ON:
Miałem kiedyś współlokatora. Nie będę podawał imienia, ale nazwijmy go X. Pan X nie ruchał chyba za dużo. W czasie gdy ja spotykałem się z dziewczynami, on siedział w domu i oglądał śmieszne filmiki na YouTube. Czasami zastanawiałem się, czy jak mnie nie ma, to on nie zabija jakiejś staruszki lub masturbuje się wąchając czyjeś majtki. Wyglądał na typa, który kupuje na allegro zużytą bieliznę. Dziwny to był człek, bardzo dziwny. Wiem, że nie każdemu życie układa się tak, jak powinno. Są osoby, które nie przepadają za seksem lub się go boją, są tacy, którzy nie czują się dobrze w te klocki, a także tacy, dla których felatio jest grzechem. Oczywiście znajdą się też osoby, które uwielbiają kloca na klacie. Każdy ma to, co lubi. Teoretycznie świat kręci się wokół seksu, pieniędzy i władzy. Znajdą się tacy, którzy mają wszystko i tacy, którzy nie będą mieli z tego nic. To tyle słowem wstępu przed dzisiejszą recenzją filmu „40-letni prawiczek”.
Poznajcie pana X! Sorry, wróć! Poznajcie Andy’ego Stitzera – pracownika serwisu w sklepie RTV. Andy mieszka sam w mieszkaniu-marzeniu każdego geeka. Jego półki uginają się pod ciężarem figurek i gier, jego telewizor i fotel, to ziemia obiecana dla każdego gracza. Facet po pracy zamyka się w swoich czterech ścianach, gra w pokera online, naparza w HALO i robi całą masę innych rzeczy, ale nie bzyka! Coś w jego życiu musiało pójść nie tak. Dam wam przykład. W poniedziałek rano Andy rozmawia z Calem, kumplem z pracy. Chwalą się tym, jak spędzili weekend. Cal był ze znajomymi w jakiejś dziurze przy granicy z Meksykiem i poszedł na show, podczas którego laska pieprzyła się z koniem. Wiem chore, ale rozpatrzmy to w granicach nowych doznań, odkrywania nieznanych lądów. Woody Allen powiedział: “Wszystkiego trzeba spróbować, za wyjątkiem kazirodztwa i tańców ludowych”. W czasie gdy Cal obserwował czym jest miłość międzygatunkowa, Andy siedział w domu i robił pastę jajeczną. Poważnie! Naszło go na kanapkę z pastą jajeczną. Tego szaleństwa nie dało się potrzymać! SPARTA! Kupił więc chłop 10 jaj, ugotował je na twardo, a później 3 godziny robił tę nieszczęsną pastę. Na koniec zdał sobie sprawę z tego, że nie ma na nią ochoty i wszystko wywalił. Kurde, jakbym ja miał tak szalone weekendy, to chyba bym już nigdy nie przyszedł do pracy. Poszedłbym w nieskończony balet. Przecież to porównywalne jest z adrenaliną, jaka uderza nam do głowy podczas nurkowania z rekinami. Jebać wypad na Everest – zróbmy pastę jajeczną!
Pewnego dnia koledzy ze sklepu postanawiają zaprosić Andy’ego na pokerka. Wiadomo: w pięciu gra się niezwykle dobrze. Podczas takiego męskiego wieczoru gada się o różnych rzeczach, ale przede wszystkim o cipkach, cycuszkach, świntuszeniu i wszystkim co zakazane, niesmaczne, obrzydliwe i zboczone. Okazuje się, że czwórka kumpli ma na swoim koncie przeróżne doznania. Gdy dochodzi do zwierzeń naszego bohatera wychodzi na jaw, że nie poczuł on jeszcze czym to pachnie, a tym bardziej smakuje. Było z tego trochę nabijania się, ale ostatecznie bardziej doświadczeni koledzy chcą mu pomóc. Mieć 40 lat i jeszcze nie bzykać? To jak kalectwo. Problem ma podłoże psychiczne. Dotychczasowe doświadczenia Stitzera z kobietami były jak zapasy w kisielu z tygrysem. Tygrys zawsze wygrywał. Zaczyna się więc praca u podstaw, a ponieważ koleś jest trudny we współpracy, to trzeba popracować nad nim z palnikiem i obcęgami.
