Marudzenie – blog popkulturowy

Piszemy o popkulturze – grach, filmach, książkach i muzyce

FILMY KSIĄŻKI

Thinner

ONA:

Przepis na ekspresowe odchudzanie, które nie jest wynikiem ani choroby, ani amputacji, ani nawet rozwodu, w filmie „Przeklęty” pokazuje nam jego reżyser i scenarzysta Tom Holland… Wystarczy postępować według jego wskazówek…

Po pierwsze: trzeba być nieźle utytym prawnikiem i ciągle walczyć ze swoim problemem. Po drugie: trzeba mieć żonę, która podczas podróży samochodem uraczy nas jakże miłym i żwawym bidżejem. I kiedy tak jesteśmyzaspokajani zdrowym fellatio, kiedy powoli odpływamy w krainę rozkoszy, wtedy trzeba spełnić warunek trzeci, czyli potrącić starą cygankę. Ojjj gniew jej rodziny jest ogromny. Billy Halleck – główny bohater, doświadcza jej na własnej skórze, a z jego życiem zaczynają dziać się rzeczy dziwne. Cygańska klątwa rzucona na niego sprawia, że prawnik zaczyna… chudnąć. I to jak! Każdego dnia traci wagę, przyjmując jednocześnie ogromne ilości pożywienia. Zatroskana żona podejrzewa chorobę. A Billy, początkowo zachwycony przemianą, zaczyna łączyć elementy tej zupełnie odrealnionej i wręcz nierzeczywistej układanki. Szczególnie, że nie jest jedyną osobą, która jest „zamieszana” w śmierć starej cyganki i która „zmienia” się w straszny sposób…

„Przeklęty” to kolejny film oparty na powieści Kinga. Mimo ogromnego kiczu, typowego dla lat 90-tych ubiegłego wieku, jest to strasznie fajne kino. Historia, którą przeniesiono z książki na klatki filmowe, wciąga i zaskakuje. Oczywiście, dla współczesnego widza „estetyka” tego dzieła ma wiele do życzenia, bo jest po prostu mieszanką sylikonu, gumy i krwi zrobionej z koncentratu pomidorowego, ale ignorując te prowizorycznie przerażające elementy, dostaniemy całkiem zjadliwe danie. Jak to u Kinga bywa – nic nie jest oczywiste, a za grzechy i uchybienia się płaci, prędzej czy później. Taka kara spotyka kolejnych bohaterów filmu…

Mogłabym pisać o tym jak wiele mam zastrzeżeń, związanych z grą aktorską, a raczej jej brakiem, z charakteryzacją, która oscyluje pomiędzy pokraczną a nieudolną, mogłabym wyciągać na wierzch jakieś uszczypliwe uwagi, ale jest to zupełnie bezsensowne, bo w tamtych czasach tworzyło się takie trochę niedopracowane kino, a w tym konkretnym przypadku – jest to po prostu kawał dobrej historii, której owa brzydota nie zaszkodziła. Mi się podobało. I na zakończenie, ogólne przesłanie: strzeż się cygana. Jak nie będzie próbował opchnąć Ci patelni, fejkowego złota albo kurtki ze skóry, tudzież dywanu, to dostaniesz gratis klątwę…


ON:

Drugim filmem obejrzanym w ramach “tygodnia z Kingiem” był „Przeklęty”, w oryginale „Thinner”. Ten nagrany pod koniec lat 90-tych horror idealnie wpasował się w schemat, do jakiego przyzwyczaiło nas kino grozy tamtego okresu. To także jeden z tych filmów, który całkiem dobrze oddaje klimat książki Stephena Kinga. Historie, które opowiada, zawsze mają jedno ważne przesłanie – każdy zawsze odpowie za swoje grzechy. Podobnie jest w „Przeklętym”.

Billy Halleck jest ogromnym, ważącym 150kg adwokatem. Od dłuższego czasu walczy z nadwagą i niestety przegrywa. Pomimo wsparcia ze strony żony i córki nie idzie mu za dobrze. Różnorakie diety, żarcie z małą ilością kalorii i inne wynalazki nie pomagają zrzucić ani odrobiny sadełka. Pomimo swojej tuszy, Billy jest lubianym i cenionym adwokatem, a żona i córka darzą go dużym uczuciem. Sielanka kończy się wraz z pojawieniem się w miasteczku grupy Cyganów. Nie, że kradną i zabijają – będzie coś innego.

Wszystko zaczyna się pewnej nocy, gdy wracający autem z nocnej imprezy Bill potrąca i zabija starą Cygankę. Wszytko przez to, że adwokacina zabawiał się ze swoją żoną. Szybkie śledztwo i jeszcze szybsza, ustawiona sprawa sądowa, doprowadzają do zwolnienia Billy’ego z zarzutów. Dlaczego? Ponieważ policjant oraz i sędzia to kumple oskarżonego. Nie ma winnego, nie ma sprawiedliwości. Nikt nie odpowie za śmierć starszej kobiety. Na to nie mógł zgodzić się Tadzu Lempke, szaman, starszy taboru i ojciec zabitej kobiety. Postanawia on na własną rękę wymierzyć sprawiedliwość. Robi to rzucając na winnych cygańską klątwę.

Film ogląda się całkiem dobrze, pomimo jego zakorzenienia w latach 90-tych. To inna szkoła filmowa, czasem kiczowata i sztuczna, ale potrafiąca przykuć do ekranu na 90 minut i nie zanudzić.  „Thinner” ma niedociągnięcia, ale to chyba normalne w średniobudżetowej produkcji. Nie ma tu wyjątkowo znanych nazwis,k ani wyjątkowych efektów, lecz nadal jest to coś, czego brak we współczesnych produkcjach. Według mnie całkiem sensowna historia dla wielbicieli kina „B”