ON:

My, Polacy jesteśmy takim narodem, który lubi się uznawać za wybrany. Jak śpiewał Big Cyc – “Matka Boska nam pomoże, bo ją bardzo dobrze znamy.” My, Polacy mamy wiele towarów eksportowych: wódkę, piwo, różnego rodzaju przetwory czy mięsa, ale jedną rzeczą, którą chcielibyśmy mieć eksportową, a wychodzi nam słabo to filmoteka. Nasze przetwory filmowe są złe, mdłe, bez smaku. Czasami przytrafi się się lepszy cukierek, ale jak to się mówi “jedna jaskółka wiosny nie czyni.” Poza tym, ten cukierek to jest zwykła landryna a nie rasowy m&m’s. Słucham czasem onanistów, którzy zachwalają polskie kino. Słucham, że mamy Polanśkiego, Holland, Hoffmana, Wajdę i tak, mam do nich szacunek, ale to już stara gwardia, zmanierowana, zepsuta swoją szkołą, to Ci, którzy niestety według mnie nic nowego nie pokazują. Ich kolejne filmy są takie same, muszą być przeładowane polskim patosem, muszą być filmami historycznymi lub wojennymi. Wiadomo to się w naszym kraju sprzeda. No właściwie jeszcze zawsze można nakręcić film o Papieżu.

Tak więc Hoffman dał nam Bitwę Warszawską 1920 i to w 3D. Rozumiem, że Kac Wawa był w 3D bo reżyser chciał zobaczyć cycki w trójwymiarze. Widocznie w życiu codziennym nie widział. Ale nie rozumiem po co ten film miał być w 3D. Mamy więc temat historyczny, który miał przyciągnąć szkoły do kin, i dzięki temu przynieść trochę kasy. Nie wiem co w tym filmie jest gorszego: gra aktorska, głupi patos, kolorystyka, efekty specjalne, czy po prostu sam scenariusz. Wiadomo, najlepsze scenariusze pisze życie. Ale tutaj swoje 5 groszy dołożył Pan Hoffan wraz z Panem Sokołem, dołożyli do historii wątek romantyczny, kino podróży i coś tam jeszcze co tylko przyszło im do głowy. Z całym szacunkiem dla reżysera, ale myślę, że czas odstawić stołek z napisem „reżyser” w kąt i na stare lata zająć się wnukami, rodziną lub po prostu pogrzebać w ogródku. Jeśli chcecie oglądnąć kino historyczne wróccie do Bravehearta, Ostatniego Mohikanina ba nawet Patrioty, ale tego z Gibsonem a nie Seagalem.

Omijać z daleka.

Ps. Te 27 baniek, które kosztował film trzeba było oddać młodym zdolnym reżyserom aby nakręcili coś z sensem.

ONA:

Od wielu, wielu, wielu lat nie wdziałam dobrego, polskiego filmu. Nie ma. Bardzo długo wierzyłam, że można pójść do kina na rodzimą produkcję i zobaczyć coś dobrego, ale niestety. Ba, nawet komedie, które jeszcze niedawno były tak rewelacyjne, teraz ssą po same kule. Moim ostatnim polskim filmem, na którego wydałam 20 zł w kinie, był „Wyjazd integracyjny” i wtedy postanowiłam – nigdy więcej nie pójdę do kina na polski film. Nigdy.  Nie dorzucę się do gaż tych pseudo-aktorów i całej reszty nierobów, którzy nie potrafią zagrać niczego.

„1920 Bitwa warszawska” to zatem film, którego nie widziałam w kinie w technologii 3D (do dupy, do dupy, do dupy), a w domowym zaciszu, dzięki uprzejmości HBO. Akurat byliśmy po 20 km na rowerze… Co mi się w tym filmie podobało? NIC. Co mi się w tym filmie nie podobało? WSZYSTKO!

Zacznijmy od początku. W „Superprodukcji” pada stwierdzenie, że zrobi się specjalne pokazy dla wagarowiczów, z kukurydzą i lemoniadą, więc szkoły przyjdą. I w tym wypadku poszły. Moje dzieciaki ze wszystkich stron opowiadały mi o tragicznym filmie, o tragicznej grze aktorskiej, o tragicznej i nudnej historii. A wszystko podane w 3D. Po co ta trójwymiarowość tam była? Nie wiem, nie chcę wiedzieć, obawiam się, że teraz wszystko musi być w 3D. A ja na takich seansach czuję się jakbym zaraz miała rzygnąć.

