ON:
Najbardziej nie lubię ciemnego pokoju około 3 rano. Dom wtedy żyje swoim własnym życiem. Ściany i meble przeciągają się po całym dniu nicnierobienia i wydają swoje dobrze nam znane dźwięki. Lodówka buczy zawsze w tym nieoczekiwanym momencie, w którym staram się nasłuchać, czy ktoś nie chodzi po mieszkaniu. W sypialni przeważnie jest tak ciemno, że nawet wzrok, który stara się przyzwyczaić do mroku, poddaje się. Wydaj mi się, że w ciemnych kątach czyhają jeszcze ciemniejsze kształty, które w skupieniu obserwują świat im niedostępny. Czasami zdarza się, że łącząca oba wymiary zasłona pęka, a my stajemy w oko w oko z największymi koszmarami. O takich miejscach, o mostach i przejściach pomiędzy „Tym” i „Tamtym” pisał Neil Gaiman. Uważam go za niedoścignionego mistrza budowania nastroju.
Jakiś czas temu odezwało się do mnie wydawnictwo NOVAE RES z pytaniem, czy nie chciałbym zabrać się za recenzję „Wieży”, książki, której autorem jest Ahsan Ridha Hassan. Przeglądając materiały prasowe zauważyłem, że dzieło to przyrównuje się do mistrza Gaimana. To właśnie ta wzmianka przekonała mnie do zabrania się za ten tomik.
Prawdą jest, że za lekturę zabierałem się bardzo długo. Cały czas coś przeszkadzało, coś stawało na drodze. Wreszcie nadszedł dzień, w którym uporałem się z „Ofiarą 44”, i łyknąłem „Starość Aksolotla” Jacka Dukaja, która swoją drogą czeka na recenzję i zabrałem się za niepozorną „Wieżę”.
Ahsan Ridha Hassan postawił swoje dzieło na dwóch bardzo twardych fundamentach. Pierwszym jest umiejscowienie akcji każdego z opowiadań w Polsce, drugim – budowanie niesamowitego klimatu, który doceni każdy fan „grozy”. Pamiętam Grzędowicza i jego pełne mroku ulice, poukładane z kostki drogi pomiędzy starymi kamienicami, pamiętam świra w piwnicy, pamiętam drugą stronę, która tak bardzo chciała wejść do naszego świata. To samo zrobił Hassan – stworzył plastyczne twory, które mogą nas zachwycić i wchłonąć, pomimo tego, że przepełnione są mrokiem i strachem. Każdy mężczyzna z opowiadań tego autora może być kimś kogo znamy lub może sami nim jesteśmy. Wielu z nas miało bowiem podobne problemy, które okazywały się większym horrorem, niż ten pokój o 3 nad ranem, w którym senne mary nachylały się nad naszym łóżkiem.
Tytułowa „Wieża” wydaje mi się najmocniejszym elementem tego zbioru. Skrupulatnie opowiedziana historia pewnego małżeństwa i jego kryzysu, a może rozpadu? Trochę kingowska budowa i pewne elementy powodują, że uśmiechamy się pod nosem. Przecież znamy „tego” faceta, o którym napisał autor, to on w innej książce chciał napisać swoje dzieło, aby to zrobić wyjechał do… Nie będę spojlerował, bo bardziej rozgarnięci domyślą się o co mi chodziło. Mamy to małżeństwo, które boryka się z codziennością, mieszkając w małym podkrakowskim domku, a w ich ogrodzie pojawia się wieża. Skąd? Jak? Tego nie wie nikt. Po prostu jest. Przerzucamy kolejne strony i zaczynamy się wciągać w ten świat, ten majak, który miesza w głowie nie tylko bohaterom, ale i nam. Gdzieś tam przecież musi być odrobina bezpiecznego świata, takie miejsce, o jakim czytaliśmy w „Zerze” Kathe Koji. Tutaj zdaje się go nie być. Właściwie sprawdźcie sami.
Ahsan Ridha Hassan dał nam pięć dzieł. Wszystkie trzymają mniej więcej równy poziom, na czele zaś stoi „Wieża”. Na pewno nie mamy do czynienia z polskim Gaimanem, ale wiele z mistrza tutaj znajdziemy, a osoby czytające książki wyłapią jeszcze inne drobne smaczki. Najlepsze jest to, że nie kopiuje on stylów autorów, ale tworzy własny, który po odpowiednim doszlifowaniu będzie naprawdę niezły. Jeśli macie na zbyciu około 30 złociszy, to warto je wydać na tę książkę, a już na pewno powinni ją zakupić wszyscy fani grozy.
