ONA:
Jeden z moich ulubionych filmów. Film, który mnie wzrusza i porusza za każdym razem, gdy go oglądam. Film na gorsze i lepsze momenty. Film o życiu, ludzkim losie i wyborach. Film o mężczyźnie: wysokim, wyprostowanym, który dużo robi. Film o mężczyźnie, który przedstawia się jako Gump. Forrest Gump.Jest „Forrest Gump” a potem długo, długo nic, jeśli chodzi o pozytywne dramaty o życiu przeciętnie-wybitnych jednostek. Fakty mówią same za siebie: Oscary w najważniejszych kategoriach, same wysokie noty w rankingach i ocenach. Twórcy stanęli na rzęsach, by zrobić jedną z lepszych produkcji filmowych. Produkcji, która przejdzie do historii kinematografii, która zachwyci kolejne pokolenie (i robi to od 18 lat!) – i udało im się to.
Historia stworzona jest na podstawie powieści Winstona Grooma o tym samym tytule. Tytułową rolę zgarnął Tom Hanks, którego kariera po tym filmie trysnęła jak młody siur. Do tej pory był znany z durnawych komedyjek, nie mówię, że są one słabe, ale wybitnie lotne to to nie było. Uwielbiam jego młodą buzię w „Bachelor Party” i w „The Money Pit”. A w „Turner i Hooch” doprowadził mnie to ekstremalnego wzruszenia. W „A League od Their Own” próbował ujarzmić babską drużynę baseballową, a w „Philadelphii” miał AIDS. Nie lubię jego kreacji w tych wszystkich komediach romantycznych z lat 90., bo one na jedno kopyto są. A po „Forrescie…” niezależnie w czym grał, było to dobre! Warto również wspomnieć o reżyserze, czyli o panu Zemeckis. Nie nakręcił on filmów jakoś wybitnie dużo. Między kolejnymi miał czasem wieloletnie przerwy. Ale ja go uwielbiam za „Back to the future”, za „Death becomes her”, za „Cast away”… Jego produkcje momentalnie okrywają się chwałą, jest niczym mityczny król, zmieniający wszystko w złoto. Scenariusz jest dziełem Erica Rotha, który jest strasznie, strasznie nierówny, jeśli chodzi o twórczość. Dla mnie, jednym z jego lepszych dzieł, obok historii Forresta, jest „The Horse Whisperer” i „Munich”. Reszta średnio mi cokolwiek urywa. Idźmy dalej. Zdjęciami zajął się Don Burgess, wyszło mu to całkiem nieźle, szczególnie gdy widzimy Forresta na „tle”, niezależnie, czy jest to przepiękny krajobraz, czy tłum ludzi. Jest to kapitalny zabieg, który uwielbiam oglądać. Ale nie tylko to wpłynęło na stworzenie genialnego klimatu. Odpowiedzialna za to jest muzyka, która odzwierciedla wszystko to, co widzimy. Połączenie kapitalnej ścieżki stricte filmowej z muzyką „z epoki”. Soundtrack z „Forresta Gumpa” jest kwintesencją tego, co ja uwielbiam. Zaczynając od Joan Baez, przec CCR, panią Franklin, pana Dylana i Hendrixa, skończywszy na The Doors. Po tym filmie zakochałam się w Lynyrdzie Skynryd. Alan Silvestrii za pomocą dźwięków, przeniósł nas do cudownych lat 60tych i późniejszych, kiedy na świecie były jeszcze ideały i wartości.
Sama historia Forresta Gumpa pokazana jest w sposób ciekawy. Mamy lata (wtedy) współczesne. Dorosły mężczyzna, ubrany w garnitur i solidnie znoszone i ubrudzone buty, siedzi na przystanku. Zaczepia obcą kobietę i zaczyna opowiadać jej historię swojego życia. Pani początkowo jest zupełnie zniechęcona, ale Forrest robi to w sposób urzekający i wciągający. Przenosimy się do Alabamy, na moje oko lat 50tych. Widzimy głównego bohatera i jego matkę (genialna rola Sally Field). Widzimy też ohydne szyny, które wzmacniają jego nogi, narażając jednocześnie na kpiny całego otoczenia. I tak lawirujemy pomiędzy tym co było, a co jest. Forrest kolejnym swoim towarzyszom opowiada różne historie z jego życia. Dowiadujemy się jak poszedł do szkoły i jak bardzo jego mama dbała o jego wykształcenie, mimo, że „normy” na to nie pozwalały. Widzimy jego pierwsze spotkanie z Jenny, kobietą jego życia, którą pokochał od pierwszego wejrzenia, będąc gówniarzem. Widzimy jego problemy z rówieśnikami i dowiadujemy się jak to się stało, że „wiejski głupek” stał się gwiazdą drużyny footballowej, dzięki której mógł pójść na studia (i je skończyć!). Potem czas na wojsko i wojnę w Wietnamie. Tam poznaje dwie osoby, które bardzo wpłynęły na jego życie. Pierwszą z nich jest czarnoskóry Baba, który zaproponował mu spółkę w firmie krewetkowej, po