Marudzenie – blog popkulturowy

Piszemy o popkulturze – grach, filmach, książkach i muzyce

KSIĄŻKI

ADAM PRZECHRZTA – „DEMONY WOJNY”

ON:

Natłok obowiązków nie pozwolił zabrać mi się wcześniej za recenzję „Demonów Wojny” Adama Przechrzty. Ta kontynuacja, opisywanych wcześniej „Demonów Leningradu”, utrzymuje w przekonaniu, że autor bardzo dobrze odrobił zadanie domowe i wie czego od książki oczekuje współczesny czytelnik.

Mijają trzy lata. Jest rok 1945 Festung Breslau ledwo zipie. Armia czerwona stoi u bram, a niedobitki armii niemieckiej starają się ratować resztki godności. Nic już nie zmieni biegu historii, niezależnie co powie propaganda nazistowska – wojna ma się ku końcowi. Właśnie te zniszczone budynki, ulice oraz ciała tych, którzy nie mieli zbyt wiele szczęścia, są tłem kolejnych przygód Aleksandra Razumowskiego. Jednakże tym razem jego spostrzeżenia nie dotyczą Mateczki Rosji oraz ustroju totalitarnego, w którym przyszło mu żyć i się wychowywać i za który musi walczyć. Bohater udowodnił już wielokrotnie, że jest godny zaufania i nie trzeba trzymać go za rękę. Rozkazy wypełnia skrupulatnie, a plecy, jakie przypadkowo udało mu się „zbudować” potrafią otworzyć nie jedne drzwi.

Działając pod przykrywką ma za zadanie odnaleźć tajemne archiwum Himmlera. Najważniejsze jednak, aby dokonał tego nim łapy na dokumentach położy znany z poprzednich książek komisarz Beria. Rozpoczyna się więc wyścig z czasem oraz NKWD. Razumowski brnie do celu swoim dobrze wyznaczonym tropem i będzie ciężko przyprzeć go do muru. Przechrzta stworzył bohatera, faceta z krwi i kości, na widok którego kobietom miękną kolana, a faceci chcą mu postawić szklankę wódki. Sam dałbym się strzelić w pysk tylko po to, aby móc powiedzieć, że zrobił to Aleksander Razumowski. To trochę taki Bond, którym każdy z nas chciał być w latach młodości.

Wcielając się w skórę majora Aleksa Rotha, Aleksander zaczyna się zmieniać i gubić. Czasem wydaje mu się, że nie jest naprawdę tym, kim się wydaje. Pojawiają się momenty, gdy wręcz współczuje „poszkodowanym”, zamieszkującym (jeszcze) miasto Niemcom. Czy takie zachowanie nie przeszkodzi mu w wykonaniu zadania? Trzeba to sprawdzić samemu.

Przechrzta pokazuje po raz kolejny, że zrobił fantastyczny kawał roboty. Włożył w książki całą swoją wiedzę historyczną i na jej podstawie stworzył świat fikcyjny, który okraszony jest tylko smaczkami, drobiazgami, które powodują, że czytając „Demony Wojny”, co jakiś czas uśmiechamy się do siebie widząc, jak wiele przemycił do książki autor. To bardzo fajny ukłon i puszczenie oczka w kierunku czytelnika.

To pozycja obowiązkowa dla wszystkich tych, którzy czytali poprzednie części serii, bez tej wiedzy raczej ciężko będzie nam się połapać i wyjaśnić, to jest tym złym, a kto dobrym.