ON:
Książki, które napisał Philip K. Dick, należą do kanonu, do klasyki literatury sci-fi. Każdy fan tego typu prozy musi – podkreślam: musi zapoznać się literaturą, która wyszła spod jego ręki. To specyficzny twórca, którego narkotyczne wizje potrafią przestraszyć i odrzucić, ale kiedy przyzwyczaimy się do stylu autora oraz jego pomysłów, zdamy sobie sprawę z tego, z jak wielkim mistrzem mamy do czynienia.
Pod koniec stycznia Dom Wydawniczy Rebis po raz kolejny dał fanom powód do radości. Tym razem wydając długo oczekiwany trzeci tom opowiadań Philipa K. Dicka pod tytułem „Kopia ojca”. Utrzymując stylistykę całej serii książka znów posiada dodatkową obwolutę, a środek książki zdobią ilustracje Wojciecha Siudmaka. Biorąc do ręki „Kopię ojca” mamy możliwość zapoznania się z dwudziestoma trzema utworami, które pojawiły się przed publikacją pierwszej powieści tego amerykańskiego autora.
Trzeci zbiór opowiadań jest chyba najlepszym z trójcy: dojrzalsze opowiadania, styl i problematyka pokazują w jakim kierunku zmierzała twórczość Dicka. Tematyka opowiadań jest bardzo zróżnicowana. Tak, jak to zwykle u Amerykanina bywa, mamy historię o kosmitach i strachu przed najeźdźcami z innych planet, jest opowiadanie o mutantach, którzy mogą zastąpić nasz gatunek, jest też strach przed tym, że możemy być obserwowani przez istoty wyższe, które uzurpują sobie prawo do rządzenia naszym losem. Narkotyczne wizje autora są prozrażające, pokazują świat z innej perspektywy, a kolejne strony przybliżają nas do punktu kulminacyjnego każdej z opowieści. Przeglądając swoją bibliotekę zdałem sobie sprawę z tego, jak duży wkład w rozwój gatunku miał pisarz. Kolejne grube grzbiety kryją powieści lub zbiory opowiadań i jest tego naprawdę bardzo dużo. „Kopia ojca” to kolejna cegiełka.
Po recenzowany zbiór powinien sięgnąć każdy, nie tylko fan prozy sci-fi. Nawet osoba, która wcześniej nie czytała Dicka, może spokojnie zabrać się za lekturę tej książki. Jest tak dlatego, że całość można potraktować jako swoistą antologię, zbiór świetnych opowiadań, które łączy osobą nie tylko osoba autora, ale także pewne wizjonerstwo, którego często brak we współczesnej literaturze.
Warto też zwrócić uwagę na przedmowę Roberta J. Szmidta, który na kilku stronach opisuje wielkość amerykańskiego twórcy oraz jego legendę, która dotarła do Polski w czasach trudnego dla nas okresu, czyli lat PRL-u.
