ON:
W czasach, gdy byłem młodzieniaszkiem, gołowąsem, który buntował się przeciw całemu światu, w książkach i muzyce szukałem ucieczki przed całym gównem, jakie na mnie spływało. Może dlatego mam za sobą masę lektur różnorakich, a całą płytotekę słuchałbym dobre kilka tysięcy godzin. Fantastykę upodobałem sobie najbardziej, wymyślone historie dawały nadzieję na to, że kiedyś ja będę tym super bohaterem, który będzie mógł pokazać środkowy palec całemu światu. Gdybym pogrzebał chwilę, to w pudełku na strychu znalazłbym podniszczoną, pomięta, zużytą do granic możliwości jedną z ulubionych książek Kinga. „Skazani na Shawshank” to właściwie zbiór czterech opowiadań, które razem mieszkają koło siebie otulone okładką, na której widnieje plakat z Merlin.
Moja kopia z pożółkłymi kartami, zagiętymi rogami i plamami różnorakimi, zjeździła ze mną kawałek Polski, pływała w jeziorze i mokła na deszczu. Pomimo tego wszystkiego jest tam gdzieś na strychu, żyje wiecznym życiem książki, która już nigdy nie zmieni właściciela. Wiem, że wyrządziłem jej krzywdę, zniszczyłem i nie doprowadziłem do stanu używalności, ale nie jest to już możliwe, nie mogę jej wskrzesić. Tylna kieszeń spodni, plecak, torba na ramię, to tylko kilka miejsc, w których podróżowała ze mną, i myślę, że to dobrze, iż nie potrafi mówić.
Książka ta była przy mnie w dobrych i złych chwilach, a gdy tych złych było więcej chciałem być jak Andy Dufresne – zimny, spokojny i opanowany. Chciałem móc z podniesionym czołem iść w nowy dzień, niezależnie jak źle było. Andy jak by nie patrzeć jest postacią tragiczną, co pozwalało mi się z nim utożsamiać. Mężczyzna dowiaduje się, że żona zdradza go z jakimś golfiarzem i postanawia zemścić się na tej dwójce. Pomocnikiem w podjęciu tej decyzji jest alkohol, wiadomo cholernie zły doradca, a później… Ciała żony i jej kochanka ozdobione zostają ołowianymi kulami. Na nic zaprzeczenia, na nic błagania. Andy ląduje w więzieniu. Podwójne dożywocie, straszny wyrok dla dyrektora banku, człowieka na poziomie, który jeszcze kilka dni wcześniej jadł ciastko z kremem i popijał je kawą.
Więzienie. Nie jest to miejsce dla każdego. Nawet tyle lat temu miało własną hierarchię, którą trudno było podważyć. Na samej górze był król, naczelnik trzymający wszystkich za jaja, pod nim grupa mniej lub bardziej sadystycznych strażników. Podłe gnidy przymykające oko na różne występki osadzonych, gdy tylko widzieli w tym swój cel. Później byli więźniowie, ale ci też mieli swoją drabinkę, szczeble, na których każdy musiał znaleźć swoje miejsce. Andy starał się być ponad to, starał się żyć. Niestety, dość szybko jego wątłym bladym tyłkiem zainteresowała się grupa kolesi lubujących się w męskich odbytach. Andy walczył, czasem lepiej, czasem gorzej, ale zawsze starał się zatrzymać swoją godność.
Tutaj, za grubymi ścianami, murami z kamienia, na szczycie, których drut brzywiasty swoimi ostrymi kolcami odgradzał więzienny plac od świata pełnego smaków i zapachów, nawiązują się znajomości i przyjaźnie. Ellis Boyd “Red” Redding, ciemnoskóry mężczyzna, starający się o zwolnienie warunkowe, facet potrafiący załatwić wszystko, próbuje rozgryźć Andy’ego. Analizuje jego zachowania, rozmawia z nim, dyskutuje, wreszcie zostaje jego kumplem. I tak toczy się życie w więzieniu, za murami i kratami. Snujesz plany o wolności, wspinasz się po szczeblach wewnętrznej drabiny, dążysz do jakiegoś celu. Andy miał swój własny, gdzieś ukryty głęboko w głowie, a może w sercu.
„Skazanych na Shawshank” czyta się jednym tchem, połyka strona za stroną, a im bliżej jesteśmy końca opowiadania, tym bardziej dopingujemy bohaterom. Chcemy sprawiedliwości, której brak w naszym świecie, trzymamy kciuki, bowiem przynajmniej w książce jest szansa na „grom z jasnego nieba”, który pierdolnie kogo trzeba. Dodatkowo utwierdzamy się w przekonaniu, że prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie, a chuj zawsze pozostanie chujem, niezależnie jak bardzo piękną maskę by przywdziewał.
Jest film na podstawie tego opowiadania. Dzieło kapitalne, fenomenalne, zagrane i nakręcone wybitnie, nominowane do Oscara. Praktycznie nie odbiega od tego co przeczytamy w opowiadaniu, jest wiernie oddane. Znajdziemy tu także jeden wątek, smutny, łapiący za serce jak nikt, ściskający je tak mocno, że brak nam tchu. To historia Brooksa Hatlena. Zresztą musicie zobaczyć sami.
