ONA:

Kiedy już z barków Jurka Kilera zrzucono jarzmo bycia mordercą na zlecenie jedynym, kiedy okazało się, że nasz taksówkarz to po prostu dobry chłop i kiedy przekazał on gigantyczną dotację na rzecz policji i nie tylko – stał się on bohaterem narodowym. Bank wspierania budżetu, który założył przy pomocy licznych darów, napływających z różnych stron, ratuje finanse naszego państwa. A drogi Jurek z anonimowego członka motłochu stał się gwiazdą, bywającą na dworach, wśród przywódców i samej śmietanki. A my do niego wracamy w dość intrygującym momencie jego życia, bowiem ktoś wydał na niego wyrok i wcale nie chodzi tu o Donę, która chętnie widziałaby się jako pani Kilerowa. 

Po spektakularnej akcji na lotnisku, po której Siara i Lipski wylądowali w więzieniu, a Jurek trafił do samej elity, wydawać by się mogło, że nadszedł jego czas. A tu klops. Dawni koledzy, a aktualnie wrogowie, nie dość, że czają się na jego życie, to jeszcze pragną przechwycić wiele sztabek złota. Lipski dostaje przepustkę z powodu rodzinnego charakteru zbliżających się świat, a Siara załatwia sobie sobowtóra, który za niego przekibluje kilka dobrych lat. Naczelnik Mieczysław ma generalnie w dupie to, co dzieje się w jego placówce – ważne, że jak przyjdzie kontrol, to w papierach wszystko będzie okej. Ale wróćmy do samego Jurka. Jednego dnia gra z prezydentem w tenisa, innego odsłaniają upamiętniający jego zasługi pomnik i niby to fajne rzeczy, tylko szkoda, że za każdym razem jest na niego zamach. Na szczęście – nieudany. Jurek jest przerażony, Ewunia też, bo komuś wreszcie uda się go unicestwić. A tym kimś okazuje się Szakal – Polak, który wybił się na świecie. Ponoć jest najlepszy w swoim fachu, więc co się dziwić – w końcu jego kule trafiają wprost do serca filantropa z Jasnej…

Dla mnie „Kiler-ów 2-óch” trzyma poziom starszego brata. Ja nadal niebywale dobrze bawię się podczas seansów i moim zdaniem twórcy wyciągnęli wnioski z części pierwszej, by w sequelu dowalić z grubej rury. Tu ciągle humor jest na wysokim, acz nieco żenującym poziomie, tu ciągle bohaterowie są „jacyś” – co prawda nieco przerysowani, ale bawią. Ja ciągle chylę czoła przed twórcami scenariusza i tych wszystkich dialogów – najpewniej dlatego mam takie zwichrowane poczucie humoru.

Już oduczyłam się oglądania polskich komedii, a w tym i tej produkcji, dość często, ale gdy wracam – podobają mi się za te wszystkie detale, za wyśmiewanie i parodiowanie. Wracam do nich z nostalgią, bo mam wrażenie, że dziś już nikt nie będzie miał odwagi, by zrobić równie durne, co dobre kino komediowe.

ON:

Po pierwszym „Kilerze” nie spodziewałem się zbytniej rewelacji. „Kiler-ów 2-óch” jest podobno lesze. Hmm… zastanawiam się z której, kurna, strony? W tym filmie zaśmiałem się raz, w momencie kiedy to Pułkownik Jose Arcadio Morales wypada z samolotu i zalicza glebę, a „Siara” komentuje to w odpowiedni sposób. Jedna scena, dwie minuty, w prawie dwugodzinnym filmie. Coś jest chyba nie tak?

Jak to się mówi „Long story short”, czyli szybko streszczę o czym jest to dziełko. Po pierwszej części Kiler stał się postacią szanowaną, kochaną, uwielbianą, lubianą itd. Wszystko dlatego, że zaczął zabawę w filantropa i darczyńcę, który ratuje budżet kraju, daje pieniądze na staruszki, kinematografię, szkoły itd. Nie ma osoby, która by nie wiedziała kim jest Jerzy Kiler. W tym czasie „Siara” kibluje w więzieniu. Boli go bardzo, że obiekt jego zemsty pomyka na wolności, a on sam musi siedzieć w kiciu. Na szczęście jest plan. Zatrudnić pana Szakala – płatnego zabójcę. Szakal ma jednak pecha ogromnego, bowiem Kiler cały czas jakimś cudem unika kulki, a gdy wreszcie mu się udaje, to i tak go nie zabija. Wiem, poplątane to w diabły. W tym czasie „Siara” ucieka z więzienia, pozostawiając w swojej celi sobowtóra. Szczerze powiedziawszy później to już mi się nawet nie chciało biec za fabułą. Tfu… co ja mówie, wyprzedziłem ją jakoś o 30 minut, bo i tak wiedziałem co się stanie dalej. To, co dzieje się w „Kiler-ach 2-óch”, woła o pomstę do nieba. Naprawdę! Głupoty, gonią kolejne głupoty. Gabrysia Siarzewska nadal się stuka z wszystkimi, Kiler poznaje nimfomankę, Szakal ma wyrzuty sumienia, a Ryba, jak to Ryba, próbuje pływać w tym syfie.

Przykro mi, że ukochana komedia Pauliny tak do mnie nie przemawia, ale może ja po prostu nie łapię tego humoru -nie wiem. „Kilerzy” mnie znudzili, na pewno nie mam zamiaru do nich wracać, bo szkoda mojego czasu, na te imitujące komedię popłuczyny. Nigdy chyba nie zrozumiem fenomenu tego dzieła.