ON:

No to mamy Miami. Od razu myślę sobie Don Johnson i Philip Michael Thomas. To flamingi na czołówce i szalone kolorowe marynarki i mokasyny. No tak było 1984 roku (no całe szczęście nie orwelowskim), ale mamy rok 1995, kiedy to Michael Bay wpadł na pomysł aby w tropikach umieścić „Fresh Prince’a of Bel-air” koło którego biega Martin Lawrence (aktora nie kojarzę z niczego innego poza Bad Boysami). Tak więc panowie Lowrey i Burnett, bo to w nich wcielają się Will Smith i Martin Lawrence, muszą odnaleźć bezczelnie skradzione z policyjnego magazynu kilogramy heroiny, warte 100 milionów dolarów. We wszystko wplątuje się znajoma Lowreya, a później i jej współlokatorka wraz ze swoimi dwoma białymi, słodkimi pieskami. Całość jest okraszona dobrą muzyką, chamskim humorem i dużą ilością akcji. U Baya podobają mi się zwolnienia, oraz sposób prowadzenia kamery. Ma to coś po czym łatwo rozpoznać jego filmy. W filmach akcji nie ma on sobie równych.

Osiem lat później obaj Panowie policjanci spotykają się na planie Bad Boys 2. Zaczyna się od najazdu na zlot KKK, postrzału w tyłek i Henrego Rollinsa jako szefa T.N.T – jednostki antynarkotykowej. Uwielbiam go jako piosenkarza i za rolę jaką zagrał w „Sons of Anarchy” To dopiero początek, bo potem mamy mega mocne ekstazy, romans Lowreya z siostrą Burnetta, kubański front wyzwolenia i wiele innych zakręconych pomysłów. Niestety mimo tego wszystkiego dwójka nie jest już tak dobra jak jedynka. Czegoś w niej brakło. Jednak jest to  nadal wysokiej klasy kino akcji, do którego warto wrócić raz na kilka lat.

Ciekawostka. Co łączy Michaela Baya i Miami Vice? W latach 1984-1989 grał on dorywczo przestępcę w tym właśnie serialu. O taki sobie smaczek.

ONA:

Na plus: Martin Lawrence i jego cierpkie teksty, fajny soundtrack, bardzo nowoczesne kino (jak na 1995 rok), świetne ujęcia i generalnie – dobry pomysł na film (bo ja mam słabość do sensacyjnych komedii), Michael Bay, który mam wrażenie, sam tworzy w myśl zasady ‘Rzadko ale z klasą’.

Na minus: Tea Leoni (Edyta Pazura się na niej wzorowała przy kręceniu ‘Weekendu’) , sequel (który był równie przynudnawy jak moja Pamiątka I Komunii).