
Zacznę od czegoś, co zachwyciło mnie zanim jeszcze przeczytałam książkę. Ilustracje w tej opowieści wykonała Anna Łazowska i są one absolutnie przepiękne. We mnie obudziło się dziecko na maksa i nagle zapragnęłam malować. Są świetne.
Renata Kijowska – Kuba Niedźwiedź. Historie z gawry – recenzja
Tymczasem dalej: Renata Kijowska to „pani z telewizji”. Znam twarz, znam nazwisko. Nie wiedziałam tylko o tym, że wspaniale pisze. I jak sama wyjaśnia: książka ta powstała dlatego, że jej synowie byli znudzeni nudnymi historiami, więc dla nich stworzyła historię z pazurem.
Kuba to niedźwiadek. Ma brata – Benka. Są totalnie różni! Ale to, co ich łączy, to niepohamowany apetyt. Ciągle im mało przygód i… przekąsek. W ich codziennym buszowaniu po lesie towarzyszy im narwana wiewióra – Wióra i lis Staszek. A mama niedźwiedzica ostrzegała…
Prędzej czy później zwierzaki z lasu poznają dziwne zwierzę, które żyje poza lasem. Nie ma za dużo futra, chodzi na dwóch łapach, mówi…
Zwierzaki poznają człowieka.
Historia niedźwiadków jest absolutnie urocza i pocieszna. Wciąga – serio – ta historia wciągnęła nawet niespełna 32-letnią kobietę, która pisze to dla Was. Najchętniej bym chciała, by ktoś mi ją przeczytał, gdy ja leżę pod kocem, po ciężkim dniu, gdy nie mam ochoty na film, a po prostu na coś, co sprawi, że zapomnę o wszystkim.
To jedna z tych książek, które warto mieć w domowej biblioteczce, zwłaszcza, gdy po mieszkaniu biegają bose stópki, wiecznie żądne przygód.
Bardzo mnie ta historia rozczuliła.
