ON:
Książkowa fantastyka ma to do siebie, że może w bardzo zawoalowany sposób przypieprzyć w pysk polityce, ustrojowi, grupom społecznym i mniejszościom etnicznym. Może to zrobić i co najlepsze, ci co w pysk dostają, nawet nie zdają sobie z tego sprawy. Fantastyka naukowa, która pojawiała się w latach 50, 60, 70, czy 80 ubiegłego stulecia, to niewyobrażalna klasyka, która nie ma sobie równych. Wiele dzieł, pojawiających się w tamtych latach przemycało do popkultury treści zabronione. Tak między innymi było z „Kawalerią Kosmosu” Roberta A. Heinleina.
Wydana w 1959 roku powieść dość szybko została doceniona przez czytelników i już rok później zgarnia HUGO za najlepszą książkę. Heinlein stworzył praktycznie nowy gatunek, zwany militarnym science-fiction. Nie obeszło się jednak bez fali krytyki i oburzenia w związku z gloryfikacją militaryzmu i przemocy, która na kartach „Kawalerii” jest dość powszechna. Oburzenie wzbudziły także kwestie polityczne i społeczne, o których można w „Starship Troopers” przeczytać.
Głównym bohaterem noweli jest Johnnie Rico, młody filipiński żołnierz, który zaczyna swoją karierę w armii. W przyszłości stworzonej przez autora, prawa obywatelskie posiadają tylko osoby, które odbyły lub odbywają służbę wojskową. Podobny pomysł pojawia się później na kartach „Wiecznej Wojny” Haldemana. W szarpanej konfliktami galaktyce wydaje się to rozwiązanie bardzo poprawne, tym bardziej, że ludzkość zagrożona jest przez insektoidalne stwory zwane potocznie „robalami”. Inwazję i wojnę obserwujemy oczami właśnie tego młodego rekruta. Widzimy jak pnie się po szczeblach wojskowej kariery, jak spędza kolejne dni na wykładach, jednocześnie obserwujemy go w akcji, kiedy to staje oko w oko z niebezpieczeństwem. Jednak walka z najeźdźcą to tylko przykrywka. Prawdziwa powieść zaczyna się w innym miejscu, a mianowicie w głowie Rico. Przez jego osobę pisarz rozprawia się z różnymi aspektami codzienności, takimi jak: prawo do głosu, cnoty obywatelskie, kara śmierci, czy przestępczość. Ogromna część wydarzeń opisanych na kartach powieści dzieje się w szkole wojskowej, podczas kolejnych lekcji. Na nich będzie okazja spotkać się z prowadzącym lekcje emerytowanym podpułkownikiem Jeanem V. Dubois, który wykłada Historię i filozofię moralną. Jego ustami przemawia sam Heinlein. Wielokrotnie pojawi się ukryta krytyka demokracji oraz konsumpcjonizmu. Dlaczego tak jest? Najlepiej określają to następujące słowa -„people had been led to believe that they could simply vote for whatever they wanted… and get it, without toil, without sweat, without tears.” Wojna jest piękna dlatego, że osiągnięcie celu wymaga od nas wysiłku, ofiary i poświęcenia. Nie ma łatwych wygranych, a każde, nawet najmniejsze zwycięstwo, jest okupione własną krwią.
Powieść Heinlein podzielona jest na dwie części. Tą typowo militarystyczną, która skupia się na walce z robalami, na eksterminacji i taktyce oraz tą polityczną i społeczną, która dzieje się w czterech ścianach wojskowej szkoły. Obie od siebie różne, a jednocześnie bardzo od siebie zależne. To splecenie i wzajemne przeplatanie obrazuje jeszcze jedną ważną rzecz. Człowiek kocha wojnę, kocha zabijanie i przemoc. Niezależnie, jak bardzo będziemy starali się odciągnąć ludzkość od przemocy, to i tak w końcu dojdzie do sytuacji, w której każdy będzie mógł się pobawić w wojnę. Wziąć karabin i zabić inną istotę.
