ONA:

Dla mnie oglądanie filmu, który dziś recenzujemy, jest równie przyjemne do wizyta u dentysty, co głęboka depilacja woskiem okolic intymnych, co zatłoczony autobus, wypełniony dojrzewającymi nastolatkami albo zły, oj bardzo zły, oddech osoby, z którą akurat musisz porozmawiać. To jak natrętny koleś, który wciska Ci kołdry z pandy, które leczą wszystko, to jak obrzydliwa i droga potrawa, na którą dałeś się namówić, to jak czarna kawa „fusiasta”, do tego bez cukru i w cieniutkiej szklance. To jak pytania kiedy dzieci, bo zegar tyka i jak obsrany kibel. Tak, dziś „Głupi i głupszy”. A najgorsze jest to, że jutro też…

Wszyscy widzieli ten film, więc daruję sobie skrupulatne opisywanie fabuły. Mamy dwóch kolesi, Lloyda (Jim Carrey) i Harry’ego (Jeff Daniels), którzy są kretynami. Po prostu. Największymi tragediami świata były wojny, choroby oraz to, że ich ojcowie nie skończyli w ustach lub na piersiach. Tych dwóch debili ładuje się w problemy w tempie ekspresowym i tak też jest teraz. I to już wystarczyło, by stworzyć film, który trwa ponad sto minut i jest po prostu żenujący.

Zamiast tych 100 minut oglądania tego gówna, można zrobić obiad, wyjść na spacer, posprzątać mieszkanie, pograć w Pendemic II. Można poukładać lakiery do paznokci kolorami, a koszulki według długości rękawa. Można zrobić dżem. Wszystko, nawet czyszczenie kratki ściekowej, wiecie, tej pod brodzikiem czy wanną, jest przyjemniejsze niż oglądanie tego badziewia. Nigdy, przenigdy, nie podobał mi się ten film, a oglądałam go ponownie tylko z powodu Dawida, który od tego czasu śpi w salonie. U rodziców. Mnie „dowcip” w tej produkcji nie doprowadza do śmiechu, a do spazmów spowodowanych irytacją. Nie wiem dlaczego ten film powstał. Nie stoi on nawet w sąsiedztwie do komedii durnych, ale śmiesznych, nie mówiąc już o takich, w których mimo humoru, można znaleźć sens. Gdzieś tu mimo wszystko Daniels próbuje trzymać poziom, bo Carrey to dla mnie powód do złożenia pozwu o nieodwracalne straty moralne.

Mam wrażenie, że pod względem „abstrakcyjności” „Głupi i głupszy” miał być czymś na kształt filmów z serii „W krzywym zwierciadle”. Niestety, to zupełnie nie wyszło. Dowcip jest denny. Fabuła trąci żałością. Aktorsko jest tragicznie. W życiu bym nie pomyślała, że ktoś kiedyś wpadnie na pomysł, by po latach odkopać tego gniota i stworzyć część drugą. A jednak. I biorąc pod uwagę to, że jutro będę musiała ponownie napisać o tym filmie, na dziś już kończę.

ON:

Wracając po latach do „Głupiego i głupszego” wiedziałem, że coś będzie tutaj zgrzytać. Dlaczego? Ponieważ ten film inaczej oglądało się mając 14 lat, a inaczej się na niego patrzy mając 34. To, co śmieszyło dawno temu, przestało być zabawne, choć za numer z papużką i taśmą klejącą trzeba dać chłopakom nagrodę. Nawet Marudy nie są tak wredne! Jednak gdy porównamy ten obraz z jego kontynuacją, to okaże się, że produkcja z 1994 roku jest filmem wyjątkowym i wspaniałym. Dlaczego? Bo ma zalążki fabuły, a skecze pomimo, że często drętwe, są jednak zjadliwe. Szczególnie gdy ktoś jest spragniony sucharów.

Jest dwóch kumpli jeden zwie się Lloyd Christmas, drugi Harry Dunne – łącznie razem mają z 25IQ. To rodzaj debili nieprzystosowanych do życia wśród ludzi. Każdy ich gest, rozmowa, każde zachowanie może przynieść szkodę nie tylko im, ale i osobom w ich otoczeniu. Panowie jednego dnia tracą pracę. Dlaczego tak się dzieje? Bo są kretynami.

Jak to się mówi: „long story short”. Pechowego dnia Lloyd wchodzi w posiadanie niewielkiej walizki, która należy do pewnej kobiety. Dama zostawiła ją na lotnisku, ale nie zrobiła tego przez przypadek. Zabierając teczkę Lloyd wplątał się w pewną intrygę, o której nie ma zielonego pojęcia. Inna sprawa, że Mary Swanson, bo tak zwie się kobieta, wpadła w oko temu głupkowi. Po powrocie do domu przekonuje on Harry’ego, że za ostatnią kasę muszą wyruszyć w podróż do Aspen, by oddać teczkę i skraść serce nieznajomej.

Tak zaczyna się eskapada przez Stany Zjednoczone. Jest to trip pełen głupich gagów, kretyńskich skeczy i bezsensownych scen. Jednak szczytem jest gdy panowie dotrą już do narciarskiego kurortu i kapną się, że w walizce jest cała masa kasy. W tym momencie zaczną wydawać pieniądze na całą masę niepotrzebnych rzeczy. W międzyczasie intensywnie poszukują właścicielki pozostawionego na lotnisku bagażu. W końcu im się to udaje, ale wtedy męska przyjaźń będzie musiała przetrwać najgorsze.

Obejrzałem ten film i sam sobie nie wierzyłem, że te 20 lat temu potrafiłem zaśmiewać się z tych dowcipów. Są filmy które powstały wcześniej i nadal doprowadzają mnie do łez. Wszystko za sprawą inteligentnego humoru. Tutaj niestety jest go brak. Moja rada dla wszystkich, którzy jak ja pamiętają „Głupiego i głupszego” z młodzieńczych lat. Nie wracajcie już do tego dzieła.