ONA:
Dziś rozkładamy kolejną perełkę – animowaną historię o dorosłej fabule, czyli „Persepolis”. Chyba będzie trzeba powtórzyć polski tydzień, bo ostatnio trafiamy praktycznie wyłącznie na filmy, które są wartościowe, ładne i zachwycające. Niezależnie jaki gatunek reprezentują.
Ten pełnometrażowy film animowany, stworzony przez Vincenta Paronnauda i Marjane Satrapi to nic innego, jak historia życia twórczyni, która w formie dokumento-pamiętnika rozprawia się z wszystkim, czego doświadczyła. Jako mały berbeć była świadkiem upadku szacha, którego potem zastąpił jakiś inny koleś, doprowadzając bezpośrednio do wybuchu wojny (tak to było?). Z kolejnymi scenami widzimy jak Marjane rośnie, dojrzewa i jak jej świat wypełnia tło historyczne. Ważnymi bohaterami są również jej rodzice i babcia, którzy w prostych maksymach próbują ukształtować mądrą i odważną kobietę.
Szczerze? Wszystko w tym filmie mi się podobało. I żeby nie strzelać ogólnikiem, postaram się wyjaśnić konkretnie co i dlaczego.
Najpierw konwencja: film animowany, czarno-biały, bardzo komiksowy. W mojej opinii – strzał w dychala. Dlaczego? Bo jest inny! Ta animacja skierowana jest do dorosłych, mimo, że głównym bohaterem jest dzieciak. Twórcy skupili się praktycznie wyłącznie na odcieniach szarości, mocnych kontrastach czerni i bieli i dzięki temu nie ma wyraźnego podziału rasowego, a przynależność do religii zdradza jedynie ubiór. Nie ma dzięki temu odcieni beżu, który zdradzałby kolor skóry – wszyscy są biali. Ale biali – biali, a nie biali – europeidalni. Ubiór jest klasyczny, fryzury też. Mieszkania typowe – słowem: przeciętna rodzina, którą można znaleźć na każdym kontynencie. Poza tym, w tym filmie nie ma stereotypów. Autorzy specjalnie tak wodzili widza, by ten czuł się skołowany brakiem podświadomego odniesienia: jak Irak, to od razu islamiści i terroryści. To również bardzo ważne dzieło, które analizuje ważny aspekt życia, jakim jest tożsamość. Rodzina w obawie o życie Marjane, decyduje się wysłać ją w spokojniejsze regiony, czyli do Europy. Tam ma się uczyć i żyć bez wojny w tle. Ale co się okazuje – tam dziewczyna ma ogromne problemy z adaptacją. Jest samotna, zupełnie nie potrafi się odnaleźć w nowej rzeczywistości. Wraca do rodzinnego miasta z nadzieją, że będzie jej lepiej, a tu guzik. Różnica jest taka, że ma bliskich przy sobie. Ale niestety, europejski styl życia wszedł jej trochę w krew i znowu problemy. Bo okazuje się, że i tradycjonalizm i liberalizm w wychowaniu, w procesie szlifowania tożsamości, nigdy nie są w 100% zdefiniowane. Ale idźmy dalej – emocje. Wydawać by się mogło, że jedynie mimika prawdziwej twarzy, gesty itd. mogą w sposób najdoskonalszy pokazać to, co człowiek czuje. Paronnaud i Satrapi udowadniają, że nie. Komiksowe zabiegi podbijają dynamikę filmu, sprawiając, że emocje są rzeczywiste, a dramatyzm kreowany jest odcieniami szarości. To nie jest zabawna bajka o zielonym ogrze z bagien, to pełna smutku, ludzkich tragedii, ale i z solidną dawką humoru historia o śmierci, niewoli, o terroryzmie, gdzie najważniejszą wartością jest wolność – wolność wszechogarniająca, wolność jako tęsknota i niedościgniony cel. Te film to klasyczny przykład na to, że najlepsze scenariusze kreuje życie. W tym wypadku, za pomocą kreski i zabawy kolorami.
Świetna produkcja, w pełni rozumiem zachwyty nad nią. Uczy i bawi, cięty humor ściąga z niej niepotrzebny patos. Pozycja obowiązkowa!
