ON:

Zastanawiałem się dlaczego Polska branża elektronicznej rozrywki tak bardzo pojechała rodzimą produkcję. Czy naprawdę „Sniper: Ghost Warrior 2” jest tak tragiczną grą, jak chcą nas zapewnić media? Ciężko tak naprawdę postawić adekwatną ocenę do produktu, jaki sprzedają nam panowie z CI Games. Myślę, że jest to trochę wina komunikacji, przyjętą przez firmę oraz obietnic jakie nam dawała. Przede wszystkim warto odpowiedzieć sobie na jedno bardzo proste pytanie: „Czy nowy Ghost Warrior to gra 3A?”.

Pierwsza część, wydana jeszcze pod marką City Interactive, była w dniu premiery czymś nowym na rynku „cybernetycznej wojny”. Większość tytułów skupiała się na walce prowadzonej przez zwykłego „trepa”, który na bliski dystans, a czasem w zwarciu, siekł dziesiątki wrogów. Przyszło nam pobawić się snajperką i „pościągać” kilku złych kolesi z dużego dystansu. Nigdy jednak nie było to przedstawione w taki sposób, jak w grze z polskiego studia. Mimo upływu lat „Sniper: Ghost Warrior” sprzedaje się dobrze i pozwala casualowemu graczowi na kilka godzin dobrej zabawy. Co w takim razie stało się z częścią drugą, która miała być ogromnym hitem? Nic się nie stało. To nadal dobra gra, tyle, że chyba nie powinna być wysyłana do recenzji do naszych rodzimych „rozbestwionych” mediów branżowych. Poza tym, jak wspomniałem, pozostaje to nieszczęsne 3A. Każdy „wyjadacz” konsolowy, czytający „opiniotwórcze media” będzie oczekiwał więcej, niż ma mu do zaoferowani ten tytuł, zaś gracze casualowi, kupią „Snipera” przy okazji kupowania dzieciakowi „Magicznej księgi” czy innego badziewia będą zachwyceni. Dlaczego? Już tłumaczę. Gracz, który gra na konsoli po ciężkim dniu pracy, odpala konsolę w nocy na godzinę przed pójściem spać, gdy dzieciaki już lulają, oczekuje prostej, soczystej rozrywki i może w każdej chwili przerwać, bo żona woła do łóżka. Właśnie taki jest „Sniper”: łatwy, lekki i przyjemny pod względem mechaniki rozgrywki. W tytule wcielamy się w postać Cole’a Andersona, wirtuoza snajperki, któremu przyjdzie ratować świat przed katastrofą. Mamy do czynienia z terrorystami, mafią i całą masą niemiłych najemników. Ok, scenariusz nie jest mocną stroną gry, ba – w pewnym momencie latał mi on koło nosa, bardziej skupiałem się na tym aby lecieć do przodu i zabrać się za eliminację kolejnych złych typów. Każda misja, z jaką nam się przyjdzie zmierzyć, jest linowa do bólu, naprawdę. Podczas przedzierania się przez gęstwinę, napotykam patrolujący okolicę odział, według wskazówek najlepiej będzie, jeśli sprzątnę kolesia na dachu i to tylko wtedy, gdy będzie on po prawej stronie budynku, później mam przeczołgać się przez krzaczory, ominąć strażników i pomykać dalej. Za zakrętem zgarnę kolesia ze snajperki, jego kumpel podejdzie do niego, wtedy sprzątnę i tę gapę i już prawie skończę level. Jeśli chcesz zrobić to samo metodą na „Rambo” – to zapomnij. Ładnie ściągam kolesia na dachu, po czym kilku przy budynku, wybiegam za zakręt, a tam czeka na mnie paru facetów, których za Chiny nie jestem wstanie wykończyć. Starałem się zrobić to kilka razy na różne sposoby i wierzcie mi, nie ma takiej możliwości. „Snipera: Ghost Warrior 2” przechodzi się tak, jak zaplanowali to twórcy. Tu nie ma miejsca i czasu na improwizacje. Kolejna sprawa to warstwa wizualna gry. CI Games wykorzystało dobrze znany CryEngine, którego pierwsza wersja zapewniała świetną grafikę sławnemu „Far Cry”. Jak jest w przypadku naszej rodzimej produkcji? Jest ładnie, ale tylko podczas części misji. Dżungla wygląda całkiem, całkiem, ale rozwalone Sarajewo już nie wywiera wrażenia. Nie wiem dlaczego są takie różnice pomiędzy etapami i dlaczego część gry wygląda naprawdę wyjątkowo, a cześć jest po prostu przeciętna. Trudno mi odpowiedzieć, to chyba wie tylko ekipa. Zdarzają się czasem bugi, jakieś kwadratowe (dosłownie) koła, ale to nie jest rzecz, która uniemożliwia nam rozgrywkę i czerpanie przyjemności z kolejnych „killi”. Udźwiękowienie gry nie jest złe, angielski dubbing jest znośny, a efekty dźwiękowe nie powodują zmęczenia. Nie znam odgłosu wydawanego przez karabin snajperski AW-50, ale jeśli jest on taki, jaki w grze, to brzmi całkiem „sympatycznie”.

Z tego co możecie przeczytać powyżej, tytuł nie zasługuje na wysoką ocenę. I idzie mi się z tym zgodzić ale… No właśnie pozostaje to małe “ale”, ponieważ każda kolejna misja daje na wiele radości z eliminacji celów, rozgrywka w singlu jest stworzona stricte pod „niedzielnego gracza”, o którym wspominałem wcześniej. Odpalam „Snipera” i w 30 min przechodzę jeden level, zabijam kilku typków z 1400 metrów, a później wskakuje do łózka, do “żonki”. Następnego dnia powtórka z rozrywki. Dlaczego jednak wszyscy tak źle piszą o tym dziele? Ponieważ gra podziela los „Medal of Honor: Warfighter”, tytułu, który przynosi dużo frajdy z grania, ale wkurzające są w nim małe babole, mające wpływ na ogólne odczucia z rozgrywki. Gdyby nie plasowanie gry na półce z 3A, mielibyśmy hiciora w kategorii „średniej”, a tak każdy hardcore’owy gracz napalił się na coś, czego niestety nie mógł dostać. Pamiętajcie więc, „Sniper: Ghost Warrior 2” mimo wielu błędów to nadal dobry, dający wiele „funu” tytuł. Nie skreślajcie go z listy gier, ponieważ w małych dawkach jest naprawdę smaczny.

PS. Mam tylko jedno zastrzeżenie do twórców. Panowie, to co zrobiliście z trybem multi, to zgroza i za to ktoś powinien beknąć. Tylko 2 mapy? Problemy z przyłączeniem do sesji (Xbox360) i kilka mniejszych baboli, w tym zgliczowany aczek za 100 zabójstw, to bolączka trybu sieciowego.