ON:
Nawet już nie pamiętam ile to minęło od czasu, gdy pierwszy raz zagrałem w grę o przygodach biuściastej pani archeolog. Przez lata stała się ona ikoną podkultury, kolejne tytuły pojawiały się jak grzyby po deszczu. Jedne lepsze, drugie gorsze, ale cały czas trzymające pewien w miarę równy poziom. Przełomem stał się Tomb Raider: Legend, który odświeżył trochę markę, nie było to nic nowego, ale trochę zmieniło się podejście do brandu. Gdy pojawiły się plotki o tym, że Crystal Dynamics pracuje nad kolejną odsłoną, wszyscy machnęli tylko ręką, bo co można nowego zrobić z przygodami cycatej pani archeolog…
Podczas jednej z onlajnowych gier z zaprzyjaźnionym redaktorem i właścicielem serwisu PlayingDaily powiedziałem: „Ten nowy Tomb Raider jest trochę jak Uncharted”. To zdanie mówi wszystko o TR. Przy okazji pokazuje, jaki los spotkał kultową serię, którą w niezobowiązującej rozmowie przyrównałem do tytułu, mającego być PS3-kowym bratem Tomba. Crystal Dynamics stworzyło dzieło do złudzenia przypominające produkcję Niegrzecznego Psa i nawet doczekało się ono trybu multi. Nie oznacza to, że mamy do czynienia z plagiatem, czy chamską kalką. Nie! Po prostu z nudnego biegania po zamkniętych kryptach, w których strzelaliśmy do nietoperzy, Larę wrzucono do praktycznie otwartego świata. Spuszczona ze smyczy dziewczyna nareszcie mogła pokazać, na co ją naprawdę stać.
Tomb Raider jest klasycznym przykładem na to, że ze starej marki można zrobić zupełnie nową serię. Wszystko dzięki odmłodzeniu samej Lary, zmniejszeniu jej dwóch atrybutów i wrzuceniu jej w naprawdę brutalną przygodę. Młodą archeolożkę poznajemy podczas wyprawy, gdzie jest ona tylko swoistym asystentem, a mózgiem całej ekspedycji jest ktoś zupełnie inny. Niestety, nocny rejs kończy się dla ekipy dość twardym wodowaniem i rozbitkowie lądują na tajemniczej wyspie. Jest to miejsce kultu prastarej władczyni zwanej Yamatai. Dość szybko okaże się, że ten samotny kawałek zieleni nie jest bezpiecznym miejscem. Po pierwsze: wyspę mieszkają kultyści, nadal wierzący w możliwość powrotu ich pani i władczyni, pod drugie: jakaś tajemnicza siła stara się skutecznie uniemożliwić opuszczenie lądu. Tomb od pierwszych minut wrzuca nas w wir akcji. Przemoczona, poobijana dziewczyna ląduje na plaży, gdzieś w oddali majaczy reszta grupy. To ostatnia rzecz, jaką przyjdzie nam zapamiętać, bowiem coś ciężkiego ląduje na naszej głowie i tracimy przytomność. Budzimy się związani i podwieszeni pod sufitem w jakiejś jaskini. Wokoło pełno trupów, ołtarzyk, świece. Scena iście z horrorów. Zdrowy rozsądek podpowiada nam: Uciekaj! Gdy już uda nam się wyswobodzić, zaczynamy przedzierać się przez ciasne korytarze, a po piętach depcze nasz prześladowca. Spotkanie z nim może się dla nas skończyć bardzo źle. Gdy już opuścimy jaskinię, rozpoczyna się prawdziwa przygoda. Podczas opowiadanej historii Lara przechodzi istną metamorfozę i z wystraszonej nastolatki przeobraża się w naprawdę drapieżną sucz. Brutalne sceny, przynoszące siniaki i otarcia, zwichnięcia i opuchlizny, tylko zwiększają ducha walki młodej kobiety. Nie będę rozpisywał się o samej historii, jest ona spójna, dość przewidywalna, ale całkiem smakowita.
Po raz pierwszy gra o pani archeolog jest bardziej nastawiona na walkę z przeciwnikami, niż samo zbieranie i odkrywanie. Nie brakuje tutaj ukrytych grobowców, ale są one raczej uzupełnieniem całej przygody. Oczywiście, nie zabraknie zbierania i szukania całej masy reliktów, dokumentów, czy innych artefaktów. Aby skrzywdzić bliźniego odstajemy łuk, pistolet, strzelbę oraz karabin maszynowy. Nie jest to dużo, ale każdą z broni możemy dodatkowo modyfikować. Nowością jest także levelowanie naszej bohaterki – zdobywamy doświadczenie pozwalające nam na odblokowanie kolejnych umiejętności.
Pod względem graficznym Crystal Dynamics postarało się i to bardzo. Gra nie jest może wyjątkowo śliczna i daleko jej do Uncharted 3, ale całość wygląda naprawdę ładnie. Przede wszystkim jest spójnie. Niezależnie jaką lokację odwiedzimy, mamy cały czas to samo poczucie brudu, jesteśmy zaszczuci i zagubieni. Wydaje nam się, że ktoś lub coś wyskoczy zza rogu. Wyspa jest zróżnicowana, poza lasem odwiedzimy starą świątynię, plażę ze zniszczonymi bunkrami, opuszczoną bazę wojskową. Lokacje są ze sobą połączone i praktycznie swobodnie możemy się pomiędzy nimi przemieszczać.
Do tego należy dodać oprawę dźwiękową, która także jest na wysokim poziomie. Czujemy, że jesteśmy w dziczy, wśród otaczającej nas przyrody. Na dobrym sprzęcie grającym efekty są naprawdę więcej niż zadowalające.
Nowy/stary Tomb Raider jest świetną grą. Brak mi trochę świra pokroju Vaasa z FC3, bo główny zły jest czasami nijaki, ale to drobiazg, niemający wpływu na ogólną rozgrywkę. Aby zwiedzić cała wyspę potrzebujemy około piętnastu godzin, co jest ukłonem w stronę gracza. Nie czujemy, że ktoś chce tylko wyciągnąć od nas kasę i dać w zamian 5 godzin gry. Problemem jest tylko to, że po tylu latach od narodzin Lary, dziewczyna musiała się zmienić, aby dogonić młodszego brata Nathana Drake’a.
