ON:
Są takie niepozorne gry, których ukończenie nie zajmuje dużo czasu, ale są ładne i mają w sobie to „coś”, co przyciąga nas na kilka godzin do ekranu. Tak jest właśnie z „Unmechanical: Extended Edition”.
„Unmechanical” opowiada historyjkę pewnego robota uwięzionego gdzieś pod ziemią. Ta mała latająca maszynka, posiada tylko jedną umiejętność, a mianowicie może podnosić przedmioty przy pomocy energetycznego promienia. Nie jest to jakaś supermoc, ale pozwala na przemieszczanie elementów otoczenia. Aby wydostać się z podziemnego więzienia, nasz robot musi przebrnąć przez podziemny dziwny, mechaniczny kompleks. Składa się on z pomieszczeń, komór, zaworów i trybów. Za każdym „rogiem” czeka na nas zagadka, łamigłówka, której rozwiązanie przybliża nas do wyjścia.

Nie ma tutaj niesamowitej historii, po porostu zwiedzamy coraz to nowe pomieszczenia kompleksu i rozwiązujemy coraz to bardziej skomplikowane zagadki. Dla mnie to taki „Samorost” lub „Machinarium” i nawet grafika jest w podobnej stylistyce. Cała podróż nie jest pozbawiona dźwięków. Naszym przygodom towarzyszą ambientowa muzyka, która nadaje bardzo fajnego klimatu tej króciutkiej historyjce.
Plansz, które prowadzą do wyjścia, jest kilka. Wszystkie tak samo mroczne, lekko mechaniczne, niewiadome. To bardzo fajny zabieg. Większość zagadek opiera się na naszej spostrzegawczości i prostych zasadach fizyki. Trzeba wiedzieć, jak zadziała odbity od powierzchni lustra, czy wrzucony do wody kawałek skały. Często przyjdzie nam trochę pogłówkować i poszperać po zakamarkach kompleksu, bowiem niektóre elementy puzzli poukrywane są przed naszym wzrokiem. Nasz robot jest praktycznie niezniszczalny. Nie możemy zginąć, a nasze błędy nie są karane, w najgorszym wypadku wczytamy punkt kontrolny.
„Unmechanical: Extended Edition” dostępny jest między innymi na konsoli XBOX ONE i PS4. Kosztuje około 50zł. To niewiele. Z drugiej strony jeśli popatrzymy na czas rozgrywki, to cena ta wydaje się dość wygórowana. Musicie ocenić sami, czy chcecie wydać takie pieniądze na tego typu grę. Mi „Unmechanical” przechodziło się bardzo przyjemnie.
