ONA: 

Jak już mam oglądać film o miłości, to musi on być niebanalny, po którym mogę sobie spokojnie szlochać, bo wywali ze mnie najgłębiej pokładane emocje. Wolę to od irytacji, widząc kolejny, oklepany happy end, kolejne te same aktorki, na które jest właśnie moda i kolejne miłosne historie, niby inne, ale ciągle takie same. Tymczasem mam dwie ulubione perełki, które działają na mnie za każdym razem jak cebula.

Pierwszy z nich to „PS. I love you”. Ale o nim kiedy indziej.

Drugi to „Brokeback Mountain”, czyli dziś będzie o miłości dwóch facetów.

Mamy rok 1963. Ennis Del Mar i Jack Twist spotykają się pierwszy raz, gdy próbują zatrudnić się przy wypasaniu owiec wysoko w górach. Trafiają pod Brokeback Mountain. Majestatyczna góra będzie świadkiem narodzin niezwykłej więzi i miłości pomiędzy bohaterami. Ich życie zdaje się być już z góry zaplanowane i poukładane, ale los wywija im numer. Początkowo niechętni względem siebie, z czasem zaczynają czuć do siebie coś więcej niż tylko sympatię. Ale lato mija, czas wracać do życia. To co działo się u stóp Brokeback Mountain – tam też zostało. Ennis żeni się z Almą i biorą się za produkcję dzieci, a Jack poznaje Laureen, ponoć najpiękniejszą dziewczynę w Teksasie. I on również decyduje się na małżeństwo. Państwo Del Mar intensywnie próbuje związać koniec z końcem. Małżonkowie imają się różnych prac, ale jest ciężko. Z kolei u państwa Twist jest całkiem dobrze. Niestety, pod przykrywką szczęścia, kryje się wiele problemów. Jack ma zaborczego teścia, u którego dodatkowo pracuje. Tatusiek nazywa się „przewodnikiem stada”, spychając zięcia gdzieś pomiędzy telewizor i lodówkę. Mija kilka lat. Wystarczyła jedna pocztówka, by w „TO” uczucie w bohaterach na nowo zaczęło iskrzyć. Spotykają się ponownie. Wygląda na to, że ta nietypowa sympatia, z czasem zrobiła się jeszcze silniejsza i głębsza. A potem znowu wracają do swojego życia. I to codzienne życie podoba się (i udaje) im coraz gorzej…

A teraz, zanim zaczniesz mówić „Film o pedałach” pomyśl, jakby to Tobie taka historia się przytrafiła. Jakbyś Ty kochał miłością społecznie zakazaną, jakbyś widywał się z ukochanym/ukochaną tak ekstremalnie rzadko, tak bardzo pilnując się, żeby nikt Was nie widział. Nie ważne, czy to miłość do faceta, czy do kobiety. Film o kowbojach-gejach jest tak ekstremalnie smutny, że docenia się każdą chwilę spędzoną z ukochaną osobą. Każdą kłótnię, każdą noc z telefonem w ręku, każdą chwilę tęsknoty i każdy uścisk po rozłące.

Film nie ma dobrego końca. Jeden z bohaterów, w obawie przed wyjawieniem przyjacielskiej tajemnicy, odpuszcza. A potem drugi niespodziewanie umiera. Jedna z końcowych scen, która znowu przenosi nas do ich pierwszego spotkania, doprowadza mnie do spazmatycznego płaczu.

Tak, to jest film, który warto zobaczyć, chociażby z powodu właśnie innej historii miłosnej, niż tych, do których jesteśmy przyzwyczajeni. Ale czy na pewno? Mamy historię z Verony, mamy Tristiana i Izoldę, ale mamy również inną miłość, pokazaną na przykład w „Lolicie”, albo w „Spóźnionych kochankach”.

Tak, warto zobaczyć ten film, bo jest piękny, nie tylko patrząc na sferę scenariusza, ale przede wszystkim na kadry – surowe, męskie, a potem zmysłowe i romantyczne. Rodrigo Prieto pokazał nam dzięki nim dualistyczny świat, pełny światłocieni, świetlnych błysków, pięknej przyrody, gdy kochankowie są razem, a później szary, mdły, okrutny świat – gdy wracają do rzeczywistości.

Tak, warto ten film obejrzeć, bo Ledger i Gyllenhaal (a w tle Williams i Hathaway) dali radę.  Bohaterowie są typowymi kowbojami, surowi, nieco bezczelni, można nawet pokusić się o stwierdzenie, że są niesympatyczni. Dranie? Chyba za mocno powiedziane. Dwoje odludków, to prędzej. Ennis wydaje się być bardziej zamknięty. Jego despotyczny ojciec w młodości pokazał mu świeżo zamordowanego geja, ku przestrodze. Jack natomiast nie boi się planować przyszłości z ukochanym. Jest w stanie tu i teraz zamknąć swoje dotychczasowe życie i zostać z nim na zawsze. Natomiast Alma, żona Ennisa, to postać typowej głupiutkiej kury domowej, z okresu lat 70tych. Zaślepiona miłością do dzieci i męża, wydawać by się mogło, że jest zupełnie bez charakteru. Ale z każdą minutą robi się bardzo zadziorna i w końcu wali pięścią w stół. Laureen, która pochodzi z bogatego domu, która ma wszystko, zaczynając od urody, kończąc na pieniądzach (i tatusia owiniętego wokół jej palca), to zupełnie przeciwny typ charakteru. Wie czego chce, ale gdy Alma nabiera siły, Laureen staje się bierna i szara. Ale tapir i mocno czerwone usta, z nieodłącznym papierosem ma do ostatnich scen.

