ONA:
Około 10 lat temu widziałam rozpady wielu znajomości z różnych błahych powodów. Nagle z przyjaźni zostają strzępy, a bliskie osoby stają się obce. Dlaczego tak się dzieje? Zmęczenie materiału? Różnica w planach życiowych? Wtedy wydawało mi się to abstrakcją. Dziś, no cóż. Dziś jest zupełnie inaczej! Ten etap też jest już za mną. Nie ma się co męczyć.
Jednak oglądając film „Ta nasza młodość” dopadła mnie refleksja, że to trochę film o mnie, o nas. Cornelia (Naomi Watts) i Josh (Ben Stiller) są małżeństwem. Mają gdzieś około 40 lat, fajne prace, poukładane życie, dom, zainteresowania. Są szczęśliwi, tworzą rodzinę mimo braku dziecka. Starali się, ale jak sami mówią – ich czas na macierzyństwo minął. Ich tak, ale ich znajomych – nie. Więc rozmnażają się, żyją życiem typowym dla rodziców, a z kręgu zainteresowań coraz mocniej wypierają Cornelię i Josha. Trudno więc się im dziwić, że gdy w ich życiu pojawiła się para 25-latków, to szybko wymienili oni starych przyjaciół na nowych. Szczególnie, że ci nowi nie mieli pieluchowego zapalenia mózgu, a ich życie wypełnione jest ogromem ciekawych zajęć i pasji. Darby (Amanda Seyfried) i Jamie (Adam Driver) są zupełnym przeciwieństwem statecznego małżeństwa po czterdziestce, a jednak rodzi się między nimi przyjaźń. Tylko czy na pewno chodzi o sympatię? A może to po prostu nie „lubienie się”, a zwykły emocjonalny barter?
No przyznam szczerze, że jestem mocno zaskoczona tym filmem. Nie wiem, może czas zbadać hormony, bo przecież powinnam wykpić to wszystko, a mi się podobało. To jedna z tych komedii obyczajowych, która ujmuje klimatem i nastrojem. Zderzenie dwóch światów – poukładanego i nieco chaotycznego, daje świetny i inspirujący wynik. Razem z Cornelią i Joshem uczymy się od młodszych bohaterów nieco innego podejścia do świata. To, że potem rozwaleni jesteśmy pewnymi zachowaniami, to nic. Fabuła mnie ujęła. Do tego zachwycona jestem Watts i Seyfried coraz bardziej i coraz mocniej. Mamy tu też świetną muzykę i wspaniałe tło – klimatyczne mieszkania i inne lokacje. Czego chcieć więcej od takiej produkcji?
I znowu refleksja – może mimo wszystkich zgrzytów, kłótni i trzaskania drzwiami, czasem warto wrócić do pewnych znajomości? Mam już pierwszy krok za sobą.
ON:
Co oznacza być młodym? Czy chodzi o to, że mamy młode ciało? Może o sposób w jaki się zachowujemy? A może jeszcze o coś innego? Podobno mamy tyle lat na ile się czujemy, ale czy to prawda? Na takie pytania stara się odpowiedzieć Noah Baumbach w „While We’re Young”.
Bardzo cenię sobie styl życia, jaki przyszło nam prowadzić z Panią Marudą. Staramy się jeździć do kina, czytać, grać, robić wypady na koncerty. Staramy się o akredytacje na festiwale. Naszym oczkiem w głowie jest Bowie, która rozpieszczona jest do granic możliwości. Niestety, nadszedł czas, w którym znajomi zaczęli mieć dzieci, zmieniły im się priorytety, a spotkania nie przychodzą już tak łatwo, jak kiedyś. Co było tego powodem? Wiele czynników, które pojawiają się i znikają. Priorytety się zmieniają wraz z pojawieniem się dziecka.
Podobny problem mają Josh i Cornelia – małżeństwo po 40-tce, które dość mocno zaangażowane jest w kulturę. On kręci filmy dokumentalne i czeka na grant, ona wspiera go w tej pracy. Ich młodość jest już trochę za nimi, ale oni sami nie chcą oderwać się od niej. Powodem może być brak dziecka, ale po wielu próbach okazało się to niemożliwe. Między innymi z tego powodu skupili się na pracy, zbieraniu płyt CD, kolekcjonowaniu książek i konsumowaniu kultury w sposób całkowity. Ich najlepsi znajomi się rozmnożyli i okazało się, że posiadanie dziecka, to nie taka wspaniała rzecz, jakby się wydawało. Świetnie to podsumowuje jednio zdanie: „Jak zajdziesz w ciążę wszyscy ci gratulują, a gdy już urodzisz to mówią, że jakoś to będzie”. Są osoby, które chcą mieć dzieci i się nadają do macierzyństwa – inni po prostu nie. Właśnie tak jest ze wspomnianą dwójką. Dla Cornelii wzięcie udziału w warsztatach muzycznych dla dzieci okazało się ogromną katorgą. Josh w towarzystwie dzieciaków czuje się nieswojo. Poza tym spotkania ze znajomymi przerodziły się w opowieści o mleku, ropiejących sutkach, kupie itd. Osoby, które co zostały rodzicami, zapominają o tym, że nie każdego bawi taka rozmowa. Nas, bezdzietnych to nie interesuje.
Pewnego dnia podczas swojego wykładu Josh poznaje młode małżeństwo. Jamie i Darby są także osobami związanymi z kulturą. Mężczyzna chce nakręcić film dokumentalny i ogólnie para ta jest bardzo aktywna, jeśli chodzi o spędzanie wolnego czasu. Gdy Josh i Cornelia zaczynają się kumplować z nowymi znajomymi, łapią nowy wiatr w żagle. Okazuje się, że ich wiek nie ma znaczenia, bo wystarczą chęci, wystarczy odpowiednie towarzystwo. Nie ma pieluch, kup, sutków zaropiałych, nie ma problemów z karmieniem i wstawaniem 5 razy w ciągu nocy. Świat znów stał się przystępny, a oni mają znów po 25 lat.
I płynie sobie ta opowieść, płynie swoim wolnym tempem. Pojawia się pewien zgrzyt, ale czy tak naprawdę ma on wpływ na to, co przeżyli Josh i Cornelia? Czy młodość rządzi się swoimi prawami? Pewnie tak, ale starość to nie koniec świata. Trzeba umieć się bawić i nie dostać pieluchowego zapalenia mózgu w momencie, w którym pojawią się dzieci.
Ten film mówi o wielu rzeczach i każdy wyłapie z niego to co jest dla niego odpowiednie najbardziej. Ja wiem jedno. Nie dam się zdziadzieć, a kultura będzie mi towarzyszyć, aż po kres dni.