Zacznijmy od podstaw. Hoffman ma w tym momencie 80 lat. Konkretny kawał życia za nim. I to nie jest tak, że nie lubię żadnego z jego filmów, ale na Boga, pani Jurku, czas iść na emeryturę. Czas majestatycznego kina, z podrywami patriotycznymi już minął. Nawet amerykańscy filmowcy idą w inną stronę. A u nas ciągle biedny, ciemiężony naród, walczący a to z Ruskami, a to z Niemcami. I ciągle ten papież-Polak, ciągle Piłsudski, a teraz Wałęsa. Już naprawdę nie ma innych historii? Panie Hoffman, czas odpocząć. Taki autorytet powinien rozbudzać młodych, a nie kręcić kolejną krowę za 27 baniek. Panie Hoffman, emerytura nie jest tak tragiczna! I polecam panu zużywanie energii i kreatywności na inne rzeczy, mojemu tacie pomogła „Maja w ogrodzie”.

Idźmy dalej, nie można wszystkiego zrzucać na biednego dziadeczka. Aktorzy. Przepraszam, czy ich w ogóle można nazwać aktorami? Ekspresja naleśników, ale ząbki bielutkie, za kilkanaście tysięcy. W końcu na coś te gaże z „M jak miłość” i innych „Pierwszych miłości” wydać trzeba. Natasza Urbańska chciałaby być aktorką, ale nią nie jest. Cenię ją za głos, za ruch, za to, że nie ma na niej ani grama tłuszczu, ale pchanie się do filmów w jej przypadku owocuje rolami jak w „1920”. Jak przygotowuję z moimi dziećmi przedstawienia, to oni bardziej potrafią wczuć się w role, są bardziej autentyczni. Natasza odstrasza.

Borys Szyc. Borys „Biorę każdą rolę” Szyc. Czy jest film, w którym Borys Szyc nie grał? Borys gra we wszystkim. Siedzi utyty na tym koniu, mimika jego twarzy przypomina mi orzełka, który właśnie przyszedł na świat i czeka na mamusię, która przyniesie mu w dziobie dżdżowniczkę. W roli młodego wojaka wyglądał dość pokracznie. Koleś, którego kojarzy się tylko z przydurnawych komedii, gra taką rolę, w takim filmie. Nie. Dobrze, że nie zagra tego biednego Wałęsy.

Boguś Linda skończył się na tym śmiesznym serialu. A Adam Ferency na Niani Frani.  Mam wrażenie, że każdy aktor z Polski chciał i zagrał w tym filmie. Mamy Olbrychskiego, mamy Bończaka, mamy Żebrowskiego, Cieszyńskiego, Garlickiego, jest i Boberek, i Celińska. Ba, w tym filmie zagrał nawet Krzesimir Dębski! Zdarzyło mi się zagrać w kilku przedstawieniach szkolnych, dlatego mocno dziwi mnie fakt, że nie zostałam zaproszona do tego dzieła.

Efekty. No zlitujmy się. Braciak u Wojewódzkiego świetnie podsumował te kartonowe czołgi i siedzenie w okopach. Charakteryzacja leży i kwiczy, scenografia jest rozpaczliwa, ujęcia doprowadzają do śmiechu. W tym filmie wszystko latało na skutek wybuchu. Latał żołnierz, latał koń, latał grób, latał krzyż.

Polska kinematografia leży i kwiczy. Ale właściwie, mamy za swoje. Długo pozwalaliśmy sobie wciskać byle co, więc teraz byle co dostajemy. Czarę goryczy przepełnił film „Kac Wawa”, kiedy w końcu ktoś miał jaja, żeby ten film zgnoić od góry do dołu, po to, żeby następne produkcje były nakręcone z szacunkiem dla widza. A nie pociskać mu kolejny fekalny dowcip, kurwienie się z kolejnymi dupami i żarty z gejów. Byłoby świetnie, gdybym mogła na pytanie „Polecisz jakiś film?” odpowiedzieć jakimś dobrym rodzimym kinem. Doczekam tego?

A „1920 Bitwa Warszawska” nie polecam. Chyba, że ktoś chce się potem popastwić nad tym chłamem.