ON:
Nigdy nie rozumiałem i chyba nigdy nie zrozumiem fanatyzmu, jaki noszą w sobie mieszkańcy Bliskiego Wschodu. Irak i Iran to dla mnie jedynie plamy na mapie, państwa których raczej nigdy nie przyjdzie mi oglądać. To kultury tak dla nas obce, że ciężko mi porównywać ich przedstawicieli do cywilizacji europejskiej. Przeraża mnie fanatyzm mieszkających tam ludzi, sposób w jaki mężczyźni traktują kobiety oraz zamknięcie na „zepsuty zachód”. Wiem, że duży wpływ na to co się tam dzieje, mają rządy innych krajów, które wykorzystały tych ludzi do swoich celów, a dokładniej ich zasoby naturalne, w szczególności ropę naftową.
Nie jestem do końca zainteresowany historią tamtych państw. Moja wiedza ogranicza się do wiadomości jakie zbieram podczas seansów lub gdy googluję jakąś informację. Trochę inaczej było z komiksem „Persepolis”, jako fan praktycznie każdej powieści obrazkowej, zabrałem się za to dzieło bez zastanowienia. Łykam po prostu wszystko co ma dymki i obrazki. Dopiero po jego lekturze zdałem sobie sprawę z tego, jak dziwne i „dziekie” może być życie młodej kobiety, mieszkającej w Iranie. Wielokrotnie w sieci znajdowałem komentarze, które porównywały dzieło Satrapi do „Mausa” Arta Spiegelmana. Myślę, że nie można kłaść koło siebie tych dwóch pozycji, bo poza autobiograficzną nutą, są to jednak dwa różne komiksy.
Marjane Satrapi, autorka „Persepolis”, jest Francuzką irańskiego pochodzenia, a wydarzeniami z jej życia można by obdzielić kilkanaście osób. Właśnie to, co przeżyła jako młoda dziewczynka, a później dorastająca kobieta, stało się podwalinami jednej z lepszych biograficznych powieści rysunkowych. Warto dodać, że autorka ma szlacheckie korzenie, ale podchodzi do nich z wielkim dystansem. Marjane wychowuje się z bardzo postępowymi rodzicami w Iranie. Jako małe dziewczę marzy o tym, aby zostać prorokinią, wielką przywódczynią. Ciekawość świata składnia ją do częstych pytań, które zadaje rodzicom, wujkowi i przesympatycznej babci. To od nich dowiaduje się wiele na temat polityki, realiów jakich przyszło im żyć i wielu innych rzeczy. Mijają lata, mała dama staje się już nastolatką walczącą z systemem. Na głowie nosi chustę, ale na stopach adidasy. Jej dzieciństwo to czasy, które nie należą do najspokojniejszych. Obalenie Szacha, później rewolucja i wojna Irak vs. Iran to tylko kilka z przykładów. Wielu jej dorastających przyjaciół zginie podczas demonstracji lub na wojnie. Czując zbliżające się zagrożenie, rodzice postanawiają wysłać 14-letnią Marjane do Wiednia. Tam dziewczyna zamieszka wraz „przyszywaną ciotką”. Niestety, za jej niewyparzony jęzor, dość szybko ląduje w bursie, którą rządzą siostry zakonne. Dziewczyna musi się wiele nauczyć, bo życie w „cywilizowanej Europie” jest inne, niż jej się wydawało. Wraz z autorką przemierzamy kolejne lata jej życia, aż dochodzi do sytuacji, w której dziewczyna ląduje na bruku. Nadszedł czas powrotu do ojczyzny. Niestety, nie wita ona jej tak, jak by sobie tego życzyła. Ci, którzy kiedyś stali na barykadzie, zabijają teraz tych niewinnych, a chore zakazy i restrykcje powodują, że życie staje się nie do zniesienia. Nawet rodzice, mimo tego, że postępowi, widzą, że Iran nie jest miejscem dla młodej, wyzwolonej dziewczyny.
Nie jest to śliczny komiks, śliczny jest animowany film, który powstał na jego kanwie. O tej animacji kilka słów napisała Paulina. „Persepolis” jest jak życie w Iranie: czarne i białe z odcieniami szarości. Całość nie jest pozbawiona specyficznego humoru, który po ciężkiej lekturze potrafi lekko rozluźnić atmosferę. To komiks o dorastaniu, poszukiwaniu własnej tożsamości, a także o wojnie, terrorze i przemocy, do której Irak i Iran nie potrafią się uwolnić. Lektura czasami ciężka, ale naprawdę godna polecenia.
