ONA:

Melissa McCarthy – aktorka „specyficzna”. Niewielki wzrost, dość konkretna budowa ciała, twarz przeciętna. I do tego na dużym ekranie dopiero od niedawna gra pierwsze skrzypce. Wydawać by się mogło, że nie ma szans, by ktoś o takiej aparycji sprawdzał się w filmach, by był popularny, ceniony i oglądany. A jednak. Od kilku lat grywa w komercyjnych produkcjach, które zaprogramowane są na sukces. Jej bohaterki są na ogół bardzo podobne: mamuśki, gapy, z wielkim sercem, fajnym dowcipem. Film, który dziś zrecenzujemy, to trochę kolejna kopia typowej roli McCarthy, ale tym razem chce ona zostać szpiegiem. 

Susan Cooper (M. McCarthy) to analityk CIA. Pomaga tym od brudnej roboty i jest w tym naprawdę zajebista. Wyjątkowo dobrze współpracuje się jej z agentem Fine’m (Jude Law). Jest jego drugą parą oczu, drugim mózgiem. Niestety, podczas jednej z akcji Bradley ginie, a zabija go bez mrugnięcia okiem pewna kobieta. Rozpacz Susan jest ogromna. Postanawia ona porzucić bezpieczną przystań przy biurku i wymierzyć sprawiedliwość po swojemu. Co ciekawe, jej szefostwo się na to godzi. Jest w jakimś tam stopniu wyszkolona i wygrywa tym, że nikt jej nie będzie podejrzewał – ot, kura domowa na wakacjach. Ma tylko zebrać informację, ale oczywiście ona wcale nie ma na to ochoty. Chce działać. Inny agent, który zjadł zęby w różnego rodzaju akcjach – Rick Ford (Jason Statham), mimo, że bardzo kpił ze swojej koleżanki, dziwnym trafem jest zawsze w tych samych miejscach, co ona. A potem pojawia się Raina (Rose Byrne)…

Mocno mnie ten film zaskoczył. Czym? Przede wszystkim humorem, który jest wręcz świetny, chamski, sarkastyczny, czyli dokładnie taki, jak ja lubię najbardziej, ale ta produkcja jest po prostu dobra. Posągowo piękna i niebezpieczna Byrne, durnowata McCarthy, która wali ciętymi tekstami, wysublimowany Law i wkurwiony Statham. Ale to nadal nie wszystko! Dawno nie widziałam filmu, który ma tak charakternych bohaterów na drugim planie. Nawet historia, mimo, że durna, jest całkiem fajnie opowiedziana. Można się śmiać do rozpuku, ale tylko wtedy, gdy nie przeraża i nie obraża dowcip z ogromem chamówy i przekleństw. A McCarthy znowu (bo w tym filmie też była petardą) pokazuje, że może być zmęczoną życiem mamuśką, ale może też być charakterną babką.

ON:

Melissa McCarthy przewija się przez kolejne hollywoodkie filmy, a jej kariera ograniczała się do średnich rolek, które nie porywały i nie rzucały mnie na kolana. Mnie bardziej irytowała, niż bawiła i dopiero rola u boku Sandry Bullock w „The Heat” przekonała mnie do swojej osoby.

„Spy” to film, w którym po raz kolejny, to ona gra pierwsze skrzypce i chociaż nie robi tego tak fenomenalnie, jak we wspomnianym „The Heat”, to i tak jest dobrze. McCarthy wciela się w rolę Susan Cooper, analityczkę CIA. Siedzi za biurkiem, na misje agentów specjalnych ogląda z ich oczu, ale z drugiej strony bez niej niejeden „Bond” gryzłby piach. To ona odpowiada za plany ucieczki, za przygotowanie wszystkiego, ze pomyślność przeprowadzonych dywersji. Od lat współpracuje z agentem Bradley’em Fine’m, z którym tworzy zgrany i niezapomniany duet. Wszystko idzie jak z płatka do czasu, gdy Bradley zostaje złapany i zastrzelony. Okazuje się wtedy, że w szeregach agencji jest kret i trzeba go zidentyfikować.

Na ochotnika do tego zadania zgłasza się Susan. Przecież nikt jej nie zna, poza tym jest zaprzeczeniem tego, co reprezentują agenci. Nie jest wysportowana, zgrabna, elegancka i wyuczona – ma za to zajebiste chęci. Możecie sobie wyobrazić jej komentarze oraz zachowanie. To jak wpuścić słonia do składu porcelany. Właśnie ta bezpośredniość i niesamowita chęć wykonania zadania, daje nam radość z jej działań. To laska, która zje ręczniczki w restauracji sushi, to ona walnie czasem takim komentarzem, że gacie spadają, na dodatek, to jej daje się najgorsze fałszywe tożsamości. Dzięki temu combo otrzymujemy energiczną, miejscami bardzo śmieszną komedię szpiegowską, która da nam trochę rozrywki. To zupełnie inne kino, niż opisywany przez nas „Kingsman”, ale w podobnych klimatach. Na wakacyjne popołudnie lub wieczór nada się w sam raz.

Jeśli lubicie kino szpiegowskie, chamski humor odrobinę akcji i nieporadne działania, to film sam raz dla Was.