ONA:

Film z cyklu „Ku przestrodze” dla wszystkich wyrodnych kobiet, które podobnie jak ja dostały macicę tylko przez przypadek. Chociaż właściwe, mimo wszystkich perypetii i upadków, film ma bardzo pozytywny wydźwięk.

Ona, piękna jak z obrazka. Z piękną buzią, solidnym cycem, z całym światem u stóp. Pracuje w telewizji i właśnie dostała wymarzony awans. Tak, to Alison Scott. Pomieszkuje w domku gościnnym u swojej siostry i szwagra, bawi się, ale i haruje. On jest zupełnym przeciętniakiem. Grubawy, z rudymi loczkami i perspektywami, które leżą i kwiczą. Zupełny lekkoduch, który mieszka ze swoimi równie tragicznymi kumplami, który żyje z odszkodowania i co najciekawsze – który jest nielegalnym emigrantem z Kanady. Ale dzięki temu nie płaci podatków. Jego głównym zajęciem, poza jaraniem trawy i robieniem zjebów, jest oglądanie filmów i wyszukiwanie w nich scen nagości, bo panowie chcą założyć stronę internetową, na której za pomocą kilku klików będzie można sprawdzić, w którym filmie, w której minucie świeci sową np. Meg Ryan. Po prostu – Ben. I pech sprawia, że nasza jakże urocza dwójeczka ląduje w jednym klubie, gdzie podlani solidną ilością procentów, zaczynają się do siebie zbliżać. Finał jest banalny. Lądują u Alison. Rano ona ma ogromnego kaca moralnego, a on rzyga, bo wiadomo – truciznę z organizmu należy wydalić. Szybki uścisk na do widzenia i tyle. Mija kilka tygodni. Alison jest już dumną prezenterką telewizyjną i podczas przeprowadzania wywiadu zaczyna pawiować. Grypa? A może się czymś zatruła? A może jest w ciąży? Alison kpi: „Żeby być w ciąży trzeba najpierw uprawiać sex…” I trach. Ben. A może jest? Trzeba się przekonać. I razem ze starszą siostrą pędzą do najbliższego marketu, żeby obkupić się w testy ciążowe. Różnokolorowe kreseczki, uśmieszki i cała masa innych wzorków, które uświadamiają Alison smutną prawdę. Jest w ciąży. Jest w ciąży z Benem. I teraz trzeba mu to jakoś powiedzieć…

Film o trudnym temacie, jaką jest bezsensowny sex i jego konsekwencja, która rośnie przez 9 miesięcy, a po tym dopiero się impreza zaczyna. Film o wyborach, o których bohaterowie mówią w różnych scenach. Nie ma oszukiwania, są rozterki. Jeden z kumpli Bena i mama Alison nazywają rzeczy po imieniu – „Załatwcie to w klinice”. Ale jednak potencjalna mamuśka bierze wszystko na bary i decyduje się urodzić dziecko, a potencjalny tatusiek obiecuje jej w tym pomóc. Oboje wkraczają na nieznane tereny. Temat w filmach obecny jest często, ale tu mamy nieco inne spojrzenie. Trochę bardziej ostre, surowe, które pokazuje pokolenie bohaterów, jako delikatnie mówiąc – nieudaczników, którzy nie potrafią się zdecydować jaką decyzję podjąć, nie mówiąc o tym, że są absolutnymi lekkoduchami, żyjąc bezstresowo, ale i bezmyślnie.

„Wpadka” jest czymś pomiędzy zwykłą komedią, a komedią romantyczną, bo taki wątek również się pojawia. Jest wiele scen, które miażdżą, szczególnie gdy zbliża się rozwiązanie. Bywa momentami przydługa i przynudnawa, ale w ogólnym rozrachunku – uśmiałam się solidnie. Jest też kilka scen, które mnie totalnie odrzuciły, ale tak jak napisałam we wstępie – ja mam macicę przez pomyłkę.

