ON:

Adrian Chmielarz jest już legendą w branży elektronicznej rozrywki. Jego nazwisko kojarzy się „ludźmi, którzy mogą latać”. Pierwszy raz usłyszałem o nim przy okazji pojawienia się pierwszych „Gearsów” na PC. To było lata temu, a port jaki otrzymałem pozwolił mi się zapoznać z niesamowitą historią, która przekonała mnie do zakupu konsoli Xbox 360. Później pojawił się „Bulletstorm” – dla mnie tytuł niesamowity. Godziny zabawy, jaką otrzymałem, ten bezprecedensowy wygrzew, napierdzielanka, łomot, strzały. To także postacie czasami tak bardzo podobne do gearswych. Mix ten doprowadził do tego, że często traktowałem ten tytuł jak starszego brata tamtej serii. Chociaż mówimy o dwóch różnych franczyzach, to gdzieś pośrodku znajdowała się ekipa, której podwaliny stworzył sam Chmielarz. Niestety, nadszedł czas na zmiany. Adrian pozostawił People Can Fly i stworzył The Astronauts, które od razu zabrało się do pracy.

W branży growej o Adrianie mówią różnie. Dziennikarze mają często ból dupy, bo facet jest bezpośredni i wytyka im niekompetencję. Z jednej strony zblazowana gejmingowa grupa pismaków, którym przytarł nosa, wylała w Sieci na niego kubeł wymiocin, z drugiej zaś – on sam nie ma problemów z tym, aby pochwalić świetną robotę osoby, która ją wykona. Niejednokrotnie na jego profilu możemy zobaczyć linki do różnych stron, wypowiedzi i recenzji. Wojny pełne żółci można znaleźć w wielu miejscach w Sieci. Nie traktuje Adriana Chmielarza jako mentora i bohatera, ale bardzo podoba mi się to, że nie zapomniał o tym, kim tak naprawdę jest. To nadal zwykły facet, który pomimo osiągniętego sukcesu nie ma problemu z tym, aby odpisać na maila osobie takiej jak ja.

v1

Nasz pierwszy kontakt miał miejsce około dziewięciu miesięcy temu. To wtedy pierwszy raz zaczepiłem go na Facebooku, przy okazji jakiegoś sporu pomiędzy nim i redakcją Polygamii. Sensowne argumenty i chłodny osąd, to dwie rzeczy, które można było znaleźć w jego komentarzach. Czasami widać też było w nich emocje – wkurzały go głupie teksty graczy i jeszcze głupsze recenzentów, ale to chyba normalne, że każdy ojciec ceni swoje „dziecko” i chce, aby wszyscy mówili o nim jak najlepiej. Nasze maile wędrowały pomiędzy skrzynkami, przemierzając cieć z prędkością, która dla ludzi starego pokolenia jest nie do ogarnięcia. Moja prośba o wywiad nie zakończyła się sukcesem, ale Adrian nie powiedział jeszcze ostatniego słowa w tym temacie, ja zresztą też. Ostatecznie stanęło na chwili przerwy, a ja przy okazji otrzymałem kod na recenzencką wersję „The Vanishing of Ethan Carter” na konsolę PS4.

Nie miałem okazji grać w tę grę w wersji na PC, stało się tak dlatego, że jestem na etapie, gdzie komputer nie służy do gier, a do pracy. Gram tylko na konsolach. Dzięki temu unikam frustracji, gdy muszę aktualizować sterowniki do karty graficznej, karty muzycznej, do płyty głównej, a na koniec i tak okazuje się, że gra się nie uruchamia. Zamiłowanie do konsoli narodziło się dobre 6 lat temu i raczej nie ma szans, abym wrócił do gier PC, między innymi z racji aczków i trofeow, które uwielbiam zbierać. Przejdźmy jednak do rzeczy.