To naprawdę dobra i chamska komedia. Nie bierze się tutaj jeńców. Zasada jest prosta: albo kochasz to obleśne chamstwo, albo jesteś z kółka różańcowego. Chociaż młode dzierlatki ze szkółki niedzielnej też potrafią się zabawić, ale o tym przeczytacie przy okazji recenzji „Dziewczyny mojego kumpla”. „40-letni prawiczek” to hardcore prosto ze stajni Apatowa. Jest jak włożony do tyłka tampon nasączony wódką. Trzepie tak, że padamy na ziemię. Dla mnie bomba!
ONA:
Każdy z nas miał takiego znajomego albo znajomą, którym kontakty z płcią przeciwną zupełnie nie wychodziły. Wszyscy mniej lub bardziej spektakularnie wchodzili w sferę seksualną, a po ich stronie wieczne nic. Pewnie próbowali, ale na niewiele się to zdało. Lata mijały, a ich sim-lock uwierał ich coraz bardziej. „Czterdziestoletni prawiczek” to film właśnie o takich osobach.
Życie Andy’ego (Steve Carell) jest dość specyficzne. Ma pracę, do której jeździ rowerem, bo auta się nie dorobił, a jego mieszkanie przypomina twierdzę nastolatka, który jest zapalonym graczem. Wszędzie są gry i figurki, które nasz bohater patologicznie kolekcjonuje, ale nawet nie ściąga z nich pudełek. Cóż, podobnie ma z majtkami. Zawodowo zajmuje się handlem w małym sklepie z RTV, ale na ogół czai się w magazynie. Ma wiele zainteresowań, np. gra na puzonie. I śpiewa karaoke. Lubi też zagrać w pokera on-line. Sąsiedzi go lubią, bo jest miły i grzeczny, ale nawet oni widzą, że przydałby mu się dobry spust. W pracy koledzy patrzą na niego podejrzliwie, ale wreszcie przełamali się i zaprosili go na męski wieczór. Podczas typowej, samczej rozmowy, wyszło na jaw, że Andy nigdy nie był z kobietą, a jego „wianuszek” ma już 4 dychy. Koledzy postanawiają mu pomóc. Każdy z nich ma worek cennych rad, które Andy musi wdrażać. Każda z nich z kolei jest tak skrajnie durna, że aż dziw bierze, kiedy one zaczynają działać. Nasz dzielny prawiczek zmienia się, nabiera pewności siebie i całkiem możliwe, że to właśnie dzięki grupie „skrzydłowych” Andy’emu się wreszcie uda. Szczególnie, że na horyzoncie pojawi się apetyczna Trish.
Oczywiście po drodze będzie mnóstwo sytuacji, które doprowadzą widza do płaczu ze śmiechu. Nie liczcie na to, że to delikatny film. Nie. On nie bierze jeńców. To chamówa ociekająca seksem, ruchaniem, dupczeniem, pieprzeniem i cholera wie czym jeszcze. Mam wrażenie, że dużo mocniej odbiorą go faceci, bo przecież mogą dzięki niemu poznać kilka „sztuczek” na to jak łatwo poderwać dziewoję i pokazać jej swojego puszczyka. Ja na tym filmie kwiczałam. Każda kolejna scena doprowadzała mnie do spazmatycznego śmiechu. Nie spodziewałam się cudów, ale zostałam absolutnie usatysfakcjonowana. Aż dziw bierze, że Carell po tej produkcji dostawał jakieś inne role i co więcej – były one dobre, jak np. w filmie „Foxcatcher”. Towarzyszący mu zestaw Rogen, Rudd, Mann i Banks również daje radę.
Co więcej można dodać. Walka Andy’ego ze swoim dziewictwem jest tak świetna, tak zabawna, tak brutalnie chamska, że aż miło.