ONA:
„Skazani na Shawshank” to jeden z 10 najlepszych i najważniejszych filmów, które kiedykolwiek zostały stworzone. To fakt. Większość produkcji w zderzeniu z tym dziełem wychodzi licho. Film ma 19 lat i od tego czasu żaden inny nie umie go zrzucić ze szczytu. Frank Darabont za tę ekranizację Kinga powinien zgarnąć niejedną nagrodę, ale w tym konkretnym roku było ciężko, chociażby przy Oscarach. „Skazani” byli nominowani do nagrody za Najlepszy Film razem z „Pulp Fiction”, „Quiz show”, z „Cztery wesela i pogrzeb” i z „Forrestem Gumpem”, który kill ’em all… Koniec końców jedno z najbardziej znanych dzieł Darabonta nie zostało nagrodzone zbyt wiele razy. A szkoda… Na szczęście widzowie sami ocenili ten film, który na większości portali filmowych zajmuje miejsce w pierwszej piątce najbardziej genialnych dzieł. Nie jest to mój ukochany film. Ale mam do niego ogromny szacunek, bo zaiste – jest doskonały…
Historia, którą pokazano w filmie, jest tak bardzo wielowymiarowa, tak głęboka i istotna, że po każdym seansie wywiera na nas piętno. Ten film porusza, wzrusza i sprawia, że zamieramy, oglądając kolejne sceny. Jest arcydziełem… Andy Dufresne (Tim Robbins) jest oskarżony o zamordowanie swojej żony i jej kochanka. Dodam – o brutalne zamordowanie swojej żony i jej kochanka. Cały czas uparcie twierdzi, że jest niewinny, ale sąd wie lepiej. Poza tym, wszystkie dowody mówią to samo… Andy trafia do piekła. Na samo dno kotła. Trafia do Shawshank… I jak to w więzieniu bywa – nie jest kolorowo i bajkowo… Tym konkretnym rządzą sadystyczni strażnicy z kompleksami władzy i dyrektor – kawał skurwiela. A poza tym: mordercy, gwałciciele, rabusie i on – Andy. Ma problem z adaptacją w tym miejscu, bo kto by nie miał… Ale dość szybko znajduje kogoś, kto stanie się jego przyjacielem… Tą osobą jest Ellis Boyd „Red” Redding (Morgan Freeman). Panowie razem próbują uczłowieczać swoje stracone człowieczeństwo… I tak mijają dni, tygodnie, miesiące. Tak mijają lata… Wiele się przez ten czas działo…
Tak, napisałam te słowa najbardziej szczątkowo, jak tylko można. Zdradzenie chociażby jednego elementu za dużo, popsuje cały seans. A „Skazanych…” warto, ba – trzeba obejrzeć. Jest to kompendium wiedzy o człowieku, zaczynając od jego najgorszych, najmroczniejszych przywar, po te, które sprawiają, że z dumą możemy nazwać się ludźmi… „Skazani na Shawshank” to film o nadziei, o tym, że nigdy nie należy jej tracić. To również film o pokorze, o tym, by pochylać głowę przed własnymi wyborami, nawet najgorszymi i przyjmować ich konsekwencje. Ale to też film o wolności, nie tylko w sensie dosłownym – życiu poza więziennymi murami, poza jakimikolwiek ograniczeniami, ale też w sensie metaforycznym – wolność to stan umysłu… „Skazani…” to jednak film nie tylko o tych wartościach. Sporo miejsca zajmuje tu również przyjaźń, taka ponad wszystko, taka, która dodaje sił i sprawia, że kolejny dzień jest lepszy… To hołd również dla wiary i dążeniu do celu, ale nie po trupach, tylko w rozsądny, rozplanowany sposób. Ale to jedna strona medalu. Z drugiej mamy absolutne zezwierzęcenie, które opiera się wyłącznie na pierwotnym instynkcie, który mówi: skatuj go, zgwałć go, zabij go – użyjesz sobie, a to, że wyrządzasz krzywdę innej osobie jest zupełnie nieważne…
Rok 1994 był bardzo płodny, jeśli chodzi o dobre kino, które przetrwa dekady i które będzie niedoścignionym wzorem. Taki też jest film „Skazani na Shawshank”. To dzieło fenomenalne, kultowe i ponadczasowe. Zrealizowano go z rozmachem i dopracowano pod każdym względem. Aktorsko – klasa. Robbins i Freeman udowodnili tymi rolami, że należą do czołówki, do absolutnej śmietanki. Tymi rolami wpisali się w kinematograficzną historię. Potem mogli grać nawet Boga…
Czy polecam? Tak. Bez zbędnego pieprzenia.
I pamiętajcie: Nadzieja to wspaniała rzecz… może najlepsza na świecie. A dobre rzeczy nigdy nie umierają.