„The Vanishing of Ethan Carter” jest przygodówką, w której wcielamy się w Paula Prospero, detektywa lubującego się w zagadkach nie do końca z tej ziemi. Otrzymuje on list, który intryguje go na tyle, aby wyruszyć do Red Creek Valley -położonej z dala od siedlisk ludzkich. Ogromne jezioro, tama, kilka domków, kościół i cmentarz – to główne atrakcje tego miejsca. W sobotni wieczór raczej nie ma gdzie wyskoczyć.

v2

Naszą przygodę zaczynamy w lesie gdzieś na obrzeżach, gdzie po raz pierwszy mamy możliwość zobaczenia z jak ładnym tytułem mamy do czynienia. Przepiękna grafika i dbałość o szczegóły zachęcają do eksploracji i poznawania kolejnych lokacji. Już na początku podróży otrzymujemy informację, że gra nie będzie prowadzić nas za rękę, a my sami mamy pełną swobodę w naszych działaniach. Przekonałem się o tym dość szybko, gdy okazało się, że kilka pierwszych „zadań” po prostu przegapiłem i od razu udałem się do domu nad zaporą. Tam tak naprawdę rozpocząłem swoją przygodę z Ethanem.

Grę cechuje senność, tu nie ma strzelania i pościgów. Mamy do czynienia ze storytellingiem, który także sunie swoim własnym rytmem. Ekipa Adriana Chmielarza postawiła nam dać interaktywną opowieść z dreszczykiem. Zwiedzamy spokojne, puste, pozbawione osób lokacje i staramy się z fragmentów poskładać historię, która w pewnym momencie przestaje być oczywista. Fani Lovecrafta szybko załapią co i jak. Ktoś, kto choć raz zagrał w „Call of Cthulhu” będzie zachwycony. To wymagający tytuł. Nie dlatego, że jest trudny, bowiem większość zagadek rozwiążemy bez problemu, ale chodzi o to, że taki rodzaj rozgrywki trzeba lubić, a nawet pokochać. Młodzi gracze, którzy nastawieni są na rozwałkę, odstawią ten tytuł po kilku minutach. Dla nich będzie to nudna opowieść o niczym.

Gdy zagłębiałem się dalej w tajemnice Red Creek Valley, zdałem sobie sprawę z tego, że część pomysłów gdzieś już widziałem. Nawiązanie do klasyki grozy w postaci Lovecrafta, może też Bakera, to naprawdę świetna sprawa. Dzięki temu w niektórych momentach atmosfera tego tytułu jest gęsta jak kisiel. Będzie tu miejsce na kilka postaci, a także na szaleństwo, które wymknęło się spod kontroli. Nie będę spojlerował, ale warto zaznaczyć, że zakończenie może zaskoczyć. Wspomniany senny klimat potęguje muzyka, która w „The Vanishing of Ethan Carter” odgrywa ważną rolę. Jej malowniczość pozwala nam wczuć się w klimat. To trochę jak utwory, które słuchamy podczas sesji RPG.

Po ukończeniu gry mam pewien niedosyt. Brak mi tutaj jeszcze 1-2 godzin rozrywki, dodania czegoś w scenariuszu, dodatkowego kopnięcia w jaja, które spowoduje, że padnę na kolana. Adrian Chmielarz wraz ze swoimi współpracownikami stworzył przepiękną grę, posiadającą ciekawą historię i niesamowitą muzykę. To tytuł dla dorosłego gracza, podchodzącego inaczej do elektronicznej rozrywki. Produkcją tą należy się delektować, smakować ją jak tylko się da. The Astronauts pokazało, że poza „Wiedźminem” są w Polsce jeszcze inne tytuły, które stoją na światowym poziomie i nie robi ich ekipa z milionowymi budżetami. Zaimplementowanie „The Vanishing of Ethan Carter” na konsolę PS4 to świetna sprawa. W ten sposób jeszcze większa ilość graczy będzie mogła poznać historię odkrywaną przez Prospero.

Jeśli macie konsolę Playstation 4 i lubicie gry przygodowe, to nie może zabraknąć w Waszej kolekcji produkcji The Astronauts.