ONA:

Wydawać by się mogło, że to lata 60 i 70 ubiegłego wieku były okresem ogromnej rewolucji seksualnej, która pogrzebała pruderyjny świat, wprowadzając ludzi w czas rozpusty i eksperymentów. To właśnie wtedy otworzyło się wiele umysłów, a seks stał się normalną częścią życia, bez zbędnego skrępowania. A jak jest dziś? Emancypacja pewnych pociągów i zachowań to chleb powszedni. Co prawda nadal żyjemy w czasach, w których to mężczyznę sypiającego z ogromem kobiet nazywa się playboyem i z zazdrością klepie się go po plecach, a gdy mamy sytuację odwrotną, gdy to kobieta bawi się ile może, to nazywana jest puszczalską szmatą, ale to i tak ewoluuje. My stałyśmy się wyrachowane, świadome, zaprogramowane na sukces i dobrą zabawę, a panowie chcą uczuć, stałości, trzymania za ręce i planowania wspólnej przyszłości. Stałyśmy się wyrachowane. A Wy, drodzy panowie, często chcecie tego, o czym marzyły dziewczyny te 10 lat temu.

To zjawisko „społeczne” podjęte poniekąd zostało w filmie „Wykolejona”, który jak widać pretenduje to nagrody „Najbardziej skretyniały tytuł filmu”.

Amy (Amy Schumer) to młoda dziewczyna, która wybrała dla siebie „inny” styl życia. Ma świetną pracę, którą lubi, ma super mieszkanie i bardzo udane życie towarzyskie. Co to oznacza? Dużo imprez, dużo znajomych, dużo alkoholu, tańców i seksu. Takiego wiecie – na raz, no – czasem na kilka razy, jeśli koleś da radę postawić się do pionu po dobrym chlaniu. Jest zupełnym przeciwieństwem swojej młodszej siostry, która wije sobie gniazdko z mężem i dzieckiem. Jest jeszcze tato bohaterek – mężczyzna, którego „wierność” się nigdy nie imała. Aktualnie pan na wózku, dotknięty ciężką chorobą. Dziewczyny opłacają jego pobyt w domu opieki, co mocno wpływa na ich budżety. Kim ma z tym duży problem, a Amy stara się jak może, co niestety jej różnie wychodzi. O ile jej życie towarzyskie kwitnie, tak jej życie prywatne nieco się sypie. I wtedy poznaje Aarona (Bill Hader) – młodego, zdolnego lekarza, któremu kolana powierzają najważniejsi współcześni sportowcy.

Liczyłam na komedię w stylu „Wpadki”. Skoro to praktycznie ci sami twórcy, a sama Amy Schumer też jest całkiem niezłą petardą, więc założyłam sobie, że będzie mnóstwo rubasznego humoru, chamskiego dowcipu i żartów z wszystkich i z wszystkiego. I właściwie tak też było. „Wykolejona” to całkiem sensowna komedia, na której można się śmiać do rozpuku, ale przy tym można się też trochę pozastanawiać nad innymi rzeczami. Tak, jest też wątek obyczajowy i romantyczny. Właściwie po czasie chamówa ustępuje miejsca słodkiej historii z happy endem, ale cóż – tak widać musiało być. Schumer jest tu niebywale autentyczna, dowcipna i śmieszna, Bill Hader jest uroczy, ale to i tak nic, bo przyćmiewa ich Tilda Swinton, której nie poznałam, bo była tu całkiem ładna.

„Wykolejona” to całkiem spoko komedia z szalenie przerysowanymi bohaterami.

ON:

Na „Wykolejoną” wyciągnęła mnie Paulina. Jechałem z pewnym dystansem i naprawdę nie miałem za bardzo floł na ten film. Zasiadłem w kinie na fotelu, popijałem jakąś kolę i zastanawiałem się jak bardzo zły będzie ten film, a potem dostałem plaskacza w ryj! Dosłownie. Okazało się, że „Wykolejona”, to całkiem sensowna komedia z elementami głupkowatego romantyzmu, ale nie robi on z mózgu papki. Dwie laski, co siedziały przed nami, na końcowych napisach płakały jak bobry, a i pani Maruda wysiąkała nosek, ale może w jej przypadku był to po prostu katar sienny?

Amy to dziewczyna, która ma niezłą pracę, całkiem fajną chatę, zakochaną w swojej rodzinie siostrę i chorego ojca, który przebywa w domu opieki – dość drogim domu opieki. Babka ma też jeden problem: lubi się bzykać z facetami. Miała ich naprawdę dużo, ale nie chce się wiązać na dłużej. Monogamia to słowo nieistniejące w jej słowniku. W czasie gdy jej siostra układa sobie życie – ona balanguje, imprezuje i się bzyka. Właściwie to zajebisty styl życia, ale kiedy masz 20-25 lat. W pewnym wieku posadzenie dupy na miejscu i stabilizacja mogą naprawdę pomóc.

W piśmie, w którym pracuje Amy, jest cała masa dziwaków. Raz w tygodniu spotykają się wszyscy razem i obgadują, co będzie tematem kolejnych artykułów. Z racji swojego negatywnego nastawienia do sportu – dziennikarka dostaje materiał o lekarzu, który pracuje z największymi gwiazdami. Aaron, bo tak zowie się doktor, to ciepły, pełny uczuć, ale i racjonalny mężczyzna. Wraz z kolejnymi etapami wywiadu zaczyna się coś między nim a dziennikarką dziać. Co? Po pierwsze została u niego na noc, po drugie stał się on elementem jej życia, a po trzecie przychodzi z nią na rodzinne imprezy. To już musi być coś poważnego.

Obserwujemy więc zmagania Amy z życiem, z jej ojcem, który ma chore podejście do świata, z jej siostrą, która zaczyna mieć pieluchowe zapalenie mózgu, ale kocha swoją rodzinę i siostrę najbardziej na świecie. Dopingujemy jej w kontaktach z Aaronem, który naprawdę coś do niej czuje. I wicie co? Pomimo tego, że to przewidywalny film, oglądało mi się go wyjątkowo dobrze. Myślę, że to przez chamski, czasem cięty humor, za który odpowiada sama Amy, czyli tak naprawdę komediantka Amy Schumer.

Weźcie więc swoje lepsze połowy i zabierzcie je na wieczorny seans, bo jest co zobaczyć i z czego się pośmiać.