ON:

To, że przeciwieństwa potrafią się przyciągać, tego  ja i Paulina jesteśmy najlepszym przykładem. Ona ma wszystko co najlepsze, a ja mam Ją. Dzięki temu nasz związek to kuchnia pełna niespodzianek. Czasami dochodzi do różnych dziwnych akcji, ale ogólnie biorąc, to całkiem dobrana z nas para. Paulina jak się na mnie denerwuje, to kurwi niemiłosiernie, a ja pokazuje jej niewidzialne fucki. Tak wygląda miłość. Mimo, że potrafi być trudna. Dlatego, że  się kochamy nie myślimy o dziecku. Są osoby, które lepiej się na rodziców nadają. My mamy kategorię -1, co oznacza nieodpowiedzialne, samolubne łachudry, które nie są (i może nigdy nie będą) gotowe na rodzicielstwo. Cóż, taki już jest ten los…

Nie oznacza to jednak, że z tematem dzieci i ciąż nie mamy do czynienia. Paulina ma całą pokaźną gromadkę w swojej pracy, zdarzy się, żę znajomi wpadną do nas z brzdącem, czasem potknę się o jakiegoś dzieciaka w supermarkecie i wkur….y krzyknę „Kto To tu zostawił?!”. O, takie życie pary, która na razie żyje i śpi spokojnie. Nie ukrywam, że mamy także do czynienia z kinem „ciążowym”, w którym pokazane są wszelakie aspekty stanu błogosławionego. Za nami już całkiem sensowne „Juno”, średniawe „Jak urodzić i nie zwariować”, a teraz doszła „Wpadka”.

To film o ludziach różnych od siebie, którzy starają poradzić sobie z nie do końca chcianym macierzyństwem. Ona (Alison), śliczna, dobrze zapowiadająca się gwiazdka telewizji E!, on hmm… co o nim można powiedzieć. Ani przystojny, ani bogaty, pomysłu na życie raczej też zbyt dobrego nie ma. Ogólnie to żyje z odszkodowania, jakie otrzymał kilka lat wcześniej, mieszka z kumplami, pali zioło i stara się ,wraz z tymi innymi mieszkającymi z nim nieudacznikami, założyć stronę www. Nie ma to być zwykły portal, ale ekskluzywna strona, na której możesz sprawdzić jaka gwiazda, w jakim filmie pokazała wszystkie swoje wdzięki. Na co to komu? Nie mam pojęcia, ale przeciętny zjadacz hambuksów z USA na pewno zapłaci krocie za dostęp do portalu. Dodajmy do tego, że Ben (bo tak ma jegomość na imię) jest nielegalnym emigrantem z Kanady.

Pech, a może przeznaczenie, chce, że ta dwójka spotyka się podczas jednego wieczora. Znajomość zaczyna się w klubie przy piwie, a kończy na nocnym szczytowaniu. Rano kac, nie tylko fizyczny, ale i moralny. Ona zdaje sobie sprawę z kim się przespała, on zdaje sobie sprawę z tego, że będzie rzygał. Po śniadaniu każde z nich idzie w swoją stronę. Nikt nie wie, że ziarno zostało zasiane. Mija kilka dobrych tygodni i Alison zaczyna mieć mdłości. Ignoruje je, aby w końcu siknąć na test ciążowy, który potwierdza jej przypuszczenia. Czas najwyższy zadzwonić do Bena. Facet mimo, że jest ogartnięty jak stado koczkodanów, to stara się stanąć na wysokości zadania. Teraz przyszli rodzice będą razem przygotowywać się do tego, co ich czeka.

Jest optymistycznie i ciepło, czasem z dużą dawką chamskiego humoru, ale będzie i trochę goryczy. Ten film, jak i „Juno”, można by spokojnie pokazywać w naszych gimnazjach, jako przestrogę, a przy okazji instruktaż dla młodocianych ojców. Jak masz jaja i się spuszczasz bez zabezpieczenia, to miej jaja aby wziąć na siebie odpowiedzialność.