Zrzut ekranu 2017-03-08 o 15.23.41

Small Radios Big Televisions to gra, która z samym graniem nie ma wiele wspólnego. Można powiedzieć, że to logiczna przygoda, z opowieścią zaplecioną w tle. I chociaż rodzimi recenzenci jadą po niej jak po burej suce, to ja mam do niej sentyment. Zauroczyła mnie swoimi prostymi zagadkami, pikselowo-wektorową grafiką i bazującą na syntezatorach muzyką Owena Deery.

Small Radios Big Televisions – recenzja

W dobie kolejnych tytułów pełnych świetnej grafiki pojawiają się „gry” takie jak ta. Spokojne, skupiające się na odczuciach gracza. Smakowanie „Small Radios Big Televisions” jest naprawdę wyjątkowe. Dla mnie to magiczna podróż podobna do tej, jaką kilka lat temu zapewnił mi FEZ.
Small Radios Big Televisions - recenzjaTytuł ten daje nam możliwość zwiedzania i odkrywania. Wszystko w bardzo spokojnym, ułożonym stylu. Naszym celem jest eksploracja fabryk, w których poukrywane są stare kasety magnetofonowe. Kasety te mają różne kolory, a każda z nich przenosi nas do wirtualnego świata, a gdy znajdziemy się w nim, musimy odnaleźć zielony kamień. Jest on potrzebny do otwarcia zamkniętych drzwi. One zaś prowadzą nas do kolejnych budynków. Poruszanie się po pomieszczeniach jest proste i intuicyjne, chociaż czasem zdarza się, że kamera „ucieknie” za bardzo w jedną stronę; wtedy najlepiej wyjść i wrócić do pokoju. Zdobywanie kaset wymaga od nas czasem rozwiązania prostych łamigłówek, które polegają na obróceniu dźwigni, opuszczeniu poziomu wody itd. Na każdym poziomie znajduje się też ukryta soczewka, która potrzebna jest do zapoznania się z historią, jaka opowiadana jest pomiędzy poszczególnymi etapami.
Small Radios Big Televisions recenzjaCzasami zdarzy się tak, że w „odwiedzonej” kasecie nie ma zielonego kamienia, ale gdy chwilę pogłówkujemy, odkrywamy, że w fabrykach znajdują się dziwne koła, tryby, które „ładują kasetę” energią. Wtedy, gdy ponownie wejdziemy do takiego świata, okazuje się, że jest on inny, zmieniony i dopiero wtedy odnajdziemy upragniony kamień.

Cała podróż trwa około 2 godzin. Wiem, że nie jest to długo, ale z drugiej strony, podobnie jak w ABZU, czy innych podobnych tytułach, skupiamy się na warstwie artystycznej, której tutaj nie brakuje. Dla mnie jedna z bardziej spokojnych, ale ciekawych opowieści. Warto.

Tagi: Small Radios Big Televisions – recenzja, gry, recenzja, marudzenie, blog popkulturowy