nawet zatwardziali jego przeciwnicy nie są w stanie tego zmienić. To właśnie komiks i superbohaterowie są bohaterami kolejnej historii, która wyszła spod rąk M. Night Shyamalana.

Poznajcie Davida Dunna, wracającego z rozmowy o pracę gdzieś w Nowym Jorku, pociągiem do domu.  Na końcu trasy czeka na niego syn oraz żona. Niestety David i jego wybranka nie są najszczęśliwszym małżeństwem. Ba, jego wyjazd i szukanie pracy w NY spowodowany jest ich bardzo wątpliwej jakości relacjami. Nasz bohater nie spodziewa się, że ta podróż będzie tą, która zmieni jego życie na zawsze. Kilka chwil po wejściu do pociągu dochodzi do tragedii, w której giną prawie wszyscy pasażerowie pociągu. Prawie bo jedynym, który przeżył tragedię jest właśnie David. Dawid pracuje jako ochroniarz ogromnego obiektu sportowego, na co dzień ma do czynienia ze świrami, handlarzami narkotyków czy po prostu podpitymi nastolatkami.

Poznajcie Elijaha. To ten, który urodził się w przebieralni domu towarowego, to ten, którego narodziny spowodowały złamanie jego kości, to ten, który musi uważać na każdym kroku, gdyż jeden nieodpowiednio postawiony może skończyć się poważnymi kontuzjami. Elijah to człowiek szkło, delikatny i kruchy, siedzący w domu bojący się wyjąć na dwór i bawić się z rówieśnikami, to ten któremu pierwszy komiks podarowany przez mamę zmienił całe życie, dzięki niemu stał się właścicielem bardzo dobrze prosperującej księgarni.

W świecie rzeczywistym przeciwności się przyciągają, tak samo jest w fikcyjnym obrazie  M. Night Shyamalana. Zaintrygowany osobą Davida Elijah, który widzi w nim superbohatera, postanawia się z nim spotkać. Jego postrzeganie otaczającej go rzeczywistości poprzez pryzmat komiksów, pozwala mu dostrzec w ochroniarzu to coś, co powoduje, iż jest wyjątkowy. Od tego czasu film dla zwykłego zjadacza chleba jest po prostu nudny. Kolejne spotkania Davida i Elijaha to dialogi o komiksach, mocach i słabościach, to dokopywanie się do przeszłości i wygrzebywanie z nich chwil, które przynoszą ból. Wszystko prowadzi do znanego u M. Nighta zaskakującego finału.

Niestety, film podzielił fanów na dwa mocne obozy. Na tych, którzy komiksy kochają i tych dla których film był bełkotem o facetach noszących majtki na spodniach. Mnie film zaciekawił, ale nie zachwycił. Ot, taka historyjka naraz i najlepiej jeśli wiesz co nieco o komiksach.

Dodatkowo warto stwierdzić, że gwiazda reżysera chyba już spada. Ostatnie trzy lub cztery jego produkcje otrzymały „Złote maliny”, a każdy następny obraz ma coraz to słabsze recenzje. Ciężko powiedzieć, czy uda mu się powtórzyć sukces na miarę „Szóstego zmysłu.”