
Czasami już na etapie oglądania trailerów wiesz, że jest chemia, że iskrzy, że MUSISZ, serio – MUSISZ NAJBARDZIEJ obejrzeć to dzieło, gdy tylko trafi do kin.
Baby Driver – recenzja
Ja tak miałam z „Baby Driver”. To było TO. Muzyka, charakterni bohaterowie, fajna intryga… A ja z zawalonym grafikiem, listami „to do” ciągnącymi się jak mur chiński, z totalnym brakiem czasu na cokolwiek…
Moi znajomi rzucili się do kin. Wszyscy zachwyt, a ja trzaskam taski. Miałam wrażenie, że obejrzałam go jako ostatnia.
I wiecie co? Nie zawiodłam się. Damn! To jest to!!! Ten film jest świetny!
Baby to młody chłopak, który ma nieco pokopaną przeszłość. Teraz „pracuje” na usługach pana o ksywie Doc (Kevin Spacey – na którego po obejrzeniu „House of Cards” nie mogę patrzeć). Jego zadanie jest proste: podczas gdy ekipa Doc’a rabuje co się da, Baby siedzi w samochodzie, a gdy cała wycieczka jest już spakowana, on jedzie. Nie, nie jedzie… on SPIERDALA. Zawsze skutecznie. Zawsze w swoim stylu… Bo jeśli chodzi o styl, to młody ma go od ZA-JE-BA-NIA.
Oczywiście, wygląda to tak, że i nasz dzielny kierowca dostaje swoją działkę od Doc’a. Niestety, tak nie jest. Ale zostało ostatnie zlecenie. Po tym, Baby ma być już wolny.
Chłopak poznaje dziewczynę. Iskrzy jak cholera. Już, już, już prawie wydaje mu się, że wszystko się poukłada. A GÓWNO. Doc mówi ładnie „Dobry wieczór” i zaczyna się kolejna akcja. I tu zaczyna się wirowanie mózgu.
Zacznijmy od plusów: film jest świetnie zmontowany, świetne udźwiękowiony, zagrany i ma kapitalną fabułę, która przepełniona jest akcją i zwrotami. Aktorzy? Mega. Wszyscy. Nawet te totalnie tylne role. Ale oczywiście cała uwaga skupiona jest na młodych. W tle czają się ci źli, ci, którzy już totalnie zapomnieli o istnieniu dobra, ale w sumie ich też da się jakoś „wytłumaczyć”. Totalnie zły jest tu Bats (Jamie Foxx), a Doc zaskoczy wiele razy.
Kolejna sprawa: muzyka. Serio. Muzyka, bardzo retro, bardzo stylowa i klimatyczna. Świetnie podbija to, co dzieje się w filmie. Gówniarz ma rewelacyjny gust, nie ma co! I właśnie – ten film przesycony jest STYLEM! Ostatni raz czułam takie „coś” oglądając „Kryptonim UNCLE”.
Wady?
Brak. Bez kitu. Ten film nie ma wad. Jeśli o mnie chodzi, to mogłoby tu być ciut więcej dowcipu, ale tak sobie teraz myślę, że to z pewnością naruszyłoby ostrą, nieco brutalną fabułę. Niech więc tak zostanie.
„Baby Driver” to najlepszy film tych wakacji, jeśli oczywiście chodzi o kino lekkie i odmóżdżające. Bo obawiam się, ba – jestem pewna, że film, o którym napiszę jutro, zgarnie tego roku… WSZYSTKO!