Ach, jeszcze muzyka. Świetnie dobrana, szalenie minimalistyczna, ale przez to wymowna. Trudno się dziwić, że twórca zgarnął za nią wszystko.

Tak, warto ten film zobaczyć, po prostu.

Ps. Film mówi o życiu. O życiu, które jest bolesne, które ciąży, szczególnie gdy dokonamy złych wyborów. To wcale nie musieli być faceci-kowboje. To mogło dotyczyć każdego.

ON:

Filmów Anga Lee znam kilka. Między innymi fantastyczną „Rozważną i Romantyczną” z Kate Winslet, Emmą Thompson, Hugh Grantem i Alanem Rickmanem. Jego kino zawsze wydawało mi się spokojne, plastyczne i bardzo emocjonalne. Podobnie jest z „Tajemnicą Brokeback Mountain”,  filmem, który oglądałem tylko raz i to bardzo późno po jego premierze. Myślę, że tak jak w przypadku filmu „Requiem dla snu”, tak i tutaj jest to obraz na jeden raz. Film Aronofskiego zabijał swoją obrazowością i brutalnością. Uważam, że powinni puszczać go w gimnazjach dzieciakom, aby się dobrze zapoznały z tematem narkotykowych konsekwencji.

Poruszany przez Anga Lee temat, jest ciężkim, ale na inny sposób. Homoseksualizm to nadal tabu, potępiane w wielu środowiskach i krajach. Miłość między dwojgiem mężczyzn czy kobiet była jeszcze bardziej niezrozumiała, nawet w niedalekiej przeszłości i to w krajach o wysokiej tolerancji społecznej. W 1963 roku w USA spotyka się przy wypasaniu owiec dwóch młodych mężczyzn – Ennis i Jack. Wysłani przez ich pracodawcę na majestatyczną górę Brokeback, nawet nie spodziewali się z czym przyjdzie im się zmierzyć. Kolejne dni i tygodnie przybliżają ich do siebie i z męskiej przyjaźni zaczynamy mieć do czynienia z romansem. To, co rozpoczęło się na zboczach góry, nie zostało tam pochowane. Minęło lato. Każdy z mężczyzn pojechał w swoją stronę, przecież ich losy z góry już były ustalone. Obaj mieli założyć rodziny, zająć się własnym życiem. Tak mija 4 lata. Ennis poślubia Almę i z tego związku na świat przychodzą dwie córki. Wiodą, życie spokojne i skromne, nie wygląda aby coś miało się zmienić. Jack poznaje Lureen. Bardzo szybko biorą ślub, a on rozpoczyna pracę w firmie teścia. Ale zasiane na górze ziarno zakiełkowało w środku obu mężczyzn. Po czterech latach od wydarzenia na Brokeback, Enis otrzymuje od Jacka pocztówkę, z której dowiaduje się iż jego partner przyjeżdża na kilka dni do Wyoming. Okazuje się, że cztery lata rozłąki tylko wzmocniło to, co mężczyźni chcieli zachować w tajemnicy.

Ang Lee starał się zerwać z tabu i udało mu się to idealnie. Przez kontrowersyjność obrazu, w wielu miejscach był on zakazany w dystrybucji (Chiny, czy też amerykańsk stan Utah). Dzięki kontrowersji film dotarł na pewno do większej ilości osób, niż wstępnie przewidywano. Księża potępiali film z ambon, stare dewoty zrywały plakaty. Standard kiedy mamy do czynienia z czymś, co nie do końca jest zrozumiałe.

Napisałem, że film jest obrazem na raz. Dlaczego? Bo po mimo świetnej, subtelnej gry Heath’a Ledgera i Jake’a Gyllenhaala, mimo pięknych zdjęć oraz muzyki, nie odkryjemy w tym obrazie niczego więcej. Po raz kolejny będzie to ta sama historia o dwójce mężczyzn, których uczucie pojawiło się w nieodpowiednim miejscu i czasie. To trochę jak film „Obywatel Milk” z Seanem Penem – widziałem go raz, czego nie żałuję. Wracać jednak do niego nie będę, po prostu to nie moje kino. Bo, jak by nie patrzeć, to dramat o niespełnionej, niezrozumiałej i nie zawsze dozwolonej miłości.

Mimo wszystko to film, który każdy powinien zobaczyć przynajmniej ten jeden jedyny raz.