ON:
Apokalipsa zawsze zaczyna się tak samo: niespodziewanie. Zawsze pojawi się jeden człowiek, który wszystko przewidzi, zawsze będzie osoba, która zostanie przez innych obwołana szaleńcem, heretykiem, szaleńcem. Gdy jest już za późno, wspomina się wtedy słowa tego, który „głosił herezję” – wspomina się jednocześnie wznosząc modły do jakiegoś boga. Lecz modlitwy pozostają bez odzewu, wiszą gdzieś w powietrzu, aby pozostać zapomnianymi. Gdy dobrze przyjrzymy się otaczającemu nas światu, to dojdziemy do tego, że nasza apokalipsa już dawno się zaczęła, ale do jej końca jeszcze daleko.
Początki były zwyczajne i nikt na nie nie zwracał uwagi. Najpierw gdzieś do morza wylała się ropa. Ekolodzy starali się coś zmienić, ale korporacje miały to w dupie. Potem zaczęto wycinać coraz to większe połacie lasów, a zwierzęta pojawiały się bliżej ludzkich siedlisk. Szopy wyjadały resztki z osiedlowych koszy na śmieci, a dziki potrafiły przebiec przez twój ogródek. Do powietrza każdego roku dostawały się ogromne ilości zanieczyszczeń, beczki z toksycznymi odpadami wrzucano do rzek lub zakopywano. Wszystko to stało się tak naturalne, że ludzie już zapomnieli, jak wyglądał ich świat przed tym wszystkim. O tym, co nas czeka, mówił głośno Austin Train. Wszyscy jednak mieli daleko jego słowa. Dopiero gdy było już za późno, ktoś przypomniał sobie, przed czym nas ostrzegał. Train został nieoficjalnie obwołany przywódcą ruchu ekologicznego, jednak nie w smak było mu bycie gwiazdą. Szczególnie wtedy, kiedy korporacje robią wszystko, aby zatuszować wiele spraw. Austin zmienia nazwisko i zaszywa się gdzieś z dala od rozgłosu. Nie jest jednak łatwo uciec przed mediami i wyznawcami, którzy traktują go jak boga.
W innej części zjedzonego przez człowieka świata, a dokładniej w Afryce, która jeszcze bardziej cierpi głód i suszę, dostarczono Nutripon – wyprodukowaną syntetycznie pożywkę, która zastępuje jedzenie. Niestety, tym razem coś poszło nie tak. Może ktoś zawinił na produkcji, może po prostu nie spełnia ona pewnych standardów. Ci, którzy spożyli pożywkę – dostali szału. Międzynarodowy skandal musi zostać wyciszony, a rząd i producent żywności chcą odzyskać zaufanie społeczeństwa. Wydarzenia te oraz śmierć bliskiej osoby powodują, że Train postanawia wyjść z ukrycia.
Tytułowe „Ślepe stado” to zatracona w konsumpcji ludzkość, która skupiona na eksploracji planety nie zdaje sobie sprawy z tego, że nie ma już odwrotu. Że to, co zrobiliśmy, odbije się nie tylko na nas, ale także na naszych dzieciach, wnukach i prawnukach. Burnner pokazuje, że przyszłe pokolenia nie będą znały życia, które widzimy za oknem. Obowiązkowa maska ochronna będzie czymś, bez czego nie będzie można opuścić domu. Niebo zasnute zostanie ciężkimi, toksycznymi chmurami, a deszcz zamiast życia – przyniesie zgubę. Powieść nie jest lekką historią o naprawianiu planety, ale książką o upadku naszej cywilizacji – upadku, do którego przyłożyliśmy swoje ręce.
„Ślepe stado” to niesamowicie napisana, bardzo prawdziwa i przejmująca książka, która może być biblią ekologów i podręcznikiem dla reszty, szczególnie tych, którzy przykładają swoją rękę do wyniszczenia naszej planety. Jest to też przykład na to, że sci-fi nie opowiada tylko o robotach, laserach i herosach biegających w obcisłych gaciach. Science fiction to przede wszystkim poważna proza, w której ukrytych jest masa przesłań i ogromna ilość prawdy.