czym umarł, a drugą jest porucznik Dan, któremu Forrest uratował życie, dosłownie i w przenośni. Tak, Forrest stał się bohaterem wojennym, za co nagrodzono go orderem. W wojsku zainteresował się tenisem stołowym i w tej dziedzinie również okazał się bogiem. Kiedy piekło wojny już minęło, zaczął robić to, co obiecał przyjacielowi i co? Znowu pełny sukces – jego kuter jako jedyny przetrwał huragan, więc zaczął trzepać niebotyczne sumy na krewetkach. Pomagał mu w tym porucznik. Podsumowując. Forrest w trakcie swojego życia był: footballistą, bohaterem wojennym, uznanym pingpongowcem i milionerem. Ale jego życie dalej było puste. Dla niego wszystkie tytuły i pieniądze świata były niczym, w porównaniu do Jenny, jego przyjaciółki z dzieciństwa, która przewijała się przez życie. Pojawiała się nagle i równie nagle znikała, zostawiając coraz większe szkody i spustoszenia. Gdy po raz kolejny wyszła z życia Forresta jak z kibla, coś w nim pękło i zaczął biec. Biegł wyznaczając sobie coraz dalsze cele. Dobiegł do oceanu, więc postanowił pędzić w drugą stronę. Trwało to ponad 3 lata. Po raz kolejny media zaczęły o nim trąbić. Dla wielu osób stał się inspirację, a w telewizji dostrzegła go ukochana. Pewnego dnia, gdy po prostu się zmęczył, stwierdził, że już dość przebieżki i czas wracać do domu. A potem dostał od Niej list, że zaprasza go do siebie. I tu kończą się retrospekcje, bo właśnie w mieście, w którym mieszka Jenny, Forrest czeka na autobus… W mieszkaniu czeka na niego niespodzianka, w postaci małego, uroczego chłopca. Maluch ma na imię Forrest. Tak jak jego tato… Historia ma słodko-gorzkie zakończenie, bowiem Jenny znowu odchodzi.
Film jest przepiękny. W zderzeniu z typowym komedio-dramatem jest jak dla mnie jak creme burlee. Jest ulubionym deserem, którego nigdy nie mam dość, bo zawsze jest dobry, zawsze smakuje wyśmienicie.
ON:
Ponieważ Paulina opisała film w sposób wręcz wybitny, nie będę wchodził jej w paradę. Ode mnie tylko kilka zdań.
„Forrest Gump” jest dla mnie filmem genialnym, a Tom Hanks, wcielając się w tytułową rolę, udowodnił wszystkim, którzy jeszcze w to nie wierzyli, że jest aktorem wyjątkowym. Miał on już jedną rolę życia w „Filadelfii”, ale po „Gumpie” przeskoczył wszystko, w czym do tej pory grał. Dla mnie jest mało dzieł filmowych, które zachwalam, ale w tym przypadku nie ma się co oszukiwać – ten film zasługuje na wszystkie superlatywy.
Niby jest to dramat obyczajowy, ale z dużą ilością elementów humorystycznych, dzięki czemu cała historia nie jest dołująca i przybijająca, a wręcz przeciwnie jest ciepła i czasami bardzo urocza. Poznajemy w niej życie Forresta, które zaczyna się w wieku szkolnym, a kończy w czasach współczesnych. Cała jego opowieść wpleciona jest w historię Ameryki, a poprzez dziwne zbiegi okoliczności, czasem historie wręcz nieprawdopodobne, dochodzi do jego spotkania z osobami sławnymi, publicznymi, z kolejnymi prezydentami USA. Forrest z racji swojego niskiego IQ, jest trochę naiwny, ale jego atutem nie jest inteligencja, ale wielkie serce, coś czego wielu osobom po prostu brakuje. Dzięki swoim spontanicznym czynom i słowom pomógł osobom, które zwracały się do niego z poradą. Każda taka mała historyjka pokazuje kolejne dni, poznajemy jego karierę na studiach, w armii, jako współwłaściciela „jakiejś firmy sadowniczej”. Ogólnie, zawsze po wszystkich wydarzeniach, nawet tych najgorszych, spadał na cztery łapy. Tylko w miłości nie ma szczęścia. Jedna jedyna osoba, którą zawsze kochał, nigdy nie pozwoliła mu się do siebie zbliżyć, dając nadzieję zostawiała go w końcu samemu sobie. To także opowieść o tej nieszczęśliwej miłości.
„Forrest Gump” zaskoczył mnie gdy widziałem go kilkanaście lat temu, tak samo jak zaskoczyło mnie „American Beauty”, które pojawiło się w kinach i ostro namieszało w boxoffice. Ilość nagród jakie przypadły Gumpowi, wprost szokowały i mnie szokują nadal. Mało filmów może poszczycić się takim zbiorem statuetek. Jeśli ktoś jeszcze nie miał okazji tego dzieła oglądać, to marsz do sklepu i kupować.
PS. Uważam, że ukochana Jenny, jest egoistycznym ścierwem, które wykorzystało Forresta, jak tylko mogło.
