ONA:
…heaven on earth
back again
into
under
far in between
through it
in it
and above…
/Gia Marie Carangi/
Była legendą w świecie mody, bo wtedy, gdy długonogie, chłodne i bezpłciowe blondynki go dominowały, ona weszła – niepokorna, głośna, chamska i wulgarna, ale przede wszystkim – pełna życia, które brała za barki, jakby przeczuwała szybką śmierć. Podbiła świat mody, bo jako jedna z pierwszych olała pozowanie i postawiła na autentyczną ekspresję, na emocje. To był jej „wynalazek”, jej sznyt i znak rozpoznawczy. Ufała instynktom – i to była jej największa zaleta, ale też i wada. Przepełniał ją seks, ale on nigdy nie był celem samym w sobie. Flirtowała, bez problemu zmieniała „łóżka”, była biseksualna i bardzo pragnęła miłości, takiej na zawsze i ponad wszystko. Stała na szczycie, w pełni chwały i podziwu. Zaczęło się wszystko w Filadelfii, Nowy Jork stał się jej maszyną napędową, a potem czekał na nią cały świat. Otwierał on swoje ramiona szeroko, odsłaniając możliwości i zagrożenia. Dragi w jej życiu pojawiły się szybko. Początkowo ją „otwierały”, ale koniec końców jedna brudna, zakażona strzykawka, stała się jej wyrokiem. I spadła bardzo, na samo dno. Bez możliwości powrotu. Bajka przegrała z rzeczywistością. Gia Marie Carangi. Po prostu Gia. Była piękna, wyjątkowa i wyrazista.
Nikt, poza Angeliną Jolie, nie potrafiłby udźwignąć tej roli. Tylko ona kompletnie nadawała się do tej kreacji, bo sama w tamtych czasach miała zdrowo nawalone pod kopułą. Teraz: matka i aktywistka na rzecz potrzebujących – wtedy: seks, krew i noże. Nieokiełznana aktorka wzięła na barki rolę nieokiełznanej postaci. Akuratnie i merytorycznie z sensem. Poza tym sam film „Gia” jest bardzo sensualny, dziki, a to, co zmysłowe, przerywa brutalność świata mody i nie tylko zresztą. To film o samotnych ludziach, którzy źle wybierają w swoim życiu. Ich drogi są bardzo pokrętne i koniec końców prowadzą w nicość. Widać, że jest to kino lat 90tych, bo momentami trąci kiczem i tandetą, ale jest bardzo autentyczny i porywa.
Wracam do niego co jakiś czas. Za każdym razem zwracam uwagę na inny „element” pokrętnej psychiki głównej bohaterki i zawsze dochodzę do jednego wniosku. Można mieć wszystko, cały świat u stóp, można mieć bogactwo i urodę, karierę i wygodne życie, ale to tylko drobne fanty, które dopełni jedynie druga osoba.
Polecam, szczególnie paniom.
