ON:
Piekło dzieciństwa może spowodować, że nasze przyszłe, dorosłe życie, potoczy się w sposób brutalny i nieprzewidywalny. Nie każdy ma możliwość wystartować w ten sam sposób, jedni mają łatwiej, inni trudniej, taka jest naturalna kolej rzeczy. Nie można jednak przekreślać człowieka tylko dlatego, że pochodzi z patologicznej lub rozbitej rodziny. Dodatkowo ważne jest, aby pamiętać, że nawet w tak popieprzonych warunkach rodzą się uczucia, takie jak miłość i poczucie wzajemnej odpowiedzialności.
Dziś będzie o „Conviction” dziele dość specyficznym. Jest to opowieść oparta na faktach, a wydarzenia, o którym mówi, miały miejsce w drugiej połowie lat 80-tych zeszłego stulecia. Podwaliny pod ten dramat są dość solidne, bowiem gdy przejrzycie sobie oficjalną stronę „Innocence Project” to znajdziecie wszystkie fakty i informację na temat zdarzeń, które działy się wiele lat temu. Wszystko od początku wskazywało, że aresztowanie i proces Kenny’ego Wetersa byl swoistym polowaniem na czarownice, a mężczyzna zawinił sobie tym, że już wcześniej miał zatargi z prawem.
Rodzeństwo Wetersów należało właśnie do tych, którzy nie mieli lekkiego dzieciństwa. Jednak pomimo przeciwności losu – Betty i Kenny stali się zżytą parą. Już od najmłodszych lat ta dwójka poszłaby za sobą w ogień. Jak było kiedyś, tak jest i dziś. Pomimo zatargów Kenny’ego z prawem, siostra zawsze stawała po jego stronie. Nigdy nie wierzyła, że brat mógł zrobić coś strasznego, każde oskarżenie wydawało się jej bezpodstawne. Wiadomo, koleś miał swoje za uszami, ale w pewnym momencie oprzytomniał. Starał się ustabilizować, urodziła mu się córka, a on sam wstąpił na ścieżkę prawego obywatela. Niestety, jeden dzień stał się dla niego niezapomnianym. W dniu pogrzebu dziadka do kościoła wkracza policja i aresztuje mężczyznę. Zarzuca mu się morderstwo kobiety. Kolejne wydarzenia, to seria absurdalnych procesów i przesłuchań. Przeciwko jego osobie zeznają jego żona i była kochanka, a on sam znajduje się w sytuacji bez wyjścia. Nikt nie staje po jego stronie, tak więc wyrok może być tylko jeden. Winny.
Gdy brat ląduje w więzieniu, jego siostra jest już żoną i matką. Stara się prowadzić normalne życie, ale domniemanie niewinności brata nie daje jej spokoju. Mijają kolejne dni i miesiące, a ona nie może nić zrobić, wreszcie wpada na pomysł – zostanie prawnikiem. Studia w tejże dziedzinie nie należą do lekkich. Kobieta zaniedbuje dom i rodzinę, by tylko skupić się na zdobyciu dyplomu, a studia prawnicze trwają. W końcu po wielu nieudanych egzaminach nadchodzą upragnione wyniki. W tym momencie Betty może oficjalnie zacząć reprezentować brata w sądzie i po raz kolejny rozpatrzyć wyrok.
Film ten nie należy do najgorszych, chociaż najsłabszym jego ogniwem może wydawać się Hilary Swank, aktorka, która ma wiele braków. Dlatego pomimo wszystko watro go zobaczyć.
ONA:
Mówisz, że kochasz, tak? Że kochasz ponad wszystko i dla tej osoby jesteś w stanie zrobić wiele. Ile to jest „wiele”? Jak daleko posuniesz się dla tej miłości? Ile poświęcisz? Ile postawisz w tej grze? Sporo? Dużo? Wszystko? A co, jeśli przegrasz? Pomyśl o osobie, którą kochasz. Którą kochasz miłością bezgraniczną, potężną. Gdybyś ją stracił – co byłbyś w stanie zrobić, by ją odzyskać, by ponownie mieć ją przy sobie?
