ON:

Dziś na Marudzeniu miał być zupełnie inny wpis, ale wczorajsza i właściwie dzisiejsza sesja z Andrzejem spowodowała, że poczułem obowiązek uratowania waszych dusz przed tym tworem, rakiem złośliwym, jakim jest Kane & Lynch 2: Dog Shit znaczy Days!

Podczas gry zastanawiałem się jak można było tak zniszczyć markę, która pojawiła się kilka lat wcześniej i zdobyła duża przychylność recenzentów? Widać nie trzeba było dużo pracy. Wystarczyło po prostu zepsuć wszystko, co wcześniej działało bardzo sprawnie. Czasami wydaje mi się, że twórcy gier traktują wszystkich jak casuali, łykających każdy shit, jak ciasteczko z wisienką. Zapominają o tych corowych graczach, takich jak ja, czy kumple z TA, którzy oceniają produkcje w zupełnie inny sposób. Nie patrzymy na grafikę, nie patrzymy na wiele rzeczy, ale jeśli potrafię przejść Gearsy na insane, czy Halo na legendarny, to dlaczego do jasnej cholery medium w K&L2 daje mi w kość?

Historię, jaką opowie nam ekipa IO Interactive, dzieje się na ulicach Szanghaju. Zaczyna się dość ostro, bo jakiś kolo traktuje skrępowanych panów Kane’a i Lyncha nożem stolarskim. Stop! Cofamy się dwa dni wstecz. Na lotnisku po długiej podróży, jaką przyszło nam odbyć, odbiera nas Lynch. Mamy z nim spędzić swoiste wakacje, polegające na wykonaniu ostatniego zlecenia dla lokalnej mafii. Nie wszystko jednak idzie jak powinno i zaczyna się sraka. Koleś, którego mamy spotkać, bierze nogi za pas, a na samym końcu podrzyna sobie gardziołko. No to dupa! Czas zacząć grzebać w brudach i dowiedzieć się o co chodzi? Scenariusz jest nijaki, zwroty akcji, przeskoki pomiędzy lokacjami to tylko pretekst do wyrzynania kolejnych fal wrogów, którzy wyskakują na nas w coraz to nowszych miejscach. Nie wgłębiajmy się w samą historyjkę, bo płytka jest i wydaje się naciągnięta jak guma w majtach Homera Simpsona. Skupmy się na rozgrywce.

Opowieść miała być filmowa w taki garażowy sposób. Wszystkie wydarzenia zdają się być dokumentowane przez kogoś trzeciego, kto towarzyszy naszym bohaterom. Ten trzeci ma ze sobą jakąś chińską, tandetną kamerkę i kręci wszystko z ręki. Na obraz nałożony jest VHS-owy, pełen szumów filtr, a gdy biegniemy cały ekran rusza się, jak spocony bosman na okręcie podczas sztormu. Dodatkowo wszelkie części niesforn, lub elementy uznane za brutalne są wypikselowane, jak w programach informacyjnych. Nie zobaczycie więc pindora pana Lyncha, ani boobsów nagiej prostytutki, nie będzie wam też dane zobaczyć co się stało z głową kolesia po bezpośrednim trafieniu. Smuteczek. Związek ze słabym prowadzeniem kamery ma system celowania. Zgadnijcie co? Jest tak samo zjerdolony jak reszta gry. Zrobić headshota to skill wyjątkowy. Poza tym przeciwnicy są nieziemsko odporni na ołów. Możliwe, że mają jakoś zmodyfikowane geny i nie są im straszne kule z pistoletów i karabinów.

Mało? Dobra, aby nie było za prosto, to twórcy rzucają na nas hordy przeciwników, mówię serio. Są miejsca gdzie jest ich 15-20 na raz. Kolesie biegną do ciebie, potrafią teleportować ci się na plecach lub robić kilkumetrowe susy. Jakim cudem? Nie wiem, może ta modyfikacja genetyczna to jakieś odpady po X-menach? My także jesteśmy jacyś inni. Potrafimy złapać przeciwnika przez ścianę, amunicję także podniesiemy, nawet jeśli znajdzie się za wysokim murem.

Przez całą grę biegamy po ciasnych uliczkach i korytarzach budynków, a na samym końcu lądujemy na lotnisku, z którego musimy uciec przedostając się na pokład pasażerskiego samolotu. Przeszkodzić będą nam w tym chciały kolejne fale antyterrorystów, czy jakiejś innej hołoty. Dlaczego wszyscy w Szanghaju chcą nas zabić? Tego nie wie nikt, chyba nawet scenarzyści. Jest słabo.

Jeśli stawiałbym oceny na marudzeniu, to Kane & Lynch 2: Dog Days otrzymałby maksymalnie 4.0. Jest to tytuł od dużo gorszy od przeciętnego 50 Cent: Blood on the Sand. Tam przynajmniej rozwałka dawała mi przyjemność, tutaj czekałem, aż przykry obowiązek się skończy. Jest słabo, tak samo słabiutki jest multiplayer, który nie ratuje singlowej rozgrywki. Nie dziwie się, że gra bardzo szybko zeszła z fullprice do ceny, jaka od początku powinna widnieć na opakowaniu. Szczerze nie polecam. Jeśli szukacie czegoś do pogrania w coopie na xbox360, to lepiej zaopatrzcie się w Gears of War lub Army of Two.