ONA:

Wiem, że zalewa mnie teraz jakaś gargantuiczna próżność, ale osobiście jestem przekonana, że w jednym z poprzednich wcieleń musiałam być jakąś królową. Albo chociaż księżniczką! Nie ma opcji – tak właśnie było!

Uwielbiam historię. Uwielbiam, gdy wśród bohaterów historycznych, pojawiają się silne, niezależne kobiety. Nie jestem feministką, nigdy nie byłam i nigdy nie będę. Nie potrzebuję ddefiniować swoich poglądów za pomocą jakiegokolwiek „-izmu”, ale to szalenie motywujące, gdy okazuje się, że nasz dorobek historyczny ma też w sobie jakieś kobiece elementy.

Cristina Morató napisała książkę wyjątkową. „Królowe przeklęte” to fascynująca opowieść o życiu 6 kobiet. Nie były one zwykłymi kobietami. Krystyna Szwedzka, Maria Antonina, cesarzowa Sisi, Eugenia de Montijo, jedna z moich ulubionych postaci historycznych – królowa Wiktoria i jej wnuczka, Aleksandra Romanow, to kobiety, które wstrząsnęły naszą historią. Znane i legendarne. Żyjące w wydawać by się mogło idealnym świecie, przepełnionym przepychem i bogactwem. Miały wszystko: od klejnotów, sukien, bali, po poddanych. Miały władzę. Ale nadal były tylko i aż kobietami, z całą paletą uczuć i emocji, pragnień, fantazji, potrzeb. Czuły. Kochały. Nienawidziły. Nie zawsze potrafiły zrozumieć dworską etykietę. Nie zawsze potrafiły się do niej dostosować. Często były tylko „żonami”. Ale często to one trzymały za pysk cały kraj, żeby nie powiedzieć, że cały kontynent.

Wspaniała podróż po światach wyjątkowych i ważnych postaci historycznych. Ja jestem historycznym świrem i takie „kompendia” wiedzy zawsze robią mi dobrze. Szczególnie, że autorka poza wiadomymi informacjami, próbowała wejść też w te sfery, które w dokumentach historycznych są mocno tajone.