Betty (Hilary Swank) i Kenny (Sam Rockwell) to rodzeństwo po dość paskudnym dzieciństwie. Teraz, gdy są dorośli, gdy wreszcie wykopali się z dawnych spraw, mogą być – po prostu. Kochają się na zabój. Są swoimi bratnimi duszami. Mimo tego, że mają swoje rodziny – nadal dla siebie są najważniejsi. Sielankę przerywa tragedia – śmierć pewnej kobiety, która została – delikatnie mówiąc – zadźgana. I wszystko wskazuje na to, że zrobił to Kenny. Aresztowanie, przesłuchanie, potem proces – wyrok jednoznaczny: dożywocie. Wszystkim świadkom nagle się poprzypominało, że mężczyzna jest porywczy, ma awanturniczy charakter i wiele za uszami. Wygląda na to, że resztę życia spędzi za kratkami, w pomarańczowym mundurku, że nigdy nie pozna swojej córki, że jego życie się rozpadnie, runie jak domek z kart. Wszyscy się od niego odwrócili, nawet Ci najbliżsi. Wszyscy, poza Betty, która od samego początku wiedziała, że jej brat jest niewinny. Obsesyjnie drążyła temat, szukała materiałów, dowodów, poszlak. Poszła nawet na studia prawnicze tylko i wyłączne w jednym celu: żeby wyciągnąć brata z więzienia. Po drodze jej synowie urośli, a małżeństwo rozpadło się. Czy to zauważyła? Podejrzewam, że trochę tak. Starała się jak mogła, by pogodzić wszystkie obowiązki – żony, matki, siostry, studentki, a potem prawnika, zaangażowanego w sprawę. Nie wyszło jej to. Czy przegrała życie? Nie chcę spoilerować, ale w pewnym momencie filmu, zaczęła się niezła pogoń: za czasem, za dowodami, za ludzka przychylnością. Betty stanęła przed wyborem: albo udowodni całemu światu niewinność brata, kulawość systemu sądowego i „niefajność” ludzi, albo przegra wszystko.
My jesteśmy przyzwyczajeni do skretyniałego systemu prawniczego. Pieprznięte kobiety, które dostają dzieci pod opiekę tylko temu, bo je urodziły, zawiasy dla pedofilów i więzienie za kradzież wafelka – u nas to norma. Ale okazuje się, że nie tylko u nas. Wystarczy nieco podkręcić zeznania, by wpakować człowieka na resztę życia do więzienia, wypalając na jego duszy piętno morderstwa. „Wyrok skazujący” to film, który podobał mi się i to bardzo. Nie liczcie tu na jakąś spektakularną akcję, ale tajemnica jest. Poza tym, to dzieło, które w dość wymowny sposób mówi, że nie wolno się poddawać aż do samego końca. Aż do totalnej pewności. W życiu każdego człowieka potrzebna jest chociaż ta jedna osoba, która w niego wierzy. Nie chodzi tu tylko o wiarę w niewinność, tylko po prostu o wiarę, która pokonuje nasze własne wątpliwości, nasz strach, nasze obawy.
Nie przepadam ani za Swank, ani za Minnie Driver, której powierzono tu role drugoplanową. Do moich ulubieńców nie należy też Peter Gallagher – ale to zupełnie nie ma znaczenia. Kreacje, które stworzyli, razem z Rockwellem były bardzo udane. Bohaterowie nie tłamszą, a wciągają w historię, która swoja drogą – miała miejsce naprawdę. Jeśli chodzi o fabułę – intryguje ona, mimo, że mamy ogromne wrażenie, że to przepychanka papierkowo-urzędowa o to w kim jest więcej zapału by dowieść swego. Po drodze miałam wiele momentów zawahania – niby już mi się wydawało, że trafnie rozpracowałam tajemnicę, a tu skucha. To dzieło na jeden raz – ale i tak warto.
